
Arktyczna przyroda jest bardziej bezbronna, niż sądziliśmy
Zespół pod kierunkiem Tora Henrika Ulsteda i Kristine Bakke Westergaard przeprowadził wyjątkowo szczegółową analizę potencjalnych inwazji roślin w Arktyce. Badacze prześwietlili około 14 tysięcy znanych inwazyjnych gatunków roślin, korzystając z ponad 51 milionów zapisów z Global Biodiversity Information Facility i podobnych baz. Najbardziej zagrożone są północna Norwegia i archipelag Svalbard. Nawet na odległym Svalbardzie 86 obcych gatunków mogłoby przetrwać. To nie tylko teoria, wszak w 2024 roku po raz pierwszy zaobserwowano tam kwitnącą rdestnicę pospolitą (Thalictrum flavum), czyli gatunek, który naturalnie nie występuje na tym obszarze.
Czytaj też: Chiński zielony mur przyniósł poważne konsekwencje. Satelity odsłaniają paradoks masowego sadzenia drzew
Według Międzyrządowej Platformy Naukowo-Politycznej ds. Bioróżnorodności i Usług Ekosystemowych, gatunki inwazyjne to jedno z głównych zagrożeń dla światowej różnorodności biologicznej. W arktycznych ekosystemach, gdzie miejscowe gatunki przystosowywały się przez milenia, pojawienie się agresywnych przybyszów może zachwiać równowagą.
Ocieplenie i człowiek, czyli podwójne zagrożenie
Arktyka ociepla się szybciej niż inne regiony Ziemi. Wyższe temperatury sprawiają, iż warunki stają się bardziej gościnne dla gatunków, które jeszcze niedawno nie miałyby szans. To jednak tylko jeden element układanki. Drugim, równie ważnym, jest działalność człowieka. Podróże, transport towarów, rozwijająca się turystyka i wydobycie surowców: wszystko to ułatwia obcym gatunkom dotarcie do Arktyki. Nasiona mogą przyczepić się do butów turystów, trafić na miejsce w kontenerach z zaopatrzeniem czy na sprzęcie naukowym.
Nasze wyniki pokazują, że obce gatunki z praktycznie całego świata mogą znaleźć niszę w Arktyce. A przy całej obecnej aktywności człowieka w Arktyce, jest wiele możliwości, aby się tam dostać – podkreśla Westergaard
Naukowcy przygotowali mapę obszarów zapalnych w Arktyce, gdzie najwięcej obcych gatunków mogłoby zaaklimatyzować się w lokalnym klimacie. Północna Norwegia to region o najwyższym potencjalnym ryzyku, co jest zrozumiałe ze względu na dużą aktywność gospodarczą i stosunkowo łagodniejszy klimat.
Wczesne wykrywanie to podstawa skutecznej ochrony
Norwescy badacze opracowali nową metodologię, tzw. skan horyzontu, która ma pomóc przewidzieć, które gatunki mogą stać się kłopotliwe, zanim się pojawią. To podejście proaktywne, bo zamiast zwalczać już zadomowione gatunki, chodzi o wykrycie ich wcześnie, gdy można zapobiec inwazji. Zastosowana metoda daje ekspertom usystematyzowany sposób oceny ryzyka ekologicznego i tworzy listy gatunków priorytetowych do obserwacji. To zgadza się z globalnymi celami ochrony bioróżnorodności. Na przykład porozumienie z Kunming-Montreal zakłada zmniejszenie o połowę wprowadzania i osiedlania się obcych gatunków do 2030 roku.
Czytaj też: Rekordowe odwierty na Antarktydzie. Pod lodem naukowcy znaleźli ślady czegoś znacznie starszego
Badanie wspiera też norweski plan działania przeciwko inwazyjnym organizmom. Wiedza ta może pomóc w opracowaniu strategii zapobiegania, wczesnego wykrywania i szybkiej reakcji. Pojawia się jednak pytanie o zasadność ingerencji w procesy ewolucyjne. Niektórzy uważają, że gatunek „należy” tam, gdzie może przetrwać, a ocena „przynależności” jest subiektywna. To dylemat wykraczający poza biologię. Niezależnie od filozofii, praktyczne skutki inwazji w Arktyce mogą być poważne. Zmiany w gatunkach wpływają przecież na sieci pokarmowe, zasoby dla zwierząt i stabilność ekosystemów.