Tym sposobem naukowcom udało się odtworzyć jedną z najbardziej niezwykłych historii migracji, ponieważ odkryli bliskie powiązania genetyczne między rdzennymi Hawajczykami a mieszkańcami Wyspy Wielkanocnej. Co więcej, wygląda również na to, że wielowiekowe podróże niewielkich grup żeglarzy pozostawiły wyraźny ślad w DNA ich potomków, co może mieć znaczenie dla współczesnej medycyny.
Czytaj też:Na Lubelszczyźnie znajdują się ślady Scytów! Irański lud był tam na długo przed Jezusem
W jakich okolicznościach doszło do zasiedlenia Hawajów, jednych z najbardziej odizolowanych wysp na świecie? Odpowiedzi na to pytanie poszukiwali naukowcy z Uniwersytetu Stanforda i współpracujących z nimi ośrodków badawczych. Wykorzystali dane genetyczne współczesnych mieszkańców Polinezji, aby odtworzyć migracje ich przodków przez ogromne przestrzenie Oceanu Spokojnego. Wyniki tych analiz zamieścili w Science, wskazując na bliskie pokrewieństwo genetyczne między rdzennymi Hawajczykami a mieszkańcami Rapa Nui, czyli Wyspy Wielkanocnej. A przecież mówimy o dystansie rzędu 7000 kilometrów dzielącym obie wyspy!
A nie jest przecież tajemnicą, iż zasiedlanie Polinezji trwało przez wiele stuleci. Przodkowie dzisiejszych mieszkańców tego regionu przemieszczali się między wyspami, pokonując ogromne odległości na dwukadłubowych łodziach. Wędrówki te wymagały zarówno umiejętności żeglarskich, jak i znajomości prądów oceanicznych, wiatrów czy położenia odległych lądów. Wcześniejsze badania ujawniły część tego szlaku: od Samoa i Fidżi, przez Tonga, Wyspy Cooka oraz wyspy Towarzystwa, w tym Tahiti, aż po Rapa Nui.
Nowe wyniki sugerują, że Wyspa Wielkanocna nie musiała być końcem tej historii. Uczeni zidentyfikowali szczególnie bliskie związki między jej mieszkańcami a rdzenną ludnością Hawajów. Z kolei podobieństwa genetyczne do mieszkańców wyspy Mangareva sugerują, iż mogła ona odgrywać ważną rolę w migracjach przodków obu populacji. Naukowcy nie dysponują rzecz jasna bezpośrednim zapisem podróży z Rapa Nui na Hawaje. Nie zachowały się pisemne relacje dokumentujące takie wyprawy, dlatego musieli ograniczyć się do ekspertyz poświęconych DNA.
Przeanalizowali dane obejmujące całe genomy ponad tysiąca osób z Polinezji Francuskiej, a także dodatkowe dane genetyczne mieszkańców Rapa Nui, Hawajów, Samoa i Tonga. Wykorzystali między innymi metody obliczeniowe pozwalające identyfikować wspólnych przodków na podstawie podobieństw DNA. Idąc tym tropem odkryli, że kolejne migracje niewielkich grup ludzi prowadziły do powstawania tzw. efektów założyciela. Zjawisko to występuje, gdy nową populację tworzy stosunkowo mała liczba osób, których materiał genetyczny stanowi jedynie część różnorodności genetycznej populacji wyjściowej.
Gdy podobny proces powtarza się podczas kolejnych etapów zasiedlania wysp, niektóre warianty genetyczne mogą stawać się częstsze, a inne całkowicie zanikać. Według badaczy efekty założyciela u rdzennych mieszkańców wschodniej Polinezji, w tym Hawajów, są ponad dziesięciokrotnie silniejsze niż w analizowanych populacjach pochodzenia europejskiego. To cenne doniesienia z punktu widzenia historii, ale i ważne dla teraźniejszości. Dlaczego? Bo mniejsza różnorodność genetyczna może wpływać na częstość występowania niektórych wariantów związanych z chorobami dziedzicznymi. Naukowcy wskazali między innymi na warianty genów ADAMTSL4, PDE6B i FAN1, które w określonych konfiguracjach mogą wiązać się z problemami ze wzrokiem lub zaburzeniami naprawy DNA.
Źródło: Science
