Firma OpenMind właśnie uruchomiła pierwszy na świecie sklep z aplikacjami dla robotów humanoidalnych i czworonożnych. Oznacza to, że Twój robot nie musi już czekać na wymianę podzespołów czy wizytę serwisanta, by nauczyć się czegoś nowego. Chcesz, by pilnował domu, pomagał seniorowi albo robił Ci zdjęcia na Instagram? Po prostu pobierasz odpowiedni program.
Cała magia tego rozwiązania opiera się na OM1 – modułowym systemie operacyjnym stworzonym przez OpenMind
To swoisty „tłumacz”, który pozwala programistom pisać kod działający na różnych maszynach, niezależnie od tego, czy wyprodukował je UBTech, Agibot, Fourier czy LimX. Jan Liphardt, szef OpenMind, słusznie zauważa, że to właśnie oprogramowanie ożywia generyczny sprzęt. Bez aplikacji robot jest tylko drogą rzeźbą; z nimi staje się uniwersalną platformą, która dostosowuje się do Twoich potrzeb. Sklep startuje z katalogiem przygotowanym przez ponad tysiąc deweloperów z całego świata, co jest imponującym wynikiem jak na nową gałąź technologii.
Czytaj też: Architektura oczami maszyny. Ai-Da projektuje swój pierwszy dom
Obecna oferta sklepu przypomina nieco wczesne dni systemów iOS czy Android – obok bardzo przydatnych narzędzi znajdziemy tam sporo aplikacji eksperymentalnych, a nawet nieco zabawnych. Na liście dostępnych programów znajdziemy między innymi Omni-Guardian, który zmienia robota w domowego strażnika potrafiącego wykryć intruza, oraz Nova, system pozwalający maszynie widzieć, słyszeć i aktywnie pomagać w codziennych obowiązkach. Są też apki bardziej lifestylowe, jak Guardian, dzięki której robot będzie za Tobą podążał i robił Ci selfie, czy WALL-E, monitorujący Twoje cyfrowe zasoby i powiadomienia z mediów społecznościowych.
Czytaj też: Armia robotów wychodzi z pudeł. LimX Dynamics pokazuje przyszłość logistyki
Wizja OpenMind wybiega jednak daleko poza proste gadżety. Liphardt przewiduje, że w miarę rozwoju technologii w sklepie pojawią się tysiące specjalistycznych programów – od wsparcia pielęgniarskiego i edukacji matematycznej, po zaawansowane sprzątanie czy asystę przy praniu. Kluczem jest tu szybkość ewolucji: oprogramowanie może zmieniać się i uczyć znacznie szybciej niż hardware. Jeśli Twój robot dzięki nowej aplikacji zacznie lepiej rozumieć ludzkie emocje albo sprawniej sortować naczynia, zyskasz „nową” maszynę bez wychodzenia z domu.
Czytaj też: Elon Musk stawia wszystko na jedną kartę (i nie są to samochody)
Partnerstwa z gigantami takimi jak Deep Robotics czy Magic Lab sugerują, że branża traktuje ten projekt bardzo poważnie. Modułowość staje się nowym standardem, a użytkownik końcowy po raz pierwszy zyskuje realny wpływ na to, co potrafi jego mechaniczny pomocnik. Zamiast kupować robota „do sprzątania” i osobnego „do ochrony”, kupujesz po prostu uniwersalne ciało, któremu dokupujesz odpowiednie umiejętności w miarę potrzeb. To przejście od maszyn o jednym przeznaczeniu do urządzeń wielofunkcyjnych, które starzeją się znacznie wolniej dzięki ciągłym aktualizacjom „intelektualnym”.