Spora część Ziemi jawi się na nocnym zdjęciu satelitarnym jako bajkowa kraina, migocząca tysiącami świateł. Roziskrzona planeta musi wydawać się kosmitom niezwykle pociągająca, jednak to nie robaczki świętojańskie dodają jej urody. To współczesne miasta – molochy, w których nigdy nie gasną światła. Tam interes kręci się całą dobę. Globalizacja stworzyła nie tylko całodobowe punkty usługowe, ale też całodobowe korporacje. „Oto rewolucja, która wkracza w dziedzinę bankowości. Citibank nigdy nie śpi” – głosiła reklama, gdy bank przechodził na 24-godzinny system pracy.

Cywilizacyjne przyśpieszenie, które miało miejsce w XX wieku, sprawiło, że długi sen przestał być w cenie. O ile w kulturze południowej nadal twardo trzyma się zjawisko sjesty i generalny brak pośpiechu, to kraje takie jak USA czy Japonia walczą o zwiększenie produktywności za wszelką cenę. Aż 60 proc. pracujących deklaruje, że stara się pracować coraz szybciej i wydajniej – wykazały badania Europejskiej Fundacji Poprawy Warunków Życia i Pracy. Dłuższego okresu aktywności, a więc krótszego snu, potrzebują praktycznie wszyscy: od kierowców po biznesmenów. Dla wielu osób sen jest niepotrzebną stratą czasu. Nocą nadganiają zaległości dnia. „Bezsenność to już choroba cywilizacyjna, na którą cierpi ponad jedna trzecia ludzi w krajach wysoko rozwiniętych” – mówi dr Wojciech Jernajczyk z Akademii Medycznej w Gdańsku. Statystyki pokazują jednak, że „epidemia drzemek” to zmora dzisiejszych pracodawców. Niemal połowa uczestników badań, przeprowadzonych przez sieć hoteli Travellodge, w ciągu dnia czuje się zmęczona, zdarza im się przysnąć w pracy. Dzieje się tak, ponieważ organizm bezwzględnie rozlicza nas z godzin snu. A gdyby tak udało się go oszukać i zregenerować się bez konieczności marnowania nocy na bezczynne leżenie w łóżku? Perspektywa jest niezwykle kusząca, a naukowcy już pracują nad wyłącznikiem snu. Największe nadzieje jak zwykle pokłada się w genetyce i farmakologii.

DOBRODZIEJSTWO DRZEMKI


Możliwość spokojnego nocnego odpoczynku jest dla nas nowością, przynajmniej w ewolucyjnej skali. Przed dwoma milionami lat, kiedy rozpoczęła się szybka ewolucja hominidów, to one były zwierzyną, na którą polowały tygrysy szablozębe, niedźwiedzie, a nawet orły. Trudno więc było spać spokojnie – wiele drapieżników doskonale widzi w nocy. Dlatego uczeni uważają, że osiem godzin snu na dobę wcale nie jest normą dla człowieka. Pomijając indywidualne różnice, średnia wynosi raczej siedem i przez setki tysięcy lat była dzielona na krótsze kawałki, czyli drzemki.

Jeszcze 500 lat temu w Europie częste nocne wybudzenia były powszechne. Leonardo da Vinci potrzebował tylko 15-minutowych drzemek co cztery godziny. Jak skuteczne mogą być drzemki, dowodzą eksperymenty przeprowadzone na Harvard University. Jedna grupa ochotników nie spała przez całą dobę, podczas gdy drugiej pozwolono na godzinną drzemkę ok. godz. 14. Nawet tak niewielka dawka poprawiła zdolność do uczenia się i zapamiętywania nowych informacji, przy czym osoby, którym udało się „zaliczyć” obie fazy snu – płytką i głęboką, miały wyniki takie same jak z rana po przespanej spokojnie nocy. „Nie znaczy to jednak, że drzemka może całkowicie zastąpić kilkugodzinny odpoczynek nocny” – ostrzega dr Derk-ja Dijk z University of Surrey. Godzinny sen w ciągu dnia pomaga jedynie skrócić nocny wypoczynek i sprawić, że per saldo mniej czasu będziemy marnować w łóżku. Drzemka to komfort, na który rzadko można sobie pozwolić. Musieliśmy nauczyć się innych sposobów, które utrzymałyby aktywność mózgu. Najprościej było coś zjeść lub wypić. Niemal w każdym rejonie świata znano rośliny orzeźwiające. Ich pobudzające właściwości to sprawka alkaloidów, silnie oddziałujących na fizjologię człowieka.

