Jakiś czas temu pisaliśmy o świeżej premierze w katalogu znanego producenta niedrogiego sprzętu fotograficznego oraz akcesoriów, Lomography. Był to aparat analogowy, ale o tyle wyjątkowy, że był tak zwanym półklatkowcem. Oznacza to, że już budżetowy aparat pozwala jeszcze zaoszczędzić na kliszy. Jak wyszło?
Half-frame Lomography, to idealne wejście w świat kliszy. Budżetowy z maksimum frajdy
Lomography lubię od lat, bo dzięki wydawaniu stosunkowo tanich aparatów, można sobie bez wyrzutów sumienia potestować różne rodzaje filmów i nawet typów aparatów. Dla tej najpowszechniejszej szerokości kliszy – 35 mm – nie brakuje w ofercie Lomo propozycji, od Diany, po standardowe “małpki”.

Tym razem w moje ręce wpadł półklatkowiec, czyli typ urządzenia, który po jednym naciśnięciu spustu migawki naświetla tylko połowę jednej klatki kliszy. Tym samym, na jednej rolce z 36 kadrami, można zrobić aż 72 zdjęcia i to praktycznie bez straty jakości. Przy cenie oscylującej około 50 złotych za każdą, rolkę, jest to cudowna wiadomość!
Czytaj też: W erze AI ktoś stworzył aparat z drewna i mosiądzu. Wygląda jak relikt przeszłości i bardzo mi się to podoba
Na dodatek, w zestawie do aparatu jest jeszcze dodana bateria AAA oraz, co najważniejsze, klisza LomoChrome Classicolor, lecz niestety ISO 200 i tylko 20 klatek, ale pocieszające, że w tym wydaniu, jest to aż 40 zdjęć.
Instrukcja to część zabawy, więc pierwsze kroki nie są straszne
Pierwsze, co się może rzucić w oczy, to nietypowa część designu, a wszystko dlatego, że instrukcja jest dosłownie wpisana w ozdobny aspekt aparatu, sprawiać tym samym, że jest on przyjemnie prosty w obsłudze, nawet kiedy to pierwsze starcie z analogiem. A jeżeli w istocie jest to pierwsze wasze spotkanie albo takie po długi latach, to prawdopodobnie najtrudniejszym wyzwaniem może być załadowanie filmu; rzecz równie mocno zapomniana, co magiczna za każdym razem kiedy się tę czynność wykonuje.

Instrukcja krok po kroku jak wymienić kliszę, a także jak się wykonuje zdjęcia znajduje się bezpośrednio na aparacie. W tej niecodziennej estetyce nie zapomniano opisać i oczywiście funkcji przycisków. Myślę, że jest to równie zabawna, jak i szalenie skuteczna metoda pokierowania użytkowników, co mają robić. W końcu można zauważyć w ostatnim czasie trend rosnącej popularności kliszy oraz po zdjęciu konsumpcyjnej romantyczności, także niechęć do jednorazówek może popchnąć ku takiemu długoterminowemu rozwiązaniu.

Przy okazji na obydwu stronach obudowy znajdują się jeszcze plomby wskazujące, że klisza jest już gotowa do używania, co jest dobrą decyzją, bo w pierwszej chwili ma się wrażenie, że producent zapomniał dodać obiecany element zestawu i można by było z ciekawości otworzyć klapkę z filmem i go przypadkowo naświetlić
Lomography wydało swojego półklatkowca w wariancie czarno białym i czerwono niebieskim, nie różnią się niczym poza detalami kolorystycznymi oraz specjalnym bajerem w postaci trzech kawałeczków kolorowej folii. Są one – czerwona, niebieska i żółta – umieszczone tuż nad fleszem, dzięki czemu po zasłonięciu jedną z nich lampy błyskowej, zamiast w ostrej bieli, wszystko zostanie pokryte wybranym kolorem, co zaś zostanie utrwalone na zdjęciu.

Problem w tym, że to wciąż tylko kawałeczki bardzo cienkiej folii, a aparat Half-frame Simple Use, jest malutki, więc doskonale pasuje do większych kieszeni albo nerek, plecaków czy torebek. Chce się go nosić i robić zdjęcia przyjaciołom i ciekawym budynkom. To zaś sprawia, że moje kolorowe filierki były powyginane już w pierwszy, miesiącu.



Klisza i aparat analogowy to lepsza strona życia i każdej aktywności
Chociaż na początku jest to dość przerażające wydarzenie i tak obce, że ludzie się wręcz boją nakładać nową kliszę, obiecuję, szybko się okazuje, że ten cyfrowy świat to jest przereklamowany. Wystarczy wcisnąć przycisk flashu na aparacie, a później skierować go w stronę sceny do uwiecznienia i nacisnąć przycisk migawki, po czym rolką przewinąć kliszę. Tylko tyle.




