Właściciel hotelu „Hollywood” w bośniackim mieście Visoko zmienił mu nazwę na „Piramida Słońca”, lokalna pizzeria wzbogaciła ofertę o produkty w kształcie trójkąta, na straganach pojawiły się pamiątki spotykane dotąd jedynie w Egipcie. Sprawcą tego zamieszania był archeolog amator Semir Osmanagić, który wiosną 2005 r. obwieścił, że w pobliżu Visoka odnalazł piramidy starsze i większe od egipskich. Co bardziej niecierpliwi tropiciele sensacji natychmiast ruszyli do Bośni, a przedsiębiorcy z branży turystycznej zwietrzyli okazję do interesu. „Obawiam się, że ich nadzieje okażą się złudne, gdyż mamy do czynienia bardziej z wydarzeniem medialnym niż naukowym” – mówi prof. Włodzimierz Godlewski, kierownik Zakładu Egiptu i Nubii w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. – „Nie ma bowiem żadnych podstaw do twierdzenia, że na Bałkanach budowano piramidy”. Podobnego zdania jest większość naukowców.

Osmanagić jednak się nie poddaje i zapowiada, że wkrótce udowodni swoją teorię. W 2006 r przystąpił do wykopalisk na 213-metrowym wzgórzu Visočica, które według niego jest pokrytą ziemią, zarośniętą piramidą. Odnalazł kilka kamiennych płyt i prowadzący w głąb pagórka tunel. Próba jego penetracji nie powiodła się, gdyż natrafił na tarasujące drogę głazy. Według geologów, tunel to zwyczajna jaskinia, ale Osmanagić nie ma wątpliwości, że wydrążyli go ludzie i stanowi część podziemnych przejść łączących Visočicę z dwoma wzniesieniami, które też kryją w sobie piramidy. Zanalizował ich położenie względem siebie i oznajmił, że jest identyczne jak wielkich budowli w Meksyku. Nazwał je więc przez analogię Bośniackimi Piramidami Słońca, Księżyca i Smoka. Był to znakomity chwyt reklamowy, dzięki któremu jego rewelacje trafiły na pierwsze strony gazet.

Osmanagić wie, jak ważna jest promocja, gdyż ma więcej doświadczeń w biznesie – mieszka w Teksasie, gdzie prowadzi przedsiębiorstwo z branży metalowej – niż w archeologii, którą zajmuje się hobbystycznie. Dlatego zdarzają mu się żenujące wpadki. Gdy oświadczył, że jego piramida jest nie tylko wyższa, ale również starsza od egipskiego Cheopsa i liczy sobie 12 tysięcy lat – usłyszał od profesora Envera Imamovicia z uniwersytetu w Sarajewie, że jego rzekome odkrycia to nie „piramidalne rewelacje, lecz piramidalne bzdury”. Równie krytyczny był przewodniczący Europejskiego Stowarzyszenia Archeologów prof. Anthony Harding, który przypomniał, że 12 tysięcy lat temu trwała w Europie epoka lodowcowa i nikt tu niczego nie mógł budować.

TUTANCHAMON UKRAIŃSKICH STEPÓW

Osmanagić zdobył już jednak rzeszę zwolenników, którzy żarliwie mu kibicują i wierzą, że to on ma rację. Podobne poruszenie w 2004 roku wywołała wiadomość o zidentyfikowaniu jako piramidy trzech wzgórz pod miejscowością Montevechia koło Mediolanu. We wrześniu 2006 roku ukraiński archeolog Wiktor Kłoczko poinformował o odkryciu „pierwszych piramid w Europie Środkowej”. Mają się znajdować w okolicach Ługańska, pochodzić sprzed co najmniej trzech tysiącleci i wznosić się na wysokość 60 m. Jeszcze bardziej pobudziły wyobraźnię rewelacje Japończyka Masaku Kimury, który w latach 90. XX wieku poinformował o odkryciu ruin miasta i potężnej, 50-metrowej piramidy... na dnie morza u wybrzeży wysp Okinawa i Yonagani. Jeśli dodać do tego napływające nieustannie doniesienia z obu Ameryk, można faktycznie dojść do wniosku, że piramidy są wszędzie. Czy zatem Egipt traci swą wyjątkową pozycję?

„Odpowiedź zależy od tego, co uznamy za piramidę” – wyjaśnia prof. Godlewski. – „W klasycznym rozumieniu nie jest to tylko obiekt architektoniczny, lecz budowla mająca silny związek z religią i kulturą danej społeczności. Piramidy egipskie były grobowcem faraona, którego czczono jak boga, a po śmierci starano się tak zabezpieczyć jego ciało, by trwało wiecznie. Dlatego balsamowano je i składano w monumentalnych grobowcach. Ludy w innych regionach Starego Świata, zwłaszcza na stepach Eurazji, też wznosiły potężne obiekty, w których chowały władców – najczęściej kopce przypominające nieco piramidy. Nie odnaleziono jednak żadnych śladów świadczących, że na ich wierzenia i obrzędy pogrzebowe jakikolwiek wpływ wywarła religia Egiptu. Grobowców tych nie nazywa się więc piramidami, lecz kurhanami”.

Przed dziesięcioma laty pod wielkim kurhanem w pobliżu wsi Ryżanówka na Ukrainie odkryto nienaruszony grób księcia Scytów. Znaleziono w nim broń, naczynia z brązu i srebra, amfory na wino oraz szkielet towarzyszącego księciu wojownika. Ponieważ większość grobów scytyjskich, podobnie jak egipskich, obrabowano w starożytności, odkrycie z Ryżanówki ma bezcenną wartość. Nieznanego z imienia władcę nazwano „Tutanchamonem ukraińskich stepów”. Zespołem naukowców, który odsłonił grobowiec, kierował prof. Jan Chochorowski, dyrektor Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Na pytanie „Focusa”, czy uważa się za odkrywcę piramidy, odpowiada, że nie. „Nazwaliśmy księcia »Tutanchamonem stepów« tylko dlatego, że jego grób zachował się w równie nienaruszonym stanie jak faraona” – wyjaśnia. – „Na tym jednak podobieństwa się kończą. Kultury tego regionu rozwijały się samodzielnie, bez kontaktów z Egiptem. Trzeba pamiętać, że tworzyły je ludy koczownicze, które nie budowały miast. Dla nich górujące nad stepowymi równinami kurhany stanowiły ważny element identyfikacji i tożsamości, pokazywały do kogo należy dany region, wyznaczały sferę sacrum, podkreślały też pozycję władcy, co było szczególnie istotne dla następców zmarłego”.