NASIONA POBUDZENIA


Teobrominę i kofeinę zawierają krzewy herbaciane – znane w Chinach już 2300 lat temu. Według tamtejszej tradycji, herbata pobudza myśli i zwiększa koncentrację, przyspiesza krążenie krwi, podnosi odporność organizmu, a nawet zapobiega psuciu się zębów i przedłuża życie (wszystkie te właściwości zostały potwierdzone w ostatnich latach badaniami naukowymi). Lu T’ang w VIII w. rozsławił rozkosze picia herbaty w poemacie „Podziękowania Cesarskiemu Cenzorowi Meng za dar świeżych liści herbacianych”: „Pierwsza czarka zwilża mi wargi i przełyk, druga wyzwala z osamotnienia, trzecia przenika me jałowe wnętrze, przy czwartej lekko się pocę – całe życie uchodzi ze mnie porami. Przy piątej czuję się oczyszczony, szósta zaprasza mnie do królestwa nieśmiertelnych”.

Indian Ameryki Południowej wspomagały nasiona kakaowca, zawierające teobrominę, oraz liście krasnodrzewu pospolitego – źródło kokainy. Umieszcza się je między dziąsłem a policzkiem, mieszając uprzednio z pastą wapienną, która uwalnia z liści psychoaktywne alkaloidy. Ich działanie można porównać do wypicia filiżanki mocnej kawy. Hiszpańscy najeźdźcy zrobili z koki niezwykle cyniczny użytek – wykorzystywali jej pobudzające właściwości do podniesienia efektywności pracy indiańskich niewolników. Muzułmańskie plemiona zachodniej Afryki, którym religia zabraniała używania substancji odurzających, żuły orzeszki kola, czyli nasiona drzew koli błyszczącej i zaostrzonej. Zawierają kofeinę, teobrominę i kolatynę – alkaloidy łagodzące zmęczenie i głód. Podobno pomagają też na kaca i leczą potencję. Południowoamerykańską kokę i afrykańską kolę zmieszał z wodą sodową J. S. Pemberton – aptekarz z Atlanty, tworząc pod koniec XIX w. coca-colę (dziś ten napój orzeźwiający wytwarza się w procesie chemicznym i nie zawiera on już koki ani koli).

 


300 lat przed tym wydarzeniem Stary Kontynent zachwycił się aromatyczną kawą, którą w VI w. n.e. sprowadzili z Etiopii i udomowili Arabowie. Dzięki zawartości kofeiny i innych alkaloidów kawa pobudza i orzeźwia, przyśpiesza przemianę materii i zwiększa sprawność myślenia. Skuteczność działania napoju potwierdzają naukowcy z Rush University Medical Center w Brigham oraz z harwardzkich Women’s Hospital i Medical School. Sugerują jednak, by pić go mniej, a częściej. Dowiedli, że pracujący na zmiany robotnicy, lekarze i kierowcy, często pijący małe ilości kawy, dłużej obywali się bez snu niż ci, którzy rzadziej sięgali po duży kubek.

BIAŁE NOCE WIELKICH


Dość ryzykowny w walce ze snem bywa alkohol. Aleksander Macedoński potrzebował podobno tylko czterech godzin snu na dobę. I choć Egipcjanie ogłosili go synem Amona, to nie boskie przymioty spędzały mu sen z oczu, lecz wino. Ale coś za coś. Plutarch donosił, że 30-letni władca całego ówczesnego cywilizowanego świata potrafił czasem zapaść w ciężki sen, trwający nawet dobę. Znany był też z ataków złości, które wraz z napadową sennością wskazują na objawy hipersomni – choroby podwzgórza, które pełni w naszym mózgu rolę koordynatora zegara biologicznego. Whisky wspomagał się depresyjny Winston Churchill. Thomas Edison, John F. Kennedy, Margaret Thatcher przyznawali, że po 3–6 godzinach snu są całkowicie wypoczęci i gotowi do pracy.

