Iwona Kokoszka: Wiele osób narzeka na wypalenie zawodowe i emocjonalne. Gdzie szukać przyczyn?

Tadeusz Gadacz: Warto spojrzeć szerzej. Przyczyną jest wypalenie w sferze kultury, która jest fundamentem życia. Stawiając na utylitarne rozwiązania w każdej dziedzinie, zgubiliśmy duchowe potrzeby. Stąd wypalenie, pustka. Co jeszcze jest tego przyczyną? To, że żyjemy w czasach wielkiej niepewności, że nie mamy jasnych celów, do których konsekwentnie dążymy. A może to, że świat jest po prostu nieprzewidywalny. Trudno cokolwiek planować. Zawirowania ekonomiczne mocno wpływają na nasze życie. Panuje kompletna niestabilność – praca jest albo jej nie ma. Nastąpiła radykalna zmiana sposobu życia, szczególnie u młodych pokoleń, które żyją dniem dzisiejszym. Hedonistycznie. Od sklepu do sklepu, od kolacji do następnych wakacji. Od projektu do projektu. To jest sposób spędzania czasu. Mamy wrażenie zajętości, ale tak naprawdę niczego nie rozwiązujemy, nie posuwamy świata do przodu. Nie myślimy długofalowo, tylko doraźnie. Tu i teraz zarobić, tu i teraz się zabawić, bo nie wiadomo, co będzie jutro.

Bal na Titanicu?

Spełniający się grecki hedonizm życia chwilą. Nie mam nic przeciwko hedonizmowi, bo też jest potrzebny. Człowiek nie powinien zużywać życia wyłącznie na to, by tworzyć warunki, w których może żyć. Szkoda czasu. Tyle że jeśli panuje wyłącznie hedonizm, nie ma mowy o żadnej stabilizacji – materialnej, duchowej, psychicznej. Cały czas musimy mentalnie dostosowywać się do zmienności. Być w niej plastyczni, otwarci. To są pozytywne cechy tego stanu rzeczy, ale jest wiele negatywnych.

Jakie?

Niestabilność przenosi się na nasze relacje w pracy i z bliskimi, w rodzinie, na nasze samopoczucie i zdrowie psychiczne. Na radzenie sobie w życiu. Brakuje nam punktu oparcia. Co z tego, że moi studenci są świetni w nowych technologiach, jeśli w podstawowych kwestiach radzenia sobie z życiem są bezradni. Nie mają wyznaczonych celów, nie działają w imię idei, i to jest m.in. przyczyną psychicznego rozchwiania młodego pokolenia. Ono szuka wyłącznie rozwiązań ad hoc.

Co może być punktem oparcia?

Kiedyś to był świat wartości. Mówiło się, że życie człowieka budują wartości materialne, etyczne, wysoka kultura, wartości intelektualne. W tej chwili wszystko zostało zredukowane do sfery przyjemności, użyteczności, pragmatyczności, skuteczności. Nawet naukę sprowadza się do tych elementów. Potrzebne jest szersze myślenie – a to myślenie to humanistyka. Bez kultury nie można być człowiekiem. Właśnie sfera kultury, która wykształciła się na gruncie europejskim, miała dawać ludziom pewne punkty oparcia. Kultury potrzebujemy zwłaszcza w sytuacjach trudnych, w sytuacjach negatywności, z jakimi właśnie się mierzymy. Kultura wymaga jednak wysiłku, myślenia, a paradoks naszych czasów polega na tym, że możemy myśleć, a jednak nie myślimy. Bardzo wielu ludzi zwalnia się z myślenia. Widzę w tym jakiś lęk. Oglądanie się na kolegów, internet, gazety. „Niech pan powie JA” – zmuszam studentów. Nie ma w ludziach odwagi i to jest zdumiewające. 

Dlaczego nie chcą myśleć?

Nie wiem. Może wystarcza im ciepła woda w kranie? Może gdyby jej brakło, to zaczęliby myśleć? Cały czas powtarzam moim kolegom z uniwersytetu: rugujmy myślenie, a będziemy otwierali pole dla dwóch dziedzin – szpitali psychiatrycznych i służb bezpieczeństwa. Z jednej strony będziemy bali się innych. Z drugiej – kolejne pokolenia będą coraz bardziej nieporadne w zmaganiach z życiem, z problemami egzystencjalnymi. Mimo zmian cywilizacyjnych, w naturze ludzkiej nic się nie zmieniło – człowiek cały czas może popaść w rozpacz, może zachorować, może cierpieć, doświadczać samotności. Z tymi problemami ludzie muszą sobie radzić, a nie są na to przygotowani.

Jak sobie radzić?

Przede wszystkim nie wolno upraszczać sobie życia, bo życie to ciężka praca. Trzeba szukać balansu między tym, co przyjemne, a tym, co użyteczne, wartościowe dla świata. Każdy powinien umieć znaleźć własną równowagę między refleksją a działaniem, między wolnością a odpowiedzialnością, między samotnością a wchodzeniem w relacje. Szukać własnej drogi. Być po prostu sobą.