Zacznijmy od podstaw: jak w ogóle powstają minerały?
Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, bo ilość rodzajów procesów minerałotwórczych jest duża, a środowisk ich krystalizacji – jeszcze większa. O ile w środowisku wulkanicznym czy na przykład na płonących hałdach (lawy, fumarole) minerały mogą się tworzyć dosłownie w sekundy, większość minerałów potrzebuje dni, miesięcy, lat… Generalnie, większe kryształy oznaczają dłuższy czas powstawania. Co także kluczowe: minerałem nazywamy wyłącznie jednorodną substancję krystaliczną powstałą w wyniku procesów naturalnych (geologicznych). Z tej przyczyny minerałem nie jest ani sztucznie wyhodowany niebieski kryształ “chalkantytu”, powszechnie dostępny na giełdach minerałów, ani opal (niejednorodny, także ze względu na nazwę, używaną do opisu różnych materiałów).
Jakie są Pana zdaniem najciekawsze minerały w naszym kraju?
Myślę, że są to minerały pochodzące z dwóch niezwykłych miejsc:
- ze słynnego kamieniołomu serpentynitów w Jordanowie Śląskim, a szczególnie niezwykłe minerały skandu – scandio-winchyt, dubińskait, heflikit; allanit-(Sm) – trzeci poznany w naturze własny minerał samaru (jeden z pierwiastków ziem rzadkich, obecnie bardzo poszukiwanych); a także odkryty bardzo niedawno plechowit (minerał berylu);
- z niesamowitego tzw. pegmatytu hybrydalnego ze Szklar (skądinąd znanych z dawnej kopalni rud niklu i pięknych okazów chryzoprazu): nioboholtyt (dziwaczny borokrzemian niobu glinu) i podobne do niego titanoholtyt oraz szklaryit; lepageit (bardzo skomplikowany arsenian(III) antymonian(III) tlenek manganu żelaza), czy sachanbińskiit (minerał manganowo-berylowy, którego odkrycie pomogło połączyć dwie ważne grupy minerałów – grupę cordierytu i grupę berylu)
Czy jako kraj i społeczeństwo wykorzystujemy ich potencjał? Jeśli nie, co powinno się zmienić?
Wymienione minerały nie mają żadnego znaczenia przemysłowego – to rzadkości mineralogiczne tworzące przeważnie mikroskopijne kryształy (zwykle niewidoczne gołym okiem), a i niewystępujące w dużych ilościach. Z drugiej jednak strony, obecne w nich relatywnie rzadkie pierwiastki mogą wskazywać na występowanie – w okolicy ich odkrycia – bogatszych wystąpień tych metali, a nawet ich złóż.
Czytaj też: To był jeden z największych kataklizmów w historii. Naukowcy właśnie poznali jego konsekwencje
Co zaś się ma do wykorzystania potencjału, to raczej wskazywałbym na skałę, a konkretnie węgiel. W dobie gorączkowych poszukiwań alternatywnych źródeł rzadkich metali i półmetali, a szczególnie tzw. pierwiastków krytycznych, węgiel jest absolutnie kluczowym materiałem. Paradoksalnie, stanowi on bazę dla tzw. zielonej energii.
Praca w zawodzie geologa to przede wszystkim działanie w terenie, w laboratorium czy w biurze? Bierzecie udział w zagranicznych ekspedycjach?
Praca geologa jest uzależniona trochę od pracodawcy. W moim przypadku wykonuję pracę naukową: czasem (niestety coraz rzadziej) w laboratorium, nierzadko w terenie (np. niedawna ekspedycja na południowe Borneo, celem badania osadów jeziornych i ich zanieczyszczeń), ale jednak najczęściej przy komputerze (publikacje, zdobywanie finansów na badania, itp.). Dochodzi do tego realizacja projektów badawczych, czyli również zarządzanie.
Ma Pan na swoim koncie jakieś odkrycia?
Odkryciem (siudaitu – nowego minerału z grupy eudialitu) już się oczywiście nieopatrznie pochwaliłem 😉 Jestem także współautorem zgłoszenia zatwierdzonego nowego minerału z Miedzianki k. Jeleniej Góry – to borzęckiit, minerał ołowiu, uranu i selenu. Natomiast większość moich odkryć dotyczy wspomnianych płonących hałd, szczególnie w kontekście transportu rozmaitych pierwiastków, w ich obrębie jak i poza – do roślin czy hydrosfery.
Który region świata jest najbardziej obfity w tego rodzaju bogactwa?
To Półwysep Kolski w Rosji. Znajdują się tam dwa duże (obok innych, mniejszych) masywy tzw. magmowych skał alkalicznych, a konkretnie syenitów nefelinowych – Chibiny i Łowozero. Skały te są tak obfite w gatunki mineralne, że niemal co roku odkrywa się tam coś nowego. Sam w ramach wyjazdu studenckiego odkryłem tam okaz, który później udało się zatwierdzić jako nowy minerał – siudait. Innym takim regionem, o zupełnie innej budowie geologicznej, jest brazylijski stan Minas Gerais. Ale często mineralogicznymi mekkami są pojedyncze kopalnie lub miejscowości – tu szczególnie należy wspomnieć o kanadyjskim Mont Saint-Hilaire, szwedzkim Långban, czy amerykańskim Franklin.
