Wieloletnie pomiary w Melilli zdradzają naturalny fenomen
Analiza oparta na wieloletnich obserwacjach wykazała, że stężenia naturalnych izotopów promieniotwórczych, takich jak uran, tor czy potas-40, są tam niższe niż w wielu innych częściach świata. To właśnie te pierwiastki odpowiadają za większość naturalnego promieniowania, które stale oddziałuje na ludzi. W praktyce oznacza to, że mieszkańcy miasta są narażeni na mniejsze dawki promieniowania niż przeciętny człowiek na Ziemi.
Czytaj też: W górach rośnie zagrożenie, którego nie widać w zwykłych rozmowach o klimacie
Nie oznacza to jednak, iż środowisko jest całkowicie jednorodne. Badacze zauważyli wyraźne różnice w zależności od lokalnych warunków geologicznych. W rejonach, gdzie występują skały pochodzenia wulkanicznego, poziomy promieniowania są wyższe, choć nadal mieszczą się w bezpiecznych granicach. To pokazuje, jak istotne znaczenie ma mikrogeografia. Mówiąc krótko, nawet niewielkie zmiany w składzie podłoża mogą wpływać na poziom promieniowania.
Kluczowym elementem badań była również analiza dawki skutecznej, czyli ilości promieniowania, jaka realnie oddziałuje na organizm człowieka. W przypadku Melilli wynosi ona około 0,23 milisiwerta rocznie, podczas gdy globalna średnia jest kilkukrotnie wyższa. Dla porównania, pojedyncze badanie tomografii komputerowej może dostarczyć dawkę rzędu kilku milisiwertów, co pokazuje, jak niewielkie są wartości notowane w tym regionie.
Dotychczasowe przekonania należy traktować z przymrużeniem oka
Naukowcy podkreślają jednak, iż sama gleba to tylko część układanki. Jednym z najważniejszych czynników wpływających na zdrowie jest obecność radonu, czyli bezbarwnego i bezwonnego gazu, który powstaje w wyniku rozpadu uranu w skorupie ziemskiej. Radon może przenikać do budynków przez fundamenty i gromadzić się w zamkniętych pomieszczeniach. W dłuższej perspektywie jego wysokie stężenia zwiększają ryzyko rozwoju chorób takich jak rak płuc, co czyni go jednym z najważniejszych naturalnych zagrożeń radiologicznych.
Co ciekawe, przypadek Melilli wpisuje się w szerszy kontekst badań nad naturalną radioaktywnością na świecie. Istnieją miejsca, takie jak region Ramsar w Iranie czy części Brazylii, gdzie poziomy promieniowania są wielokrotnie wyższe niż średnia globalna, a mimo to nie obserwuje się jednoznacznie wyższej zapadalności na choroby nowotworowe. Zjawisko to wciąż pozostaje przedmiotem intensywnych badań i dyskusji w środowisku naukowym.
Czytaj też: Geologiczne zmarszczki, które w ogóle nie powinny istnieć. Są zaskakująco młode, więc jak powstały?
Naturalna radioaktywność ma wiele źródeł. Oprócz gleby i skał istotną rolę odgrywa także promieniowanie kosmiczne, które dociera do Ziemi z przestrzeni kosmicznej. Jego natężenie rośnie wraz z wysokością nad poziomem morza, dlatego osoby mieszkające w górach lub często podróżujące samolotami są narażone na nieco wyższe dawki. W tym kontekście niskie położenie Melilli oraz jej specyficzne warunki geograficzne mogą częściowo tłumaczyć uzyskane wyniki.
Badania zwracają również uwagę na znaczenie materiałów budowlanych. W niektórych regionach świata wykorzystuje się skały zawierające większe ilości naturalnych izotopów promieniotwórczych, co może zwiększać poziom promieniowania wewnątrz budynków. W Melilli analiza wykazała, iż stosowane materiały nie stanowią istotnego źródła dodatkowej ekspozycji, co dodatkowo wpływa na ogólnie niski poziom zagrożenia. Poza tym możemy wyrzucić do kosza przekonanie, w myśl którego obszary o złożonej geologii zawsze wiążą się z wyższym ryzykiem.
Źródło: Scientific Reports