Napoleon pracował nieustannie, zadręczając swoją nadaktywnością współpracowników. Nie potrzebując wiele snu „w jednym kawałku”, korzystał z niego, kiedy tylko nadarzyła się okazja. W młodości uważał sen za niepotrzebną stratę czasu, ale już podczas kampanii rosyjskiej ogarniała go nagła senność. Pobyt na Świętej Helenie przerodził się w jeden wielki sen. Znany z nadaktywności John F. Kennedy cierpiał na chorobę Addisona: niewydolność kory nadnerczy i niezdolność do wytwarzania hormonu stresu – kortyzolu. Podczas kampanii wyborczej wspomagał się hydrokortyzonem. Prawdopodobnie ten steryd przyczyniał się do wzrostu napięcia, zwiększonego popędu płciowego i właśnie bezsenności prezydenta. Zażywana na bóle kręgosłupa amfetamina tylko ten stan pogłębiała. „Jeżeli chcesz być miliarderem, śpij tak krótko, jak to tylko możliwe” – radzi zdeterminowanym biznesmenom Donald Trump, jeden z najbogatszych ludzi Ameryki. Czy amerykański sen, nomen omen, może się ziścić tylko siłą woli? Wątpliwe. Trump dobrze funkcjonuje prawdopodobnie dlatego, że stymuluje swój organizm kortyzolem, podobnie jak Kennedy.

MÓZG SIĘ OBRONI


Bez snu musi się też obyć Mike Golding, uczestnik tegorocznych regat Velux 5 Oceans. Ten okołoziemski wyścig jachtów to jeden z najpoważniejszych testów ludzkiej wytrzymałości. W październiku 2006 roku w samotny rejs dookoła świata wyruszyło pięciu żeglarzy. 56 tysięcy kilometrów do pokonania, trzy miesiące na morzu. „Podczas samotnych wypraw morskich kładę się w nocy na cztery i pół godziny, ale w tym czasie nigdy nie sypiam bez przerwy dłużej niż 20 minut” – opowiadał Golding telewizji BBC.

Do tej pory Ziemię udało się okrążyć ponad 150 samotnym żeglarzom – w tym Polakom. W kosmosie było już prawie trzykrotnie więcej osób. Wszyscy przyznają, że najpoważniejszy problem , z jakim borykali się podczas wielotygodniowego rejsu, to brak snu. Teraz temu wyzwaniu stawi czoła nasz kolejny rodak – na supernowoczesnym katamaranie „Bioton” Ziemię zamierza opłynąć Roman Paszke. „Jestem przygotowany do snu w rytmie kilku, kilkunastu sesji dziennie po kilka minut każda. Nie spodziewam się, aby na najtrudniejszych akwenach mój najdłuższy sen miał potrwać pół godziny” – mówił Paszke. Do rejsu przygotowuje się od dwóch lat, a od dwóch miesięcy mało śpi i pracuje po 20 godzin na dobę. To, że nawet w ekstremalnych warunkach i samotności człowiek potrafi ograniczyć sen, potwierdzają badania naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. Podczas eksperymentów uczeni odkryli, że w mózgach ochotników, którzy nie spali przez 35 godzin, zachodzą reakcje obronne. Cały czas z podobną łatwością uczyli się obcych słów, ale z każdą godziną bezsenności z coraz większym trudem sumowali niewielkie liczby. To oznacza, że jeśli długo nie śpimy, pewne rejony naszego mózgu zostają „odłączone”, a mózg pilnuje, by procesy, które są dla naszego funkcjonowania najważniejsze, przebiegały sprawnie. „Mózg długo pozbawiony snu dostosowuje się do nowej sytuacji. Organizm cierpiącego na bezsenność człowieka funkcjonuje, ale to nie zmienia faktu, że długotrwały brak snu ma katastrofalne skutki” – potwierdza dr Wojciech Jernajczyk.