Jaki jest przykład minerału, bez którego nie wyobrażamy sobie życia, a jednocześnie zapominamy o jego istnieniu?
To zdecydowanie lód, choć pod tą nazwą kryją się właściwie dwa minerały – lód (o symetrii, tj. strukturze, heksagonalnej) oraz cubo-lód – forma (polimorf) regularna krystalicznej wody, znaleziona w postaci inkluzji w botswańskim diamencie (acz prawdopodobnie występująca też w wysokich warstwach atmosfery).
Ziemskie minerały to jedno – co z tymi, które naukowcy odkrywają na przykład na powierzchniach planetoid?
Wbrew pozorom sporo minerałów odkrywanych w kosmosie – a szczególnie jego przybyszach, meteorytach – odkrywa się także na Ziemi. Dokonuje się tego w skałach pochodzących z głębokich warstw (płaszcz), dostępnych póki co w bardzo niewielu miejscach na Ziemi, z których najważniejsze to tzw. ofiolity Luobusha w Tybecie.
Czytaj też: Zatopione “cmentarzysko” prastarych oceanów. Odkryto, co dzieje się w najgłębszych warstwach płaszcza Ziemi
Co zaś się ma do minerałów pozaziemskich przydatnych na Ziemi, to na pewno warto zwrócić uwagę na diamenty (choć mamy ich na Ziemi wcale nie tak mało). Najcenniejsze są jednak fazy metaliczne – żelazo i taenit – oraz siarczki żelaza – troilit i pentlandyt. Dlaczego? Bo to w nich koncentrują się największe ilości domieszek platynowców, a to na te metale ostrzą sobie zęby takie firmy jak japońska Hayabusa.
Przy tej okazji wspomnijmy też o najciekawszym polskim meteorycie – to poznańskie Morasko, z którego opisano aż 4 nowe minerały: moraskoit, czochralskiit, kryzait i kopernikit.
Skąd się biorą nazwy minerałów? Jak je tłumaczyć, jeśli zostały po raz pierwszy opisane na przykład w języku angielskim?
Niestety w tym temacie jest dużo zamieszania, wynikającego po części z tego, że mineralogia jest od zawsze traktowana nieco po macoszemu, mimo iż to nauka starsza od chemii i dająca jej podwaliny. Ale tak jak chemia ma swoją komisję IUPAC, tak mineralogia ma swoją IMA (International Mineralogical Association). To właśnie to stowarzyszenie precyzyjnie formułuje zasady nomenklatury a i systematyki minerałów.
Zasady te zostały właściwie uformowane prawie 50 lat temu, za sprawą wybitnych naukowców (Nickel i Mandarino). Niektóre nazwy zawierają też tzw. modyfikatory Levinsona, np. monacyt-(Ce) albo stilbit-Ca; te końcówki stanowią konieczny element takiej nazwy, a wprowadzono je dla ułatwienia porównywania ze sobą podobnych gatunków. Najważniejszą jednak zasadą – powszechnie łamaną – jest zachowanie oryginalności pisowni rdzenia, tj. np. nie piszemy getyt, tylko goethyt (aby nie urazić poety a i kolekcjonera minerałów, Johanna Wolfganga), nie piszemy też krystobalit tylko cristobalit (w tym przypadku chodzi o nazwę góry w Meksyku, a w języku hiszpańskim praktycznie nie używa się litery k), nie piszemy kordieryt a cordieryt, itd.
Czytaj też: Globalne ocieplenie może doprowadzić do epoki lodowej. Nowe odkrycie naukowców
To samo tyczy się znaków diakrytycznych – np. poprawny zapis to giuşcăit, a nie giuscait. Z kolei zasady transliteracji greki każą zachować pisownię “th” w nazwie thoryt (błędnie spolszczanym na toryt), a zasady dotyczące języka rosyjskiego decydują o zapisie prawdopodobnie obecnie najbardziej skomplikowanej nazwy minerału wśród >6100 obecnie zatwierdzonych gatunków – kenorożdestwenskajait-(Zn).
Niestety, zasady te są powszechnie łamane, zarówno w grupach kolekcjonerów w internecie, jak i opracowaniach popularnonaukowych, a nawet naukowych. Klasycznym błędem jest stosowana w medycynie nazwa hydroksyapatyt, podczas gdy prawidłowa to hydroksylapatyt. Choć istniały w Polsce próby stworzenia “polskiej listy nazw minerałów”, to powstała lista pozostawia wiele do życzenia, choćby ze względu na brak konsekwencji… Temat jest jednak złożony, bo porządkowanie systematyki i nomenklatury minerałów wciąż trwa. A gdyby być już zupełnie czepialskim, to powinno się pisać pyryt zamiast piryt.




