„Po wolnej Rosji wolne Niemcy, wolne Austro-Węgry, wolna cała proletariacka Europa” – wykrzykiwał Lew Trocki. By dotrzeć do wstrząsanych komunistycznymi rebeliami Niemiec, Armia Czerwona musiała przejść jednak najpierw przez Polskę. Chcąc zapobiec śmiertelnemu zagrożeniu, które niosła idea przeniesienia rewolucji za granicę, naczelnik państwa Józef Piłsudski dążył do wyrwania z zależności od Rosji jej zachodnich sąsiadów, zwłaszcza Litwy i Ukrainy, proponując federację z Polską. Oferta nie wzbudzała entuzjazmu, ale wkroczenie Armii Czerwonej na Ukrainę skłoniło atamana Semena Petlurę do przymierza z Piłsudskim. Zgodnie z ustaleniami podjęto działania zbrojne i w maju 1920 r. Polacy weszli do Kijowa.

Imperium kontratakuje

Bolszewicy przystąpili do kontrofensywy i już miesiąc później zmusili Polaków do odwrotu. Upojone sukcesem dowództwo Armii Czerwonej uznało, że należy iść za ciosem. Głównodowodzący frontu zachodniego Michaił Tuchaczewski nawet nie próbował ukrywać intencji komunistów i w rozkazie do żołnierzy oznajmiał: „Na Zachodzie decydują się losy światowej rewolucji. Droga do niej wiedzie po trupie Polski. Na Mińsk, na Wilno, na Warszawę marsz!”.

I maszerowali, zdobywając kolejno (patrz animacja) Grodno, Białystok, Brześć. Tuchaczewski chciał również z marszu zdobyć Warszawę. Dzięki odczytaniu radzieckiej depeszy naczelne dowództwo Wojska Polskiego poznało pozycje oddziałów Tuchaczewskiego, co ułatwiło przygotowania do obrony. Plan opracowany przez Piłsudskiego, przy dużym wkładzie szefa sztabu generała  Tadeusza Rozwadowskiego, przewidywał skoncentrowanie sił w dwóch punktach – na przedpolu Warszawy (pod Radzyminem) i na linii rzeki Wieprz, skąd miało wyjść kontruderzenie. Decyzja o rozproszeniu armii była ryzykowna, gdyż rozbicie jednego ze zgrupowań lub brak synchronizacji ich działań groziły klęską. Szef wspierającej Polaków francuskiej misji wojskowej gen. Maxim Weygand doradzał skupienie wszystkich sił na obronie i przygotowanie kontrataku dopiero po zatrzymaniu ofensywy. Piłsudski obawiał się, że posiłki dadzą przeciwnikowi zbytnią przewagę. Liczyło się zaskoczenie. 

Bitwa i pościg

Bolszewicy byli tak pewni siebie, że po zajęciu Radzymina (13 sierpnia) wydrukowali datowane na 15 sierpnia specjalne dodatki do gazet z relacjami o czerwonych sztandarach w Warszawie. W Wyszkowie pojawili się Julian Marchlewski oraz Feliks Dzierżyński, przygotowani do „powołania” rządu Polskiej Republiki Radzieckiej. Tymczasem 15 sierpnia Polacy odbili Radzymin i przystąpili do kontrataku (patrz animacja). Ofensywa znad Wieprza rozniosła oddziały Tuchaczewskiego. 

Działania  pościgowe potrwały aż do 25 sierpnia. W walkach poległo około 4,5 tys. żołnierzy polskich, 22 tys. zostało rannych. Straty Armii Czerwonej wyniosły około 20–25 tys. zabitych, 60–66 tys. bolszewików trafiło do niewoli. Zwycięstwo w bitwie warszawskiej miało znaczenie nie tylko dla Polski, która obroniła niepodległość, ale i dla Europy, gdyż zniweczyło bolszewickie plany przeniesienia rewolucji na Zachód. Dlatego brytyjski dyplomata, szef misji alianckiej w Polsce lord d’Abernon, uznał ją za „osiemnastą decydującą bitwę w dziejach świata”.

Trudne pytania

Warszawska batalia i cała wojna do dziś prowokuje wiele pytań. Na przykład, co byłoby, gdyby Polacy jednak przegrali? Czy bolszewicy opanowaliby wtedy całą Europę? Wątpliwości w tej kwestii miał m.in. prof. Janusz Tazbir (zm. 2016). „Niektórzy twierdzą, że doszliby do Pirenejów. Bogać tam! Na ostatnich nogach była ta bolszewicka armia (podobnie jak nasza). A poza tym wtedy i Ententa by się ruszyła. Jednak moglibyśmy stracić część ziem zachodnich, bo Niemcy szybko odbudowaliby armię, by wystąpić przeciw bolszewikom, ale w zamian za to musieliby uzyskać jakieś terytorialne ustępstwa”.

Inny interesujący problem stanowi pytanie, dlaczego Piłsudski nie pomógł „białym” armiom podczas rosyjskiej wojny domowej? Przecież wtedy mógłby ostatecznie uratować Rosję i cały świat od bolszewizmu? „Do dziś dnia nie jest to rozstrzygnięta sprawa, czy Piłsudski zadecydował o zwycięstwie bolszewików, nie pomagając »białym«  generałom. Ja nie wiem, czy ci generałowie byli tacy uczciwi, czy po prostu tacy głupi. Bolszewicy obiecywali wszystko i nie mieli zamiaru niczego dotrzymać. Kiedy Piłsudski pytał »białych« generałów, co będzie, kiedy im pomoże, to oni odpowiadali, że po zwycięstwie Konstytuanta o tym zadecyduje. Oni niczego nie mogą obiecać. Finowie też w 1918 r. gotowi byli uderzyć na Piotrogród, ale im również nie chciano dać konkretnych obietnic” – uważał wspomniany prof. Tazbir. Jego zdaniem Piłsudski pomógłby „białym”, gdyby tylko otrzymał od nich odpowiednie gwarancje: „On wiedział o jednym: jeżeli będzie go atakować »czerwona« Rosja, to może liczyć na jaką taką pomoc Zachodu, ale jeżeli to będzie »biała Rosja« – to nie. Nas oddano w 1945 r. Byliśmy chyba pierwszym państwem w dziejach, które walczyło po stronie zwycięskiej, lecz po wygranej wyszło ze zmniejszonym terytorium i bez suwerenności. Tym bardziej oddano by nas Rosji wtedy, w 1920 roku”. 

Magazyn „Focus Historia” jest partnerem medialnym portalu 1920.gov.pl, poświęconego Bitwie Warszawskiej i wojnie polsko-bolszewickiej. Więcej o portalu tutaj