Z przeprowadzonych obserwacji wynika bowiem, że zanieczyszczenia stworzyły nieoczekiwane siedliska dla organizmów, które wcześniej nie miały szans przetrwać na otwartym oceanie. Zwierzęta typowe dla wybrzeży docierają na plastikowych odpadach setki kilometrów od lądu, a dodatkowo rozmnażają się tam i tworzą trwałe społeczności.
Czytaj też:Powstała pierwsza w historii mapa podwodnych łąk. Są jak morskie lasy deszczowe
Przez dziesięciolecia naukowcy zakładali, jakoby otwarte oceany stanowiły naturalną barierę dla większości organizmów przybrzeżnych. Brak stałego podłoża, uboga dostępność składników odżywczych czy trudne warunki środowiskowe sprawiały, iż gatunki żyjące na skałach, pomostach i rafach nie były w stanie utrzymać się z dala od lądu. I faktycznie tak było, lecz wraz z gwałtownym wzrostem ilości plastiku trafiającego do mórz i oceanów sytuacja zmieniła się o 180 stopni.
Jak to w ogóle możliwe? Dryfujące tworzywa sztuczne stały się pływającymi platformami, które mogą utrzymywać się na wodzie przez wiele lat, dając organizmom możliwość kolonizacji nowych obszarów. Zespół badawczy zajmujący się tą sprawą przeanalizował plastikowe odpady zebrane w Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci, czyli ogromnym skupisku odpadów unoszących się pomiędzy Kalifornią a Hawajami. Wyniki okazały się zaskakujące. Na ponad 70 procentach badanych fragmentów plastiku naukowcy zidentyfikowali organizmy typowe dla stref przybrzeżnych.
Łącznie rozpoznali 37 taksonów bezkręgowców, a ich różnorodność była ponad trzykrotnie większa niż liczba gatunków charakterystycznych dla otwartego oceanu. Co szczególnie istotne, zwierzęta nie były jedynie przypadkowymi pasażerami. Badacze zaobserwowali oznaki aktywnego rozmnażania, co oznacza, że całe populacje potrafią funkcjonować na dryfujących odpadach przez długi czas. Wśród mieszkańców plastikowych wysp znajdowały się między innymi mszywioły, ukwiały, małże, skorupiaki i inne organizmy przytwierdzające się do twardych powierzchni.
Odkrycie sugeruje, że plastik z jednej strony zanieczyszcza oceany, a z drugiej zmienia ich biogeografię. Przez miliony lat granice pomiędzy ekosystemami przybrzeżnymi a otwartym oceanem pozostawały stosunkowo wyraźne. Obecnie sztuczne odpady umożliwiają gatunkom przemieszczanie się na ogromne odległości i zasiedlanie miejsc, do których wcześniej nie mogły dotrzeć. Naukowcy określają te nowe społeczności mianem neopelagicznych, ponieważ powstały w środowisku otwartego oceanu dzięki działalności człowieka.
Czytaj też: Opowieści o świecącym oceanie sięgają tam setek lat wstecz. Enigmatyczny blask nadal zadziwia świat nauki
W teorii brzmi to całkiem nieźle, jednak opisywane zjawisko może mieć daleko idące konsekwencje ekologiczne. Gatunki przybrzeżne mogą konkurować z organizmami typowymi dla otwartego oceanu. Mogą też trafić do nowych regionów świata, gdzie staną się gatunkami inwazyjnymi. Oznacza to, że wpływ plastiku na środowisko nie ogranicza się jedynie do zagrożeń związanych z połykaniem odpadów przez zwierzęta czy zaplątywaniem się w sieci i folie. Zanieczyszczenia tworzą całkowicie nowe siedliska, które mogą na trwałe zmieniać funkcjonowanie morskich ekosystemów.
W związku z tym nie ma co uznawać powyższych informacji za dowód tego, że plastik przynosi oceanom korzyści. Wręcz przeciwnie: jest kolejnym potwierdzeniem tego, jak działalność człowieka wpływa na środowisko w sposób znacznie bardziej złożony, niż wcześniej sądziliśmy. Powstanie nowych ekosystemów na dryfujących odpadach może prowadzić do nieprzewidywalnych zmian w rozmieszczeniu gatunków i zaburzać naturalną równowagę biologiczną mórz i oceanów.
Źródło: Nature Ecology&Evolution
