60 lat temu polscy archeolodzy pod kierownictwem prof. Kazimierza Michałowskiego odkryli w nubijskich piaskach katedrę w Faras. Teraz ekspedycja z założonego przez profesora Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego odkryła w Sudanie pozostałości prawdopodobnie największego kościoła średniowiecznej Nubii: katedry w Dongoli. 

Miasto to było perłą Nubii, stolicą Makurii, jednego z trzech miejscowych chrześcijańskich królestw. Historycy szacują, że dawna Dongola mogła liczyć w XII stuleciu 30 tys. mieszkańców. To sporo, bo XII-wieczny Kraków liczył ich kilka tysięcy. Zapewne mieściła się tam siedziba arcybiskupa zarządzającego olbrzymią organizacją kościelną, rozłożoną na przestrzeni ponad 1000 km wzdłuż Nilu, pomiędzy I a V kataraktą. To właśnie temu metropolicie podlegałby biskup wspomnianego wcześniej Faras. 

Większe niż w Faras

Zdaniem dyrektora CAŚ UW dr. hab. Artura Obłuskiego, kierującego badaniami, to odkrycie stanowi przełom dla naszej wiedzy o stolicy zaginionego królestwa i historii miejscowego chrześcijaństwa. Świątynia, której ruiny odsłaniają Polacy, jest monumentalna. Z analiz badaczy wynika, że miała około 26 m szerokości. Absyda, najświętsze miejsce w kościele (notabene ozdobione imponującymi malowidłami), ma średnicę 6 m. „Na przykładzie innych kościołów nubijskich wiemy, że długość budowli będzie do nich proporcjonalna. Jeśli nasze wnioskowanie oparte o znane już wymiary się potwierdzi, to jest to największy kościół odkryty dotąd w Nubii” – mówi dyrektor Obłuski.

Archeolodzy liczą na to, że pod stopami mają głębokie na kilka metrów ruiny budowli, a w nich kolejne malowidła i inskrypcje, jak w Faras. To nie koniec analogii. „Tuż na południowy-wschód od absydy dobudowano spory budynek przykryty kopułą. Dla takiego zespołu architektonicznego mamy świetną analogię: Faras. Tam katedra stała na samym środku cytadeli, a na wschód od niej zbudowano zwieńczony kopułą grób Joannesa, biskupa Faras. Z jedną małą różnicą: kopuła grobu Joannesa ma 1,5 m średnicy, ta jest pięć razy większa i ma 7,5 m” – opowiada Obłuski. Czy w budynku z kopułą przy świątyni w Dongoli znajdowały się i przetrwały grobowce dostojników, pokażą kolejne badania. 

Zaginione królestwo

Kierownik projektu podkreśla, że niezwykle istotne jest, gdzie doszło do odkrycia: „w samym sercu dwustuhektarowego miasta, stolicy połączonych królestw Nobadii i Makurii”. Odkryta świątynia  znajduje się w środku cytadeli otoczonej murem wysokim na około 10 m i grubym na 5 m. W pobliżu znajdowały się wille elit , pałac i mniejsze miejsca kultu. 

Nubia to kraina, której korzenie sięgają starożytnego królestwa Kusz, rywalizującego z Egiptem. W VI stuleciu miejscowi władcy przyjęli chrześcijaństwo. Niebawem jednak znaleźli się pod presją muzułmańskich sąsiadów. Ostatecznie ulegli im w XV wieku.

Dongola uważana jest za jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych Sudanu. Polacy zaś, dzięki prof. Michałowskiemu i jego współpracownikom, uważani są dziś za pionierów nubiologii. Archeolodzy z CAŚ UW pracują w Dongoli od 1964 r. Od 2018 r. prace prowadzone są w ramach grantu Europejskiej Rady Badań (ERC) pt. „UMMA – Urban Metamorphosis of the community of a Medieval African capital city”. Kolejne sezony wykopaliskowe zaplanowane są na jesień 2021 i zimę 2022 r. 

Polska nubiologia

Nasi archeolodzy zjawili się przed laty w sudańskim Faras, ponieważ egipski prezydent Gamal Abdel Naser postanowił wznieść u siebie, w sąsiedztwie, wielką tamę w Asuanie. W efekcie tej inwestycji pod wodami sztucznego jeziora miała znaleźć się część dawnej Nubii, na granicy egipsko-sudańskiej. Całe szczęście, zainterweniowała wtedy Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Oświaty, Nauki i Kultury (UNESCO). „Ogłosiła w 1958 r. apel o ratowanie zabytków Nubii przed zalaniem. Wtedy nie wiadomo było, jaki będzie zasięg jeziora, które powstanie. Badania geologiczne były powierzchowne. Sam widziałem siedem wersji mapy, a rzeczywistość okazała się jeszcze inna” – opowiadał „Focusowi Historia” w 2014 r. dr Stefan Jakobielski, jeden z ostatnich żyjących uczestników wykopalisk w Faras, które prowadzili polscy naukowcy pod kierownictwem prof. Kazimierza Michałowskiego. Jakobielski trafił do tej ekipy jako specjalista od języka koptyjskiego. Podczas prac odkryto bowiem sporo inskrypcji. Potem przez 40 lat prowadził też badania w sudańskiej Starej Dongoli. Dzięki tym ekspedycjom ocalono bezcenne zabytki, które trafiły do Muzeum Narodowego w Warszawie (MNW). Polska stała się potęgą w nubiologii i zyskała prestiż w Sudanie.