ODPOCZYNEK W PIGUŁCE


W takich sytuacjach nieocenione byłyby leki pobudzające – nic dziwnego, że biją rekordy sprzedaży i są obiektem intensywnych badań naukowych. W roli pierwszych metodycznie stosowanych „pigułek bezsenności” wystąpiły różne odmiany amfetaminy. Piloci wojskowi łykali takie pigułki już podczas II wojny światowej. Narkotyczne tabletki są zresztą używane do dziś. Podczas jednego z eksperymentów okazało się, że dekstroamfetamina jest w stanie wydłużyć dobę nawet do 40 godzin. Podobne – choć niepotwierdzone badaniami – osiągi dawać ma metylofenidat, środek pobudzający, stosowany w terapii zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD). Problem polega na tym, że stymulanty mają działanie narkotyczne. Gdy są przyjmowane pod kontrolą lekarza lub dowódcy wojskowego, można je uważać za w miarę bezpieczne.

 

Jednak kupowane na czarnym rynku i zażywane bez umiaru łatwo mogą doprowadzić do uzależnienia. Dlatego za oceanem wielką karierę zrobił modafinil (na polskim rynku dostępny pod nazwą vigil). Pierwotnie przeznaczony do leczenia narkolepsji, czyli napadowej senności, okazał się też skuteczną i bezpieczną „drzemką w pigułce”. Nieoficjalne zastosowania modafinilu są szerokie: od zwalczania skutków szybkiej zmiany strefy czasowej po wydłużanie aktywności nawet do dwóch dób. Skutki uboczne pojawiają się rzadko, a w mózgu osoby zażywającej nie widać praktycznie żadnych zmian. Naukowcy podejrzewają więc, że modafinil nie tyle stymuluje neurony, ile pomaga im osiągnąć stan równowagi. Podobne nadzieje wiązane są z substancją o kodowej nazwie CX717, testowaną na University of Surrey w Wielkiej Brytanii. Po zaaplikowaniu tego środka ochotnicy, pozbawieni snu przez kilkadziesiąt godzin, byli bardziej wypoczęci i sprawni niż ci, którzy przespali kilka godzin. Jednak często badania wykazują, że obiecujący środek nie jest tak skuteczny, jak się zdawało. Tak było w przypadku melatoniny – hormonu produkowanego przez szyszynkę, który reguluje cykl dobowej aktywności. Badacze z angielskiego University of Alberta wykazali, że substancja ta działa tylko w niewielkim zakresie: ułatwia zasypianie tym, którzy i tak nie mają z tym większych problemów.

PODKRĘCONE GENY

„Sen jest istotną alternatywą czuwania, której nie można zastąpić inną formą aktywności mózgu. Mózgowie człowieka zbudowane jest w ten sposób, że po prostu musimy spać” – twierdzi dr Daria Pracka z Katedry Fizjologii Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy chcieli sięgnąć granic ludzkiej wytrzymałości na brak snu. Gdzie się one znajdują? Nie wiadomo, bo czym innym jest jednorazowe zarwanie kilku nocy, a czym innym – długofalowe, przewlekłe niedosypianie.

Bardzo wymowne są wyniki doświadczeń przeprowadzonych na muszkach owocówkach, których cykle aktywności bardzo przypominają ludzkie (muchy śpią od sześciu do dwunastu godzin na dobę). Uczeni z University of Wisconsin-Madison wyhodowali odmianę z mutacją, która pozwalała owadom obyć się bez snu znacznie dłużej i prowadzić bardziej aktywny tryb życia. Sęk w tym, że muszki żyły o wiele krócej niż inne. Uszkodzenie innego genu sprawiało, że owady umierały już po 10 godzinach bezsenności, w ich organizmach brakowało niezbędnych do życia białek. Podobny system może działać także w naszych mózgach. Naukowcy z Massachusetts General Hospital dowiedli, że u zdrowego człowieka komórki produkują dwa białka, które rankiem łączą się w odpowiednich proporcjach w tzw. kryptochrom. W ten sposób jesteśmy mobilizowani do działania. Poziom kryptochromu rośnie i po 12 godzinach osiąga maksimum. Wówczas synteza białka zostaje zablokowana, a organizm dostaje sygnał, że pora na spoczynek. Być może podając syntetyczny kryptochrom, moglibyśmy oszukać organizm i przekonać go, że sen nie jest potrzebny. „Niedługo nauczymy się resetować nasz zegar biologiczny i ludzki dobowy cykl aktywności może trafić do lamusa” – uważa dr Steven Reppert, jeden z odkrywców zjawiska.

