Skrajną nędzę wyznacza granica dwóch dolarów dochodu dziennie. Za tyle próbuje przeżyć blisko 1,7 mld osób na świecie. Sufia Khatun z Bangladeszu zarabiała jeszcze mniej. Za wykonane przez siebie stołki od jedynego klienta i zarazem wierzyciela otrzymywała dwa centy. Kobieta zaplątała się w spiralę zadłużenia. Musiała pożyczyć pieniądze na materiały, żeby móc pracować, jednak gotowy towar musiała sprzedawać wierzycielowi po cenie na tyle niskiej, żeby nie starczało na spłatę długu i niezależność. „Ile byłabyś w stanie zarobić, gdybyś mogła sprzedawać swoje wyroby na bazarze?”– zapytał ją bagladeski wykładowca ekonomii na uniwersytecie w Czittagong prof. Muhammad Yunus. „1,25 dolara dziennie” – odpowiedziała kobieta. Jego studenci znaleźli jeszcze 41 osób w podobnym położeniu. Każdej pożyczyli 68 centów, czyli w sumie zainwestowali 27 dolarów. To wystarczyło, by te osoby zaczęły pracować na własny rachunek. Wkrótce ludzie, którzy nie mieli co marzyć o uzyskaniu pożyczki z banku, zwrócili mu dług. Tak obalono mit, że najbiedniejsi są niewypłacalni. Prof. Yunus zrozumiał, jak czasem niewiele potrzeba, by przebić się przez mur nędzy.

 

Pożyczka w małej dawce

 

To było w 1974 roku. W 1983 r. pod hasłem „bankowość dla ubogich” prof. Yunus stworzył Grameen Bank (bank dla biednych) i zyskał przydomek „bankier ubogich”. Od tamtej pory jego przedsięwzięcie systematycznie się rozrastało. Powstały nowe filie, nawet poza granicami Bangladeszu. O tych mikropożyczkach zaczęło być głośno na świecie. W 2006 r. Yunus dostał Pokojową Nagrodę Nobla, co wzbudziło olbrzymie kontrowersje. Postać nikomu nieznanego bankiera niektórym zbyt mocno kontrastowała z szacownym gronem dotychczasowych nobliwych laureatów. Jednak uzasadnienie brzmiało sensownie. Pokój można osiągnąć jedynie wtedy, kiedy zlikwiduje się biedę i nierówności społeczne. A prof. Yunus pokazał, że jego lek na biedę – Grameen Bank – działa!
 

 

Szczypta turystów