"Ptaki śpiewające są dla nas darem ewolucji” – zachwyca się w rozmowie z Focusem dr Stephanie White, neurobiolog z University of California w Los Angeles. I wcale nie ma na myśli przyjemności, jaką nam daje słuchanie ptasiego śpiewu. Uczona interesuje się ludzką mową, jednak wielu badań nie może przeprowadzić na ludziach, zarówno ze względów etycznych, jak i technicznych. „Nawet gdybym wzięła świeży przekrój twojego mózgu, nie wiedziałabym, gdzie wetknąć elektrody, aby znaleźć neurony odpowiedzialne za wymowę. Są one rozproszone i trzeba mapować je u każdej osoby indywidualnie” – tłumaczy. Podkreśla też, że ludzie są zbyt skomplikowani, by dało się badać mechanizmy odpowiedzialne za mowę na poziomie neuronów i łączących je synaps.

Te problemy znikają, gdy zamiast ludzi bada się ptaki śpiewające. Dr Stephanie Whitei jej współpracownicy odkryli m.in., jakie geny odpowiadają za rozwój mowy i dostrzegli związki pomiędzy nimi a autyzmem. Wymyślili sposób, jak na podstawie barwy głosu diagnozować chorobę Parkinsona na bardzo wczesnym etapie. Dałoby to możliwość ratowania ginących neuronów, jeszcze zanim choroba doprowadzi do nieodwracalnych zmian.

Poezja ornitologii

Wielu ornitologom takie pomysły mogą wydać się absurdalne. Choćby dlatego, że ptaki wprawdzie potrafią wydawać rozmaite dźwięki, ale jednak nie mówią. Przede wszystkim zaś z powodu odmiennej budowy aparatu głosowego.

U ludzi i u ptaków dźwięk powstaje, gdy wydychane powietrze przechodzi przez krtań. Otaczają ją mięśnie, zwane strunami głosowymi. Zależnie od stopnia ich napięcia tworzy się między nimi wąska lub szeroka szczelina. Powietrze może więc wprawiać struny głosowe w drgania różnego typu. Pod ich wpływem powstają dźwięki wysokie lub niskie, głośne lub ciche. Potem, już w jamie ustnej, przybierają one kształt konkretnej głoski. U ludzi decyduje o tym m.in. ułożenie języka, zębów oraz warg. U ptaków – oczywiście dziób. Największa różnica między ludzkim a ptasim aparatem głosowym tkwi jednak w samej krtani. U nas dźwięki powstają w jej części zwanej krtanią górną. U ptaków – w krtani dolnej. Otacza ją tam aż pięć par mięśni. Potrafią one wibrować niezależnie od siebie – w dodatku dużo szybciej niż u nas. W efekcie powstają dźwięki tak skomplikowane, że ludzie do nie-dawna nie byli w stanie ich nawet zarejestrować.

David Rothenberg, amerykański jazzman, a jednocześnie profesor filozofii na New Jersey Institute of Technology, opisał to w głośnej książce „Why Birds Sing” („Dlaczego ptaki śpiewają”). Przywołał w niej postać Waltera Garstanga, profesora zoologii na angielskim University of Leeds, który w 1922 r. opublikował pracę „Songs of Birds” („Pieśni ptaków”). Pierwsza jej część jest bardziej naukowa. W drugiej prof. Garstang nie trzymał się tak ściśle rygorów pracy badawczej, gdyż uznał, że złożoność ptasich śpiewów można oddać jedynie poprzez... poezję.

Konkurent prof. Garstanga zza oceanu, amerykański przyrodnik F. Schuyler Mathews, też nie potrafił zmieścić się w granicach zakreślonych przez metodologię nauk przyrodniczych, opisując ptasi śpiew. Doszedł jednak do wniosku, że najlepiej oddać go europejską notacją muzyczną. Jego publikacje trudno jednak uznać za klasyczne zapisy nutowe. Półnutom, ćwierćnutom i ósemkom towarzyszą zwykle dodatkowe uwagi. W przypadku pieśni pasówki białogardłej jeszcze się to jakoś broni. W zapisie śpiewu ryżo-jada czy drozdka samotnego nuty jednak skaczą, mieszają się ze sobą, tworząc coś, czego chyba żaden muzyk nie potrafiłby odtworzyć.