Niezwykłe są losy tej korsarskiej łodzi podwodnej. Okręt, zwany pieszczotliwie przez załogę „spacerującą trumną”, został zwodowany w USA w czasie wojny secesyjnej. Był ówczesnym szczytem techniki i miał stać się cudowną bronią konfederatów z Południa w starciach z flotą unionistów. Niestety, po pierwszym pojedynku z korwetą wroga legł na dnie. Kiedy w 1865 roku zwaśnione strony podały sobie ręce, władze w Waszyngtonie uznały, że korsarstwo, także podwodne, nie ma już racji bytu. Tym bardziej, że „H.L. Hunley” spoczywał w głębinach i trzeba było czekać 130 lat, aż zostanie namierzony, a następnie wydobyty.

To, że tak pieczołowicie podjęto się jego rekonstrukcji – o czym za chwilę – świadczy także o wielkim zainteresowaniu, jakie wciąż wzbudzają korsarze i ich burzliwe czasy. Korsarze, zwani również kaprami, nie wchodzili w skład stałych sił zbrojnych władcy lub państwa. Działali oni na podstawie upoważnienia jednej z walczących stron, zwanego patentem lub listem żelaznym (kaperskim). Wynagrodzenie korsarzy stanowiła większość lub nawet całość łupów zdobytych na nieprzyjacielu. Otrzymany patent w pewien sposób sankcjonował ich działalność i przynajmniej formalnie odróżniał od zwykłych piratów. Z instytucji korsarstwa powszechnie korzystano, gdyż była to najtańsza forma prowadzenia działań wojennych na morzu.

WSZYSCY KORSARZE RZECZYPOSPOLITEJ


Pierwsze okręty korsarskie pojawiły się już w średniowieczu. W Polsce flotę kaperską utworzył król Kazimierz Jagiellończyk podczas wojny trzynastoletniej (1454–1466), a działalność taką kontynuowali kolejni polscy władcy: Zygmunt Stary, Zygmunt August i Stefan Batory. W XVI i XVII wieku najwięcej listów kaperskich wydawały Francja oraz Anglia. Ta specyficzna forma prowadzenia działań wojennych zanikła w Europie po zakończeniu wojen napoleońskich. Spowodowane to było rozwojem wyspecjalizowanych flot wojennych oraz narastającymi problemami przy przekształceniu statku handlowego w pełnowartościowy okręt wojenny, co wcześniej było całkowicie realne. Likwidacja instytucji korsarstwa zatwierdzona została w 1856 roku w tak zwanej „Deklaracji paryskiej”, z czasem podpisanej przez prawie wszystkie państwa morskie.

Prawie... Wydawać by się mogło, iż proceder ten na zawsze przeszedł wówczas do historii wojen. Jednak tak się nie stało, a to za sprawą Stanów Zjednoczonych, które obok Meksyku i Hiszpanii wstrzymały się z podpisaniem deklaracji. W latach 1861–1865 doszło w Stanach Zjednoczonych do krwawej wojny domowej, tak zwanej secesyjnej, w której trakcie walczące strony: Unia (Północ) oraz Konfederacja (Południe) nie przebierały w środkach. Stojący na czele Konfederacji Stanów Południowych prezydent Jefferson Davis, dysponujący niewielką flotą wojenną, postanowił ją wzmocnić metodą wydawania listów kaperskich. Niestety, pomimo niewątpliwych sukcesów poszczególnych okrętów, flota Konfederacji miała ograniczone możliwości działania z powodu blokady portów przez liczniejsze okręty Unii.

SECESYJNA I PODWODNA


Praktycznie przez całą wojnę konfederaci starali się wszelkimi sposobami zniwelować przewagę floty unionistów oraz rozerwać pęta blokady, między innymi stosując innowacje techniczne w konstrukcji okrętów. Całą serię nowinek zapoczątkowały taranowce, okręty pancerne oraz różnego rodzaju miny. Później pojawiły się okręty klasy „David” – konstrukcje przejściowe pomiędzy okrętami nawodnymi a podwodnymi. W końcu zrealizowano jeszcze bardziej niezwykły pomysł – korsarskie okręty podwodne. Jesienią 1861 r. grupa bankierów i finansistów z Nowego Orleanu: Robbin R. Barron, Horacy L. Hunley i Henry J. Leovy, sfinansowała budowę takiej łodzi, zaprojektowanej przez Jamesa McClintocka i Baxtera Watsona. Okręt, który otrzymał nazwę „Pioneer”, miał długość 6 m, szerokość 2 m, i był napędzany śrubami, poruszanymi ręcznie przez 4-osobową załogę. Atak bojowy w wykonaniu „Pioneera” polegał na przyczepieniu do kadłuba nieprzyjacielskiego statku torpedy-miny z zapalnikiem kontaktowym. Poważną wadą był brak dodatkowych zbiorników powietrza, który uniemożliwiał dłuższe przebywanie w zanurzeniu.

31 marca 1862 roku, na wodach jeziora Pontchartain, „Pioneer” odbył próbną akcję bojową, która zakończyła się powodzeniem. 29 kwietnia 1862 r. jego dowódca kapitan John K. Scott otrzymał list kaperski. Wyznaczono również premię za zniszczenie dużego okrętu Unii – 100 tysięcy dolarów (co było zrozumiałe z powodu braku możliwości zdobycia łupu). Niestety, błyskawiczne działania Północy, które doprowadziły do zajęcia Nowego Orleanu, zmusiły załogę pierwszego na świecie korsarskiego okrętu podwodnego do zatopienia jednostki.

POWRÓT Z GŁĘBIN


Kolejne konstrukcje również nie miały zbyt wiele szczęścia. „Pioneer II” zatonął, a trzecia wersja, wykonana z dawnego kotła parowego i obsadzona przez ośmioosobową załogę, w październiku 1862 roku podzieliła ten sam los. Dopiero czwarta modernizacja przyniosła sukces. Okręt, nazywany pieszczotliwie przez załogę „spacerującą trumną”, a noszący oficjalną nazwę CSS „H.L. Hunley” (na cześć jednego z konstruktorów i fundatora), uznano za gotowy do akcji. Miał on 12 m długości, 2 m szerokości i 1,8 m wysokości. Jego jedyne uzbrojenie stanowiła odpalana elektrycznie mina, zawierająca 40-kilogramowy ładunek prochu, umieszczona na siedmiometrowej żerdzi. Był on wyposażony w dwa włazy, kopułę obserwacyjną oraz rurowy system wymiany powietrza. Napędzany był ręcznie śrubą, obsługiwaną przez ośmiu członków załogi i umieszczoną w okrągłej osłonie.