Pierwszy sztuczny słodzik wynaleźli starożytni Rzymianie. Odkryli, że winogrona gotowane w ołowianych naczyniach zamieniają się w syrop zwany defrutum, idealnie nadający się do poprawiania smaku wina, owoców czy mięsa. Nie wiedzieli, że to zasługa octanu ołowiu (II), czyli tzw. cukru ołowianego, który owszem, jest słodki, ale też bardzo toksyczny. Ludzie zażywali tę truciznę nieświadomie przez stulecia – prawdopodobnie to właśnie ona doprowadziła do śmierci papieża Klemensa II w 1047 roku.

Dziś mamy do dyspozycji doskonalsze substancje słodzące – nietoksyczne, tanie w produkcji i łatwo dostępne. Półki sklepowe uginają się od produktów bezcukrowych, dietetycznych czy „light”; w reklamach widzimy magiczne hasło „zero kalorii”. Czyżbyśmy mogli wreszcie bezkarnie objadać się słodyczami? „Nie ma jedzenia bez kalorii. Owszem, można produkować napoje słodzone substancjami niemającymi wartości kalorycznej, ale takie produkty nie są obojętne dla naszego organizmu” – ostrzega dr Sa’eed Halilu Bawa z Katedry Dietetyki Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Kaloryczne kompromisy

Diabeł najczęściej tkwi w szczegółach, które można wyczytać dopiero na etykiecie produktu. Przykładem mogą być cukierki bez cukru o nazwie Alpi Deo. Faktycznie, nie zawierają one sacharozy (cukru buraczanego), fruktozy czy glukozy, lecz izomaltulozę. To węglowodan otrzymywany z buraków cukrowych, który jest tak samo słodki i kaloryczny jak zwykły cukier. Różnica polega na tym, że jest kilkakrotnie wolniej wchłaniany przez organizm, co określa wskaźnik zwany indeksem glikemicznym (GI). Dla izomaltulozy wynosi on 32, podczas gdy w przypadku sacharozy – 70. Bezcukrowy cukierek dostarcza nam więc tyle samo energii, ile „cukrowy” – jednak robi to przez dłuższy czas, co jest zdrowsze, zwłaszcza dla osób cierpiących na cukrzycę.

Jeśli jednak upieramy się przy liczeniu kalorii, możemy sięgnąć po inne słodziki, takie jak alkohole cukrowe: ksylitol, maltitol czy sorbitol. Mają one słodki smak (np. maltitol jest w 75 proc. tak słodki jak sacharoza), ale dostarczają nam mniej energii. Jeden gram czystej sacharozy to 4 kcal, podczas gdy sorbitol ma tylko 2,6 kcal, a maltitol 2,1 kcal.

Z kolei aspartam – jeden z najczęściej stosowanych syntetycznych dosładzaczy – jest równie kaloryczny jak cukier, ale zarazem jest od niego aż 180 razy słodszy. Wystarczy więc odrobina, by uzyskać upragniony smak. A związki takie jak sacharyna (300–500 razy słodsza od sacharozy) czy sukraloza (600 razy słodsza!) w ogóle nie są przyswajane przez nasz organizm, więc mają naprawdę zero kalorii. Jednak uczeni niezbyt lubią to określenie. „Jedynie woda jest pozbawiona kalorii. Cała ta »bezkaloryczność« jest jakimś medialnym chochlikiem, który żyje własnym życiem” – mówi dr inż. Joanna Harasym z Katedry Biotechnologii Żywności Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.