W Faras Polacy prowadzili wykopaliska w latach 1961–1964. Do Muzeum Narodowego w Warszawie odkryte zabytki trafiły latem 1972 r. W tym samym roku otworzono dla zwiedzających specjalną ekspozycję. Opowiadała o świecie, którego nie ma. Wszak reszta znalazła się pod wodami Jeziora Nasera. Galeria Faras w warszawskim Muzeum Narodowym stała się sensacją. W 2014 r. doczekała się efektownej, gruntownej rearanżacji. „To są unikatowe zbiory, ponieważ ta sztuka i kultura dawno przestały istnieć. Coś podobnego przetrwało jeszcze w Etiopii. A korzeniami swymi sięga sztuki bizantyjskiej, też nie za bardzo dzisiaj dostępnej. Najbardziej swojskie są dla Polaków ikony, które też nawiązują do sztuki bizantyjskiej, są jej przetworzeniem. Tyle że ikony, które kojarzymy, powstawały na północnych krańcach wpływów dawnego Cesarstwa Bizantyńskiego, a malowidła z Faras na południowych” – wyjaśnia dr Alfred Twardecki, kurator Zbiorów Sztuki Starożytnej i Wschodniochrześcijańskiej.

Eksponaty otrzymaliśmy od Sudańczyków w ramach partażu, czyli podziału wykopanych zabytków. Te zachowane przez Sudańczyków trafiły do Sudańskiego Muzeum Narodowego w Chartumie. Jednak warszawska wystawa jest oczywiście bez porównania łatwiej dostępna dla zainteresowanych nubiologią. Bezprecedensowe są nie tylko skarby na ekspozycji, ale i jej nowy kształt, inspirowany autentyczna budowlą z Faras. Zwiedzający poruszają się obok kolumn i pod łukami, między którymi widać autentyczne malowidła i elementy architektoniczne. W tle słychać  koptyjską muzykę.

W pustyni i w kościele

Wielu Polakom Sudan kojarzy się jedynie z „W pustyni  i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. Dla wielu będzie pewnie szokujące, że kiedyś kwitło wśród piasków pustyni chrześcijaństwo. Pojawiło się tam może już nawet kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa. Po kilku wiekach stało się religią dominującą.
„Nubia obejmowała południowy Egipt i północny Sudan. Zaczyna się od pierwszej katarakty na Nilu (k. Asuanu w Egipcie), a kończy najdalej na granicy Erytrei – wyjaśnia dr Stefan Jakobielski. – Chodzi o trzy królestwa nubijskie: Nobadię (z głównym miastem Faras), Makurię (ze stolicą w Starej Dongoli) i Alodię (ze stolicą w Soba). W pewnym momencie się zjednoczyły: Makuria wchłonęła Nobadię, a potem czasowo została przyłączona Alodia – nie wcześniej jednak niż w VIII w. Dotrwały do XIV–XV wieku”.

„Nawrócenie Nubii na wiarę chrześcijańską nastąpiło około połowy VI w. Można czasem usłyszeć, że to było chrześcijańskie królestwo, które zalał islam. To prawda, ale nie pełna. Do wojen, w których górą na ogół byli egipscy Mamelucy, dochodziło dopiero od XIII w. Ale poważniejsze okazały się przyczyny gospodarcze. Większą rolę w upadku chrześcijańskich królestw w Nubii odegrał zapewne wielbłąd niż islam! Rozpowszechnienie się tych zwierząt jako środka transportu spowodowało, że szlaki handlowe między Czarną Afryką a Morzem Śródziemnym zostały przekierowane. Poszły przez północną Afrykę i Saharę, bo nad Nilem było niespokojnie, a każdy lokalny władca pobierał myto. Transport tą rzeką przestał się opłacać, po prostu był droższy od karawany wielbłądów – wyjaśnia dr Stefan Jakobielski. – Druga istotna sprawa to kwestia obsady nubijskiego tronu. Wedle miejscowego zwyczaju dziedziczył go syn… królewskiej siostry. A skoro w średniowieczu zwyczajem było, że małżeństwa w rodzinie królewskiej pieczętowały sojusze, to nagle okazywało się, że ten prawowity spadkobierca to już jest muzułmanin! Nubia była przez islam bardziej infiltrowana niż podbijana. Muzułmanie, jak i inni kolonizatorzy w historii, porywali młodzież i wychowywali ją w odpowiednim duchu, w ten sposób przygotowując przyszłą administrację”.

A zatem w podobny stopniowy sposób, w jaki chrześcijaństwo zdobyło Sudan, potem go utraciło. Bez badań polskich archeologów i szumu wokół Faras, o tych czasach i ludziach by zapomniano. 

Źródła: CAŚ UW, MNW