Producent samochodów uczy, jak produkować samoloty wojskowe
Producenci samochodów, którzy od dekad szlifowali masową produkcję, postanowili zastosować swoje metody do budowy bombowców. Ford Motor Company podjął się wyzwania, które na zawsze zmieniło oblicze amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Charles Sorensen, jeden z dyrektorów Forda, po wizycie w zakładach Consolidated Aircraft, tej samej nocy naszkicował zupełnie nowe podejście. Zamiast budować każdy bombowiec od podstaw w jednym miejscu, Ford postanowił rozbić B-24 Liberator na podzespoły i montować je na linii tak, jak samochody.
Czytaj też: Chiny i USA połączyły siły. Teraz czas zmienić na lepsze

Decyzja była nie tyle śmiała, ile wręcz szalona. Koncern nie chciał jedynie dostarczać części, ale budować kompletne maszyny. W lutym 1941 roku armia przyznała Fordowi kontrakt, który uruchomił największą operację produkcyjną w historii lotnictwa. B-24 Liberator to przecież nie była mała maszyna. Bombowiec miał 20,2 metra długości i 33,5 metra rozpiętości skrzydeł, mógł przenosić do 3600 kilogramów bomb i osiągać zasięg do 4800 kilometrów. Każdy egzemplarz był skomplikowany, bo wymagał ponad 300 tysięcy nitów w ponad 500 różnych rozmiarach.
Nie produkcja, a masowe “wypluwanie” bombowców
Na zachód od Detroit wyrosła fabryka, która miała pobić wszystkie rekordy wielkości. Willow Run rozciągała się na powierzchni około 325 tysięcy metrów kwadratowych, a główny budynek miał ponad 1,6 kilometra długości z dwiema równoległymi liniami montażowymi. Budowa rozpoczęła się w marcu 1941 roku z inwestycją 47 milionów dolarów (około 172,3 mln zł). Robotnicy używali ścianek ze sklejki, aby oddzielić ukończone części od tych będących w budowie, a sama produkcja ruszyła już we wrześniu 1941 roku.
Czytaj też: Chiny celują tą bronią ponad pole bitwy. Przerażające? I tak nadal nie wiemy wszystkiego

Założenie było pozornie proste – konstruować kadłuby, skrzydła i sekcje ogonowe równolegle, łączyć je w zaplanowanych punktach i utrzymywać wszystko w ciągłym ruchu. Efektem była linia montażowa, która przekształciła rozproszoną pracę rzemieślniczą w zsynchronizowaną produkcję przemysłową. Początkowe miesiące okazały się jednak prawdziwym koszmarem. Przez cały 1942 roku Willow Run wyprodukował zaledwie 56 samolotów. Gdyby tego było mało, problemy się nawarstwiały. Ciągłe zmiany w projekcie B-24, ograniczone plany techniczne od Consolidated Aircraft i podwójna struktura zarządzania paraliżowały produkcję.
Przełom nastąpił dopiero w 1943 roku, kiedy jeden menedżer przejął pełną kontrolę nad zakładem. Liczby zaczęły wreszcie rosnąć: 37 samolotów w styczniu, 70 w lutym, 96 w marcu. W listopadzie 1943 roku pracownicy świętowali wypuszczenie tysięcznego bombowca. Najbardziej imponującym osiągnięciem była technika montażu centralnej sekcji skrzydła, bo Ford stworzył stały uchwyt, który skracał czas pracy z 250 roboczogodzin do zaledwie jednej. To była istota rewolucji – zastąpienie czasochłonnych metod rzemieślniczych przemysłową precyzją.

W kwietniu 1944 roku Willow Run osiągnął szczytową wydajność, produkując jeden bombowiec B-24 co 63 minuty. Tego miesiąca z fabryki wyjechało 453 samolotów, a tamtejsi ludzie pracowali w dwóch dziewięciogodzinnych zmianach i sześć dni w tygodniu. Fabryka stała się symbolem nie tylko przemysłowej innowacji, ale także społecznej transformacji. W szczytowym okresie zatrudniano ponad 42 tysiące pracowników, w tym ponad 15 tysięcy kobiet, czyli około 35% całego personelu. Co ciekawe, fabryka nie była tylko miejscem pracy, bo Ford stworzył całą infrastrukturę społeczną. Wybudował autostrady, osiedla mieszkaniowe, szkoły, stołówki, a nawet szpital, który obsłużył ponad dwa miliony przypadków medycznych.

Czytaj też: Zniszczy najlepsze myśliwce na świecie. Jakim cudem to państwo ma taką broń?
Do 28 czerwca 1945 roku Willow Run wyprodukował łącznie 8685 bombowców B-24, bo 6792 kompletnych samolotów i 1893 zestawy do montażu. Produkcja zakończyła się kilka miesięcy przed końcem wojny w sierpniu 1945 roku. Po wojnie Ford zdecydował się nie kupować fabryki. Zakład przejęła firma Kaiser-Frazer, która w latach 1947-1953 wyprodukowała około 739 tysięcy samochodów. Później obiekt wykorzystywał General Motors, a obecnie część terenu chroni Yankee Air Museum. Willow Run udowodniło, że nawet najbardziej skomplikowane maszyny wojskowe można produkować masowo, stosując przemysłowe metody produkcji. Fabryka pokazała również, jak systemy przemysłowe zmieniają społeczności – przyciągnęła przecież dziesiątki tysięcy pracowników, katalizowała zmiany w postrzeganiu ról kobiet i mężczyzn oraz zmusiła instytucje do wspierania siły roboczej wielkości małego miasta.