Zacznijmy od tego, że PBDE występują w glebie, osadach, wodzie i powietrzu. Naukowców szczególnie niepokoi ich obecność w łańcuchu pokarmowym oraz środowisku, w którym na co dzień przebywają ludzie. Jest to grupa związków chemicznych, które przez lata ludzkość wykorzystywała jako środki zmniejszające palność. Dodawano je między innymi do materiałów budowlanych, elektroniki, samochodów, samolotów, mebli, tekstyliów czy pianek i innych materiałów stosowanych w wyposażeniu wnętrz. Ich zadaniem było ograniczanie ryzyka zapalenia się produktów.
Z czasem okazało się jednak, że związki te mają poważną wadę. PBDE są niezwykle trwałe i mogą kumulować się w środowisku i organizmach żywych. Już w latach 90. naukowcy zaczęli zwracać uwagę na ich rosnące stężenie w przyrodzie i… nas samych. Badania ujawniły między innymi obecność PBDE w mleku kobiet, a kolejne analizy dostarczyły dowodów na szerokie rozpowszechnienie tych substancji.
Czytaj też: Cyberprzemoc i zdrowie psychiczne nastolatków. Badacze wskazali dwa ważne czynniki
W efekcie na początku XXI wieku pojawiły się ograniczenia w zakresie ich stosowania. Unia Europejska rozpoczęła zakazy dotyczące różnych rodzajów PBDE w 2004 roku. Niestety, pomimo upływu ponad dwóch dekad substancje te nie zniknęły jednak ze środowiska. Najnowsza analiza objęła 181 recenzowanych badań dotyczących skażenia PBDE w Europie. Naukowcy sprawdzili dane z 25 państw, analizując próbki powietrza, gleby, wody, osadów, śniegu oraz osadów ściekowych.
Tym sposobem doszli do wniosku, iż związki te można znaleźć zarówno w silnie zurbanizowanych i uprzemysłowionych obszarach, jak i w znacznie bardziej odległych miejscach. PBDE pojawiły się między innymi w biurach w Hiszpanii oraz w śniegu w słowackich górach. Największe stężenia występowały przede wszystkim w miastach, w pobliżu zakładów przemysłowych oraz na wysypiskach. W osadach i osadach ściekowych dominował związek BDE-209, natomiast BDE-47 i BDE-99 częściej występował w powietrzu i glebie.
Pocieszający wydaje się fakt, iż w części środowisk poziom PBDE faktycznie spada. Dotyczy to zwłaszcza powietrza i gleby, co może świadczyć o skuteczności wprowadzonych ograniczeń. Ale nie ma się co oszukiwać, że problem został rozwiązany. Jednym z powodów jest ogromna ilość produktów wyprodukowanych w czasach, gdy PBDE były powszechnie stosowane. Stare meble, urządzenia elektroniczne i inne przedmioty mogą nadal zawierać te związki. Z czasem trafiają one do kurzu, ścieków, osadów i odpadów, a następnie mogą przedostawać się z powrotem do środowiska.
Szczególne znaczenie ma tutaj również recykling. Produkty zawierające pozostałości dawnych substancji chemicznych mogą zostać ponownie wykorzystane, a znajdujące się w nich PBDE wracają w ten sposób do obiegu. Jak dodają autorzy publikacji zamieszczonej w Environmental Research, rozwój gospodarki cyrkularnej bez odpowiedniej kontroli chemicznej może nieumyślnie przedłużać obecność dawnych zanieczyszczeń.
Czytaj też: Amerykanie czekali na ten składnik 27 lat. Wreszcie mogą w pełni ochronić się przed słońcem
Niepokój budzi także możliwość kontaktu człowieka z PBDE. Stężenia tych substancji są zazwyczaj wyższe w pomieszczeniach niż na zewnątrz, co wiąże się chociażby z obecnością starych urządzeń czy mebli zawierających środki zmniejszające palność. PBDE mogą również trafiać do łańcucha pokarmowego i kumulować się w organizmach.
Jednocześnie pełna ocena wpływu PBDE na zdrowie człowieka jest trudna. Dotychczasowe badania wskazywały na możliwe związki ekspozycji na te substancje między innymi z zaburzeniami funkcjonowania tarczycy, wątroby oraz niektórymi nowotworami, jednak część dowodów pochodzi z badań obserwacyjnych, które nie pozwalają jednoznacznie wykazać związku przyczynowo-skutkowego.
Źródło: Environmental Research
