Mroźne zaloty

Dla nas to niezbyt romantyczna pora roku, ale wilkom nie przeszkadzają niskie temperatury. Wyznają swoje uczucia wyjąc. Samce, czyli basiory, zawodzą niżej, samice (wadery) – wyżej. Odnajdują się, spotykają i łączą na całe życie. W zalotach on łasi się do niej, zmysłowo podszczypuje uszy i myszkuje pod jej ogonem. Potem dochodzi do zbliżenia, ale to przywilej zarezerwowany dla pary rządzącej watahą. Reszta może się co najwyżej przyglądać, ale czyni to bez żalu.

W skład wilczego stada wchodzą najczęściej – poza przywódcami – ich dzieci z poprzednich lat, które nie są zainteresowane zalotami względem własnej matki czy ojca. Zależy im natomiast na tym, by wataha rosła w siłę. Im jest liczniejsza, tym większe terytorium może kontrolować i tym większą zdobycz powalać.
W walentynki miłosne uniesienia mogą przeżywać też wydry. Podobnie jak my nie mają one okresu godowego – są gotowe do zalotów przez okrągły rok. Silny samiec, władający dużym rewirem obejmującym włości kilku samic, regularnie sprawdza, czy któraś z nich ma ochotę na zbliżenie. Jeśli zostanie zaakceptowany, para „gra w berka”, ociera się, sypia obok siebie i uprawia seks – wiele razy w ciągu doby. Po dwóch miesiącach przyjdą na świat małe wydry w liczbie od jednej do sześciu. Wówczas jednak samica jest już zdana tylko na siebie – według najnowszych badań pan wydra nie interesuje się ukochaną i spłodzonym z nią potomstwem.

 

Seksualny maraton lwic

U lwów natomiast samce łaskawym okiem zerkają na wszystkie maluchy w stadzie. A dzieje się tak, ponieważ nie mają pojęcia, czy to ich dziecko, czy może brata lub kumpla. Bycie ojcem w przypadku tych wielkich kotów to ciężka praca. Pierwszy krok to przepędzenie władców grupy. W pojedynkę trudno tego
dokonać, dlatego lwy łączą się w koalicje. Ale wygrana walka nie wystarczy, żeby przekonać samice, że zwycięzcy nadają się na kochanków. Potrzebny jest wielomiesięczny okres próbny, w czasie którego lwice przyjmują zaloty i pieszczoty. Co ciekawe, nie zachodzą wówczas w ciążę, choć są pobudzone płciowo. Szansa na potomstwo pojawia się dopiero wtedy, gdy samce zostaną zaakceptowane. Gotowa na macierzyństwo lwica podchodzi do olbrzymiego samca, którego pysk otacza gęsta ciemna grzywa. Świadczy ona o dobrych genach i kondycji fizycznej. Samica krąży nerwowo, zachęcając do igraszek. Nie musi długo czekać. Porykiwania i pomruki, jakie towarzyszą miłosnym igraszkom lwów, niosą się szerokim echem po sawannie. Z czysto biologicznego punktu widzenia wystarczyłoby im jedno zbliżenie – no, może parę, bo lwice potrzebują silnego podniecenia, żeby nastąpiła owulacja. Jednak wielkie koty potrafią kochać się co 20 minut i robią to przez kilka dni. Są tak skoncentrowane, że tracą wówczas apetyt.

Po co lwom taka hiperseksualność? Tak jak w przypadku wielu innych zwierząt, zbliżenia nie służą u nich wyłącznie prokreacji – zacieśniają także związek między partnerami. A że lwica często ma więcej niż jednego kochanka, pieszczoty zmniejszają także napięcie w obrębie stada. Jedna samica – aktywna seksualnie przez dłuższy czas – może obdarzyć swymi wdziękami wielu zalotników. W ciągu jednego cyklu zalotów robi to w sumie kilkaset razy!

 

Zwycięzca bierze (prawie) wszystko

Inaczej wygląda to u hipopotamów. Podobnie do lwów żyją w stadach złożonych z samic i samców, ale nie tolerują zdrad. Hans Klingel, niemiecki uczony badający życie hipopotamów, zauważył, że około 10 proc. samców dominuje nad resztą osobników żyjących w rzece lub jeziorze. Ich władza ogranicza się jednak do skrawków wybrzeży, gdzie ustalają swe terytoria i zaciekle ich bronią. Próbują też zawładnąć każdą przechodzącą w pobliżu samicą, która jest w rui. Inne samce wchodzące w skład stada są akceptowane przez władcę, o ile nie próbują zalecać się do jego wybranki. Zbadanie tych zachowań nie jest łatwe, bo mają one miejsce przede wszystkim pod wodą.