OFIARY BEZSENNOŚCI


Jednak nawet jeśli uda nam się oszukać ten zegar, pozostają jeszcze inne ważne aspekty snu, których nie da się uregulować za pomocą jednej pigułki. Niedobór snu zaburza działanie układu odpornościowego – wykazano m.in., że kobiety pracujące w systemie zmianowym częściej chorują na raka. Bezsenność sprzyja też przejadaniu się i otyłości: wywołuje zmiany hormonalne, a w efekcie – zaburzenia metabolizmu. Istnieją dowody na to, że w czasie snu porządkowana jest zawartość pamięci – część przyswojonych w ciągu dnia informacji zostaje utrwalona, reszta trafia do kosza. Marzenia senne mogą być skutkiem ubocznym tego sprzątania. Sztucznie skracając sen, możemy doprowadzić do tego, że organizm będzie potrzebował kolejnych pigułek, poprawiających chociażby pamięć czy odporność... „Konsekwencje długotrwałych niedoborów snu są poważne.

Kiedy rośnie zmęczenie, spada odporność, reakcje na bodźce są wolniejsze. Bezsenność porównywalnie z nietrzeźwością jest główną przyczyną wypadków” – mówi dr Pracka. Wyliczono, że niedosypianie kosztuje Amerykanów 100 mld dolarów rocznie (mniejsza wydajność pracy, wypadki, leczenie zaburzeń snu i alkoholizmu). Rekordzista w utrzymywaniu oczu szeroko otwartych Randy Gardner z USA w 1964 r. obył się bez snu 11 dni, ale już czwartego dnia miał halucynacje: znak drogowy postrzegał jako człowieka, wydawało mu się, że jest czarnoskórym piłkarzem. Podobne objawy towarzyszą wstępnej fazie zasypiania. Pozbawiony snu organizm będzie się tych omamów przysennych domagał. Nie przechodząc do następnej fazy, czyli czuwając, znajdziemy się jednocześnie w dwóch rzeczywistościach. Gardner nie przypłacił na szczęście eksperymentu trwałymi urazami, ale po jego zakończeniu zasnął jak kamień. Podobne odczucia mieli uczestnicy brytyjskiego reality show „Shattered” („Zdruzgotani”). 180 godzin bez snu (w nadziei na 100 tys. funtów nagrody) przypłacili halucynacjami, dezorientacją, kłopotami z sercem – i załamaniem nerwowym.

Pozbawienie snu to jedno z największych cierpień, dlatego było wykorzystywane jako tortura. „Po tygodniu ludzie tracą orientację w czasie i przestrzeni, mają sny na jawie i inne objawy psychozy” – mówi John Schlapobersky, psychoterapeuta z Medical Foundation for Victims of Torture, sam katowany w ten sposób w latach 60. w RPA. Amnesty International ma dowody na stosowanie bezsenności wobec więźniów obozów w Guantanamo i w Iraku, wykorzystuje się ją też w więzieniach w Chinach i Arabii Saudyjskiej. „Każdy, kto tego kiedyś doświadczył, wie, że największy głód ani pragnienie nie mogą się równać z potrzebą snu” – mówił premier Izraela Menachem Begin, torturowany niegdyś przez KGB. Czy istnieje jakikolwiek powód, dla którego mielibyśmy dobrowolnie skazywać się na męczarnie tego rodzaju? Niektóre zwierzęta, takie jak delfiny, foki, pingwiny czy kaczki, potrafią spać tylko połową mózgu. W ten sposób mogą odpoczywać i czuwać jednocześnie. Jednak połowiczny sen jest mniej efektywny i nie pozwala na pełne zregenerowanie sił. Dlatego bezsenność powinniśmy sobie dawkować ostrożnie. Przynajmniej dopóki naukowcy nie wynajdą jakiejś cudownej metody, która całkowicie uwolni nas od snu.

Anna Bugajska