Jak długo będziemy się wypalać?

Wiek XX spóźnił się ok. 50 lat. Do połowy wieku XX kultura była kontynuacją tej z XIX wieku – metafizyczna i głęboka, będąca przejawem wewnętrznej refleksji duchowej. Wszystko skończyło się wraz z II wojną światową. Od tamtego czasu nie pojawiły się przełomowe syntezy poświęcone etyce, metafizyce. W XX wieku żyło około 120 wybitnych światowych filozofów. Teraz mam problem, by wskazać jakieś nazwisko. Nie mamy już pisarzy i poetów rangi Franza Kafki i Paula Celana, w sztuce robi się wyłącznie eksperymenty. Nie powstają dzieła epokowe, które tworzą historię. I ta dziura powiększa się. Proces rozpadu trwa.

Wierzę jednak, że to musi się zmienić. I gdy się zmieni – dopiero zacznie się wiek XXI. Zaczną się naprawdę nowe czasy, bo my mentalnie jeszcze jesteśmy w wieku XX. W końcu musi nastąpić przesilenie, bo zamiast się rozwijać, żyjemy w sferze mitów. Obecne konflikty międzynarodowe to nie jest zderzenie cywilizacji. To zderzenie mitów. Młody islamista, który wysadza się w powietrze, pewnie by tego nie zrobił, gdyby nie zakorzenione w nim mityczne przeświadczenie, że się odrodzi. Przekonanie o nieśmiertelności.

Oświeceniowa wiara w racjonalność, która była siłą napędową XX wieku, nie sprawdziła się. Wprawdzie rozszyfrowaliśmy genom, ale to mit smoleński jest podstawą zmian politycznych, a co za tym idzie, zmian w naszym indywidualnym życiu. Mity ludziom tłumaczą świat. I może to jest właśnie kres. To uświadomienie sobie, że sama racjonalność nam nie wystarcza. Trzeba odkryć nowe wymiary życia albo powrócić do dawnych. Na przykład do uczuć, bo to uczucia są ważniejsze niż rozum. One organizują świat.

Kiedy czeka nas ta prawdziwa wielka zmiana?

Jeśli wcześniej nie nastąpi katastrofa, bo napięcia są zbyt silne, to myślę, że będą to lata 2030–2040. Tak liczę, bo od ostatniej wojny światowej minie wtedy sto lat. Zresztą pewne procesy już widać. Coraz więcej osób organizuje się w nieformalne grupy, nie słucha mediów, wraca do natury, żyjąc wedle modelu slow. To są jaskółki pokazujące, że coś niedobrego się dzieje i że trzeba zmienić porządek życia. Najważniejsza w tym jest kultura i literatura. Ona nas uzdrowi, bo jest fundamentem świata. Wprawdzie nasze zdolności intelektualne rosną, ale zdolności racjonalne – rozumiane jako odruchy międzyludzkie – są w coraz większym kryzysie. To musi się zmienić, bo współistniejemy jako ludzie. 

Jak mamy to zrozumieć, jeśli nie mamy do tego aparatu, czyli nie mamy tej wiedzy i nawyku krytycznego myślenia, odwagi w mówieniu „ja”?

Przestać mówić, że humanistyka jest zbędna. To ona rozwija człowieka, a nie nowe technologie. Nie wolno kształcić tylko intelektu. W jaki sposób człowiek może nauczyć się muzyki? Tylko obcując z nią. A wrażliwości na sztukę? Nie inaczej jak chodząc na wystawy. Tymczasem chcemy tylko instrukcji obsługi. I nie dbamy o podmiot, który będziemy obsługiwać – o człowieka. Trzeba konfrontować się z wartościami bez bezpośredniego przełożenia na konkretny efekt. Nie ma instrukcji obsługi życia. Każdy jest odpowiedzialny za własną.

Jak przywrócić wartości, jak znaleźć wspólny ich zestaw, skoro każdy rozumie je inaczej?

Istnieje obiektywna hierarchia wartości, niezależna od nas. Jak ktoś siedzi w bibliotece i słyszy, że się pali, to nie wynosi książek, tylko biegnie ratować ludzi. Życie ludzkie jest najwyższą wartością. Od tego trzeba zacząć, ale dalej trudno się do czegoś odwołać. Nie ma autorytetów, a zdanie „człowiek to brzmi dumnie” straciło znaczenie. W świecie zwierząt nie ma takich przykładów okrucieństwa jak w świecie ludzi. Lwice nie porzucają swoich małych pod płotem, nie topią w stawie. Jeśli Chińczycy za 400 dolarów jedzą zupę z ludzkich embrionów, to ja zastanawiam się, do czego jeszcze człowiek może być zdolny. Coraz częściej wstydzę się, że jestem człowiekiem i popadam w stan radykalnego pesymizmu. Bo z takiego rozpasania i dowolności w świecie wartości musi narodzić się wielkie cierpienie. Czasem jednak człowiek, żeby coś zmienić, musi cierpieć.

Ludzie jednak robią plany, biorą kredyty. Z badań na temat jakości życia Polaków wynika, że są coraz szczęśliwsi. I wciąż największymi wartościami są dla nas rodzina, przyjaciele i czyste sumienie.

Czyste? Czyli nieużywane? Choć teraz rzeczywiście wygląda to jak taniec na Titanicu. Cały czas wierzę, że jednak nastąpi powrót do wartości ogólnoludzkich. Bo nie da się żyć bez zasobu cnót, który kiedyś był czymś naturalnym, takich jak prawowitość, uczciwość, rzetelność, prostota, prawdomówność, przyzwoitość, wstyd i honor. Już wielka filozofka Hannah Arendt pisała o tym, że istnieje świat cnót wynoszonych właśnie z domu. Ludziom, którzy są im wierni, nie będzie łatwiej, bo nie będą sprytni, ale będą mogli ze spokojem patrzeć w lustro. Wartości naprawdę są trudne. Trzeba płacić osobistą cenę, by być im wiernym. Czasami traci się pracę, czasami znajomych…

Dlaczego warto?

Warto tak żyć, żeby mieć świadomość, że nie straciło się życia.