Anna Gwozdowska: Praca stanie się rozrywką, a codzienność będzie polegać na mądrym planowaniu wolnego czasu. Taką wizję przyszłości przedstawia pan w swojej ostatniej książce. Brzmi jak „Downtown Abbey” dla mas. Naprawdę wyobraża pan sobie świat bez wielogodzinnej codziennej pracy?

Robert Skidelsky Brytyjski polityk, publicysta i pisarz, członek Izby Lordów. Urodził się w Harbinie w Mandżurii, jego rodzice byli Brytyjczykami rosyjskiego pochodzenia. W latach 80. założył Partię Socjaldemokratyczną (SDP), a po jej rozwiązaniu, w latach 90., został członkiem Partii Konserwatywnej, by na początku 2000 roku dołączyć do grupy lordów niezależnych (crossbenchers). Jest autorem monumentalnej biografii ekonomisty Johna Maynarda Keynesa. Uznanie przyniosła mu również książka podsumowująca upadek komunizmu „Świat po komunizmie”. W Wielkiej Brytanii jesienią ukazało się wznowienie jego ostatniej (napisanej wspólnie z synem Edwardem), najbardziej kontrowersyjnej książki „How Much is Enough? Money and the Good Life” („Ile nam wystarczy? O pieniądzu i dobrym życiu”). Gość specjalny „Focusa”.

Robert Skidelsky: Sytuacja, w której ludzkość ma z czego żyć i nie musi pracować, jest na razie czystą teorią. Coś takiego nie urzeczywistni się pewnie szybciej niż za setki lat. Mimo to warto się zastanowić, jak będzie wyglądać styl życia ludzi, którzy wprawdzie pracują, ale pozostaje im sporo wolnego czasu do wykorzystania – nieporównanie więcej niż dziś – bo to może się zdarzyć stosunkowo szybko. Wyobrażam to sobie tak, że maszyny przejmą znaczną część pracy wykonywanej dziś ręcznie. Coraz bardziej zaawansowana automatyzacja, zarówno w przemyśle, jak i w usługach, i zwiększająca się dzięki niej wydajność umożliwią stopniowe skracanie czasu pracy. Proszę mi wierzyć, ten technologiczny przewrót już trwa. Ludzie zyskają mnóstwo wolnego i będą angażować się w aktywności, na które nie mieli czasu, przesiadując w pracy. Nastąpi eksplozja różnego rodzaju nowych hobby. Znów zaczniemy ze sobą rozmawiać. Być może wielu z nas zdecyduje się na przeprowadzkę na wieś.

A.G.: Pieniądz będzie nam jeszcze potrzebny?

R.S.: Redukcja godzin pracy nie oznacza powrotu do czasów, kiedy wytwarzaliśmy niezbędne przedmioty i jedzenie w domu, dlatego pieniądze nadal nam się przydadzą. Poza tym wynagrodzenia wcale się nie zmniejszą. Znacznie lepsza wydajność pracy sprawi, że zamiast 8 godzin dziennie będziemy pracować np. 5, osiągając ten sam efekt i za tę samą płacę. Trzeba pomyśleć jedynie o tym, aby zyski ze zwiększającej się wydajności pracy nie trafiały do nielicznych. Ekonomiści nazywają to równomierną dystrybucją dochodu.

A.G.: Ile godzin tygodniowo będziemy pracować?

R.S.: Liczba godzin pracy zacznie się zmniejszać na tyle, że ludzie to zauważą i będą musieli pomyśleć, co zrobić z zyskanym w ten sposób czasem. Dziś mamy tylko dla siebie jakieś 8 godzin dziennie, a gdybyśmy zyskali jeszcze trzy? Ale powoli. Zmiany nastąpią stopniowo. Najpierw 40-godzinny tydzień pracy skurczy się do 30, a potem 25 godzin, aż w końcu nastąpi moment, kiedy większość czasu po przebudzeniu będziemy spędzać poza pracą, robiąc coś dla siebie.