Focus: Co najbardziej kręci ludzki umysł? 

Jim Davies:  Najbardziej zainteresowani jesteśmy ludźmi: ich pragnieniami, miłością, konfliktami. Zwracamy uwagę na rzeczy, których albo się boimy, albo pokładamy w nich nadzieję. Wybieramy obrazy świata wymarzonego lub świata z koszmaru sennego. Kochamy znajdować schematy, wzorce, reguły, które oswajają rzeczywistość. Jesteśmy zafascynowani przeciwieństwami, uwielbiamy niespójności. Balansujemy stale między skrajnościami: nowym i znanym, konfliktem i bezpieczeństwem.

W swojej książce „Riveted” tłumaczy pan, dlaczego śmiejemy się z dowcipów i płaczemy na niektórych filmach.

Wszystko zaczęło się od olśnienia, które przeżyłem jako trzynastolatek: radio zagrało hip-hop, a ja w sekundę wiedziałem, że na tę muzykę czekałem całe życie. Później amatorsko zajmowałem się wieloma dziedzinami sztuki: malowałem, występowałem w improwizującej grupie teatralnej, pisałem fikcję. Zaczęła mnie zastanawiać relacja sztuki i nauki. Jak psychologia poznawcza tłumaczy twórcze pasje? Uważam, że istnieją uniwersalne preferencje ludzkiego umysłu dotyczące sztuki, produktów, idei. Niezależnie od kultury, w jakiej się wychowaliśmy, ludzki mózg szuka w tych obszarach analogicznych bodźców i schematów. Moje badania nazwałem teorią przekonywalności (theory of compellingness). Jej fundamentem jest pytanie, dlaczego pewne zjawiska – w sztuce, w życiu codziennym, w sporcie – uznajemy za przekonujące i pociągające.

A więc dlaczego muzyka nas hipnotyzuje?

Z jednej strony zaspokaja nasze pragnienie zrozumienia świata przez wykrywanie schematów. Sednem jest tutaj powtórzony motyw: słowa, melodii, refrenu. Z drugiej strony muzyka doprowadza ów powtórzony motyw do punktu, w którym zaczynamy się nudzić i… w tym momencie od niego odchodzi, zaskakuje nowością. Po czym znów prowadzi nas w znajomy rewir. Powstaje rodzaj transu. Jeśli całość byłaby zbyt znajoma, znudzilibyśmy się, ale jeśli byłaby pasmem nowości, to powstawałoby wrażenie chaosu, który też nie utrzymałby uwagi. To się zresztą odnosi do każdego rodzaju sztuki: łatwiej tolerujemy awangardowe krótkie formy, np. teledyski, ale gorzej już znosimy eksperymentalny film fabularny lub sztukę teatralną. Chaos wymaga od nas dużego wysiłku, aby go pojąć, więc po pewnym czasie nim także się nudzimy. Konieczny jest balans dwóch potrzeb.

Dlaczego pewne dziedziny sztuki do niektórych ludzi nie trafiają? Jedni nie lubią poezji, inni malarstwa. 

Nigdy nie przepadałem za poezją. Podczas studiów na Uniwersytecie Carleton zapisałem się jednak na poniedziałkowe wieczory pisarskie – tworzyłem wówczas krótkie opowiadania, lecz większość uczestników była poetami. Zacząłem intensywnie analizować ich utwory. Ku mojemu zaskoczeniu, po włożeniu wysiłku w zrozumienie wierszy szalenie je polubiłem – przynajmniej te konkretne, które analizowałem. Podobny mechanizm zachodzi moim zdaniem w muzeach. Na początku nie wiemy, czego szukamy w obrazie, co koresponduje z naszymi potrzebami. Żeby zacząć fascynować się malarstwem, musimy zrozumieć jego sens dla nas, w konkretnym momencie naszego życia. Uważam, że każdy z nas – jeśli włoży wysiłek, przejdzie do kolejnego etapu – jest zdolny cieszyć się wierszem lub obrazem.

Dlaczego fascynuje nas świat fikcji?

W uproszczeniu, nasz umysł dzieli się na dwa obszary: na tylny mózg pierwotny oraz przedni mózg cywilizacyjny. Chcemy zjeść pączek, najlepiej trzy pączki, ponieważ mózg pierwotny mówi nam, że przy każdej okazji musimy magazynować cukier i tłuszcz. Dopiero mózg cywilizacyjny przekonuje nas, że w dzisiejszych czasach nie musimy robić takich zapasów, ponieważ mamy ich nadmiar. Mózg pierwotny każe mi przerwać na sekundę rozmowę w kawiarni, ponieważ właśnie weszła piękna dziewczyna. Mózg cywilizacyjny po chwili tłumaczy, że jestem szczęśliwe żonaty. Funkcjonujemy w stanie ciągłego napięcia, stałej komunikacji między tymi dwoma mózgami. Zanurzamy się w świat fikcji, ponieważ nasz umysł pierwotny nie rozróżnia, że to fikcja i znajduje w niej użyteczne dla naszego przeżycia wzorce relacji oraz reakcji.