Tę wolność ograniczają nam nie tylko myśli, ale w dużej mierze także język. „Granice naszego języka są granicami naszego świata” – napisał w „Traktacie logiczno-filozoficznym” Ludwig Wittgenstein.

Nic nie da się zrobić – brzmi popularne zdanie reaktywnych. Tymczasem proaktywni mówią – zobaczymy, co da się zrobić. Reaktywni twierdzą – taki już jestem, nie mam talentu, nie mam czasu, muszę, trzeba. Proaktywni – wybieram, wolę, spróbuję spojrzeć/zrobić to inaczej, z innej perspektywy. To właśnie język często zamyka nam dostęp do marzeń i planów.

Jak oduczyć się reaktywnej mowy? Należy wypisać reaktywne słowa w jednej kolumnie, obok zastąpić te proaktywnymi i wprowadzić do swojego słownika. Zwracać na nie uwagę, poprawiać samych siebie. Gdy na stałe wpiszą się w nasze słownictwo, wtedy będzie nam łatwiej znajdować dla siebie nowe rozwiązania, wprowadzać zmiany. Jednak sama modyfikacja komunikacji nie wystarcza. Niezbędne jest wzmacnianie swojej proaktywnej postawy. Proaktywność to nie jest bowiem tylko sumienne wypełnianie wszystkich obowiązków, lecz wychodzenie poza własne zadania, kreowanie nowych. Szukajmy w swoim otoczeniu czegoś, co można zrobić lepiej. I róbmy to.

Jak twierdzi Beata Stelmach, prezes zarządu GE na Polskę i kraje nadbałtyckie: „Jeśli twoje zadania nie wystarczają ci, meczą, nudzą, podejdź do innego biurka – może tam jest coś ciekawszego, gdzie będziesz o wiele przydatniejszy i spełnisz się?”.

Proaktywność to przede wszystkim otwartość na zmiany. Nietrzymanie się kurczowo poglądów, utartych schematów w stylu „zdrowie jest najważniejsze”, bo w danym momencie być może największą wartością dla nas będzie wyzwanie, przygoda. „Warto się odważyć sięgać po więcej, bo gdy się uda, czeka nas olbrzymia satysfakcja” – mówi Bożena Stępień, dyrektor personalny Laboratorium Dr Irena Eris.

Jak zarządzają sobą ludzie sukcesu?

Iwona Kossmann,  właścicielka firmy i prezes Kossmann Fashion

Po latach doświadczeń wiem, że warto zarządzać swoim życiem. Organizować je tak, by jak najmniej nas zaskakiwało. Być przygotowanym na zmienne koleje losu. Na pewno pomoże nam wiedza, czego naprawdę chcemy, o czym marzymy. Dlatego warto często zadawać sobie pytanie, czy to, co nas otacza, kontekst społeczny, pozwoli rozwinąć naszą osobowość. Raz w roku robię przegląd tego, co mi się udało, a co nie, takie podsumowanie działań, by wiedzieć, na czym stoję, z czym się zmagam i dokąd podążam. Następnie oceniam, co w danym momencie jest mi potrzebne i planuję następny rok.

Jak wielu ludzi przez jakiś czas szłam za rozwojem wydarzeń, niosła mnie dobra fala. Zdałam sobie jednak sprawę z tego, że istnieje mądrość planowania i to ona paradoksalnie pozwala na większy luz w życiu. Dowiedziałam się tego od Stephena Coveya, w którego seminarium miałam okazję uczestniczyć wiele lat temu w Bostonie. Wyniosłam stamtąd wiedzę, że człowiek odgrywa wiele ról i te role raz na jakiś czas także powinniśmy weryfikować. Należy patrzeć na siebie wielowątkowo.

Ja odkryłam w sobie dwie strony: planistycznostrategiczną przypisywaną często mężczyznom – niektórzy mówią, że „siedzi we mnie facet“ – i tę drugą kobiecą stronę, emocjonalną i kreatywną. To taka moja rama. Gdy w życiu pojawiają się projekty z „mojej ramy“,  wchodzę  w nie, by się dalej rozwijać – czy to biznes telekomunikacyjny, czy projektowanie ubrań. Jednak zanim podejmę decyzję – piszę do siebie. Zapisuję pomysły, refleksje, zamykam je w szufladzie i wracam do nich za jakiś czas. Pisanie ma olbrzymią funkcję porządkującą. Rozliczanie się z życia na papierze dystansuje do wielu spraw. Możemy wszystko przemyśleć, śledzić własny rozwój i podejmować coraz lepsze decyzje.

Bożena Stępień, od 12 lat dyrektor personalny Laboratorium Dr Irena Eris

Lubię brać sprawy w swoje ręce. Poczynając od wyboru uczelni po dalsze zdobywanie kwalifikacji i wybór miejsc pracy – decyzja zawsze była po mojej stronie. To, co moim zdaniem najważniejsze, to wyczucie momentu, w którym musimy iść dalej. Trafna ocena, że obecna sytuacja już nam nie służy. Takie podejście do życia wymusza naturalne zarządzanie sobą, przyglądanie się sobie i swoim decyzjom. Nie mam czasu, żeby płynąć z nurtem. Lepiej nawigować. Zarządzanie sobą daje mi wewnętrzną siłę, a ta jest najważniejsza.