Na początku nazwijmy cztery typy potrzeb: intelektualne, emocjonalne, duchowe, fizyczne, i przy każdej spiszmy źródła swoich motywacji. Następnie przyjrzyjmy się tym reaktywno-impulsowym, które cieszą tylko przez chwilę (motywuje mnie perspektywa deseru po ciężkim treningu), ale skupmy się na tych, które prowadzą nas dalej (wywieranie wpływu, poczucie niezależności, dobry status finansowy). Z nich wystarczy wybrać pięć najważniejszych i zamiast mówić „muszę to zrobić”, używać sformułowań „chcę i mogę to zrobić”. Następnie w każdym z ważnych obszarów motywacji wyznaczyć sobie ambitny, ale rzeczywisty cel i do niego dążyć. To dopiero początek. Ważna jest też samodyscyplina i wizja końca każdego działania, bo wtedy wiadomo, jak rozłożyć siły. Należy utrzymać rytm działania co najmniej przez 21 dni, bo dopiero po takim czasie dobre przyzwyczajenia mają szansę zamienić się w nawyk. Trzeba zauważać i odnotowywać każdy sukces, bo dzięki temu widać, że posuwamy się w rozwoju. Aby się nie poddawać, potrzebna jest autoafirmacja, a także wsparcie bliskich. Każdy sportowiec wie, że publiczność jest niezawodnym składnikiem sukcesu. Gdy jednak przydarzą się porażki, trzeba wyciągnąć z nich lekcje i iść dalej, nawet wbrew sobie. Po jakimś czasie nadchodzi czas weryfikacji króliczka, czyli sprawdzenie, co jest naszą marchewką, co nas motywuje. Papierkiem lakmusowym jest przypomnienie sobie trzech działań, których wykonywanie przychodziło nam z największą łatwością, ochotą, motywującą do dalszych kroków. Zapytaj siebie: jakie potrzeby zaspokoiłeś i co konkretnie pomogło ci w osiągnięciu satysfakcji z realizacji zadań?

Dołączysz je do kompletu wskaźników, które będą podpowiadać, czy żyjesz w zgodzie ze sobą, co ci w tym pomaga, a co przeszkadza. Należy pamiętać, że tak jak w każdym procesie zarządzania zdarzają się pomyłki, nieporządek, wypadki. Jednak właśnie zapis wiedzy na swój temat pomoże wychodzić z tych  sytuacji losowych z mniejszym szwankiem.