Zakochane hipopotamy z gracją ocierają się o siebie, a ich tańcom towarzyszą miłosne szepty. W tym przypadku chodzi o dźwięczne szczękanie potężnymi dolnymi kłami o górne siekacze. Po wyjściu na brzeg zaloty są już mniej finezyjne – dla niewprawnego obserwatora często wyglądają jak walka. Potem pan hipopotam bierze się do rzeczy i przekazuje potomstwu zwycięskie geny. Jednak nie zawsze najsilniejszy samiec ma największe szanse na zostanie ojcem.

Przekonał się o tym angielski biolog Bill Amos badający foki szare. W sezonie godowym gromadzą się na plażach w haremach pod opieką najsilniejszych samców – tych, którzy wygrali batalię o terytorium. William Amos pobierał DNA focząt i spodziewał się znaleźć w nim właśnie geny władców. Okazało się jednak, że niektóre z dzieci miały zupełnie innych, nieznanych badaczowi ojców. Na dodatek co roku tatą dzieci tej samej samicy zostawał ten sam tajemniczy nieznajomy. Okazało się, że samice prowadzą podwójne życie. Owszem, wylegują się na plaży właściciela haremu i pozwalają, by bronił ich przed innymi zalotnikami. Ale gdy nadchodzi płodny okres w ich życiu, wymykają się cichcem i na skalistych brzegach spotykają z cichym wielbicielem. Niemal rok później na lodowej krze lub w cichej zatoczce przychodzi na świat owoc tej miłości – foczka. Wtedy też kochankowie spotykają się i znów spędzają upojne chwile. Nie wiadomo, czym kierują się foki przy wyborze kochanka. Poeci zapewne nazwaliby to uczucie miłością.

 

Przez żołądek do serca

Czasem jednak wybór zależy od tego, jak hojny okaże się zalotnik. Niektóre zwierzęta wręcz obsypują wybrankę podarunkami. Pająki przynoszą samicomschwytane owady elegancko opakowane w pajęczynę, która ma skład zbliżony do jedwabiu. Wojsiłki oferują wyschniętą pożywną ślinę uformowaną w grudkę. Pingwiny królewskie kuszą świeżymi rybami. Jednak chyba najtrudniejsze zadanie stoi przed samcem żołny. Ten ptak musi popisać się przed partnerką wieloma zdolnościami jednocześnie. Przysmakiem żołn są pszczoły. Samiec najpierw musi wypatrzyć okazałego owada. Gdy namierzy zdobycz, leci wprost na nią, ale w ostatniej chwili odwraca się na plecy i frunąc w tak nietypowej pozycji zgrabnie chwyta pszczołę. Ląduje obok wybranki, która czeka na ciąg dalszy popisów. Samiec wydaje głośne okrzyki i trzepoce ogonem rozłożonym jak wachlarz. Potem pociera pszczelim odwłokiem o gałąź, by wycisnąć z niego niesmaczne fragmenty – żądło i gruczoł jadowy. W końcu wręcza prezent. Jeśli popis był kiepski lub poczęstunek nie spełnił oczekiwań, samica pozostaje obojętna. Gdy uzna, że samiec się spisał, bierze w dziób owada, pochyla się zachęcająco i – zanim zdąży go połknąć – wybranek już siedzi na jej grzbiecie.

Zwierzęce popisy nie zawsze muszą mieć praktyczny wymiar. Przykładem mogą być pieśni godowe rudzika. Ten niewielki ptak nierzadko improwizuje zapożyczając fragmenty „kompozycji” od innych gatunków: piecuszka, kosa czy drozda śpiewaka. I choć śpiewa od świtu do zmierzchu, dba o to, by wybranka się nie znudziła. Żadnej zwrotki nie wykonuje w ten sam sposób, zawsze coś zmienia. A usłyszeć będzie go można już niedługo, bo rudzik stara się o względy partnerki od wczesnej wiosny. Gdy wokół jeszcze leży śnieg, samiec zaczyna bronić terytorium, na którym założy gniazdo. Najwyraźniej dobrze wie o tym, że gdy skończą się walentynki, przyjdzie czas na prozę życia: praca, dom, praca, dom...