Kiedy w ramach programu Kapitał Ludzki Europejskiego Funduszu Społecznego pojawiły się spore pieniądze na doskonalenie kadr, firmy szkoleniowe zaczęły wyrastać niczym grzyby po deszczu. Niewykluczone, że gdyby dofinansowanie przyznawano wtedy na hodowlę grzybów, część właścicieli poszłaby w takim kierunku. Pech chciał, że pieniądze „dawali akurat na szkolenia”. W efekcie oprócz wartościowych inicjatyw szkoleniowych powstały liczne firmy zatrudniające ludzi, którzy po przeczytaniu kilku książek zaczęli „robić szkolenia” - ze szkodą dla branży i klientów.

Rynek popsuty

Dominika Staniewicz, ekspert Business Centre Club ds. rynku pracy, boleje nad tym, że trenerzy zatrudniani do projektów dofinansowanych z EFS często mieli mały staż i niewystarczającą wiedzę merytoryczną. „Spłycono ideę szkoleń, trenerem może być każdy, ważne, aby był najtańszy (od 35 zł brutto za godzinę), szkolenia traktowane są jak wakacje, a nie możliwość zdobywania nowych doświadczeń i wiedzy” - żali się dr Hubert Paluch, autor książki „(Nie)profesjonalny rynek usług szkoleniowych w Polsce”. Z badań przeprowadzonych przez niego w latach 2010-2012 na grupie 1200 uczestników szkoleń finansowanych z funduszy UE wynika, że aż 67 proc. beneficjentów postrzega je jako usługi niskiej jakości.

W tym kontekście wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez Eltona Mayo i grupę naukowców z Harvardu w fabryce Western Electric w Hawthorne mogą być krzepiące. Sam fakt obecności naukowców wystarczył, żeby wydajność pracy załóg wzrosła, niezależnie od tego, czy podejmowali oni działania ukierunkowane na polepszenie efektywności zespołów, czy też nie. Pracownicy poczuli się ważni, ponieważ firma się nimi zajęła, angażując do pomocy ekspertów. Wydawałoby się więc, że na podobnej zasadzie nawet kiepskie szkolenie teoretycznie może zmotywować pracowników. Gra nie jest jednak warta świeczki. Koszty marnie zrealizowanej usługi mogą być spore. Należy do nich zaliczyć: koszt czasu pracy osoby oddelegowanej na szkolenie, koszt utraty zaufania do pracodawcy i instytucji szkoleniowej, a także koszt zniechęcenia pracownika do podnoszenia kwalifikacji - tym bardziej bolesny, że wciąż pozostajemy w ogonie rankingu korzystania z edukacji ustawicznej. Nasz wynik jest blisko dwukrotnie niższy od średniej unijnej i aż sześciokrotnie niższy, niż osiągają liderzy rankingu - Dania i Szwecja, gdzie wskaźnik lifelong learning przekracza wartość 30 proc.

Zgodnie z przewidywaniami Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, do momentu rozpoczęcia kolejnego programu finansowanego z Unii Europejskiej (w 2015 roku) może upaść co trzecia firma zajmująca się szkoleniami. Podobną skalę załamania przewiduje się dla branży trenerskiej. Według szacunków aż jedna trzecia szkoleniowców może stracić zatrudnienie. To dobrze, na rynku pozostaną tylko najlepsi fachowcy dostarczający firmom tego, czego one potrzebują.

Czy pan to umiesz, czy pan to wykładasz?

Dr Beatricze Andrzejewska, wiceprezes zarządu ds. programowych Instytutu Rozwoju Biznesu, podkreśla, że krótki proces szkoleniowy powinien być jak najbardziej efektywny i obfitować w jak najwięcej elementów atrakcyjnych (wywołujących tzw. efekt żaby: oczy i usta szeroko otwarte w akcie pozytywnego zaskoczenia). Uczestnicy szkoleń oczekują chleba, czyli solidnej wiedzy, oraz igrzysk - atrakcyjnej oprawy. Trenerów w tym głowa, żeby dać im jedno i drugie.

W latach 90. „wszyscy szkolili ze wszystkiego”. Dowcipkowano: „czy pan to umiesz, czy pan to wykładasz?”. Trenera oprócz specjalizacji w określonej dziedzinie powinna charakteryzować całościowa wiedza z psychologii i zarządzania. Dzięki nim może zrozumieć procesy związane z rozwojem jednostek, zespołów oraz firm i kompetentnie doradzać. Dobry trener powinien być nie tylko specjalistą, ale też uniwersalistą. Taki człowiek będzie „wyzwalaczem, katalizatorem, trenerem, ale także źródłem wiedzy, znawcą tematu, ekspertem i wiarygodnym doradcą”.

Dr William Edwards Deming, współautor sukcesu wielu japońskich przedsiębiorstw, słusznie zauważył, że „powinniśmy być wdzięczni, jeśli zarządzający swoje działania opierają na teorii. Informacja to nie wiedza. Współczesny świat zalany jest informacją, ale przyrost wiedzy jest niezwykle powolny”. Większość firm z listy Fortune 500 (amerykańskich przedsiębiorstw o najwyższych przychodach) do doskonalenia organizacji zatrudnia naukowców. „Za granicą standardem jest współpraca firm szkoleniowych z uczelniami, wspólne prowadzenie badań, tworzenie zespołów interdyscyplinarnych, a kadra renomowanych uniwersytetów jest najbardziej cenioną i najlepiej opłacaną kadrą trenerską w międzynarodowych korporacjach” - mówi dr Hubert Paluch.