Dlatego szkoda troszkę, że te filierki to taki pic na wodę. Szczęśliwie, całe doświadczenie jest pełnowartościowe i zupełnie inne. Półklatkowiec Lomography jest ze mną już gdzieś od sierpnia, ale kiedy ma się tylko 40 zdjęć do zrobienia, to zaczyna się trochę inaczej patrzeć na wydarzenia wokół nas, nagle pewne chwile fajnie mieć na zdjęciu, inne już nie.
Nie pomaga też dorzucana do zestawu klisza 200 ISO, wymaga ona bardzo dobrych warunków świetlnych i praktycznie stałego używania flesza, o czym zdarzało się mnie zapominać, przez co 12 zdjęć totalnie mi nie wyszło. Osobiście zawsze używam 400 ISO, wtedy jest o wiele łatwiej, chociaż nadal w tego typu aparatach, gdzie nie mamy kontroli nad wartościami i obiektywami, lampa błyskowa będzie naszą przyjaciółką.

To wszystko jednak nie sprawia, że zabawa z aparatem z kliszą jest jakkolwiek stłamszona złymi doświadczeniami! Lomography złożyło bardzo fajny i turbo kompaktowy apracik półklatkowy, w którym przemyśleli jego design od deski do deski.
Jest tak uroczy, że każdy się nim zachwycał i aż prosi się, żeby go chwycić, co jest ważne, bo im bardziej go chcemy, tym więcej chwil zostanie zapisanych w cudownym świecie kliszy. Dodatkowo, pół klatki trochę zmienia nam orientację zdjęcia. To co w pełnych klatkach jest w poziomie, tutaj będzie pionowe. Standardowo wymaga to przyzwyczajenia się do nowych realiów. Tutaj Lomography kształtem wizjera narzuca kadr.

To wciąż jest po prostu okienko z plastikowym szkiełkiem, więc nie oddaje 1:1 tego co będzie na kliszy, warto podejść do tego w formie zabawy. Rzadko lub wcale też widzi się wizjer w prostokącie postawionym pionowo, więc plus za pomysłowość.



Plastik to także obiektyw, specjalnie za bardzo nie podawałem parametrów, bowiem tutaj zdecydowanie ważniejsze jest doświadczenie niż specyfikacja, która z założenia jest słaba. Tutaj stałe światło f9 i długość ogniskowej, szerokie 21 mm. Naprawdę nie ma to jednak znaczenia dla jakości zabawy. Lomography też nie udaje, że stworzyli rzecz dla profesjonalistów (co nie wyklucza artystycznych zastosowań),lecz frajdy to jej nie ujmuje.
Ważne jednak, żeby obiekt mieć w centrum i być z 1 – 1,5 m od niego, jeżeli zależy nam na pełnej ostrości. Najważniejsze jednak to się nie przejmować, to część zabawy zobaczyć jak wyszło i wybadać możliwości.











Dostępność i cena Lomography Half-frame Simple Use
Aparat Half-frame Simple Use Reloadable Film Camera jest dostępny w czerni i bieli (oraz kliszą monochromatyczną), a także w wariancie kolorowym (z kolorową). Nie ma jednak obaw, gdyż obydwa robią zdjęcia w zależności od załadowanej kliszy. Każda sztuka kosztuje 30 euro i są dostępne na oficjalnej stronie producenta.

Nie widziałem ich w polskiej dystrybucji, lecz nie jest wykluczone, że do niej nie trafi, bowiem aparaty Lomography są w Polsce dostępne w sieci Fotojoker czy AB Foto i innych. I chociaż klisza była za ciemna, to LomoChrome Classicolor ujęło mnie swoimi wyrazistymi czerwieniami i ogólnym chłodem fotografii. Szkoda, że ona również nie jest dostępna w Polsce, a o to pytałem dystrybutora jeszcze ponad rok temu, kiedy miała swoja premierę. Szkoda.









Niemniej, half-arame Lomography jest dającą wiele frajdy i tańszą alternatywą dla działającego identycznie Kodaka Ektara H32N+. 72 zdjęcia na kliszę, to bardzo dużo fotografii, które będziecie robić długi czas. Potem pewnie chwilę też zajmie nim zniesiecie gotową rolkę do wywołania, ale to jest naprawdę okej. Fizyczne zdjęcia analogowe dają niezwykłą okazję jak pamiętniczki, żeby sobie usiąść i nacieszyć oczy momentami, o których pamięć już zapomniała, więc cieszą drugi raz.
