Coraz bardziej zaciera się granica między rozmowie o boomie na małe, cyfrowe kompakty a po prostu stanem rzeczy na rok 2026. Wychodzi ich tak wiele, że przestają być tylko nowinką, a skutek jest taki, że niebawem będzie trzeba bardziej się skupiać na tym, co jest produktem niedorobionym i wydanym na szybko, co dobrą propozycją.
Szokująco, Yashica Y16 to aparat jednocześnie retro i nowoczesny
Coraz więcej aparatów cyfrowych w stylu vintage dociera na rynek i to również od firmy Yashica, ale gdy te inne propozycje coraz częściej rezygnują z ekranu podglądowego, tym razem jest on obecny i wkomponowany w sposób nienaruszający ogólnego wydźwięku oraz hołdu dla modelu Y16 z 1959.

Nowe wydanie dopasowuje się idealnie do rosnącej popularności kompaktowych aparatów cyfrowych oraz popularnych aparacików-breloczków, które wydała zarówno Yashica jak i Kodak. Niestety firma nie podzieliła się za bardzo danymi technicznymi, więc jedyne czym się można posłużyć to szczątkową wiedzą o matrycy 12 megapikseli – to tyle, nie wiemy nawet jaki to będzie sensor, lecz pewnie tani – i że o retro naświetlenie zadba trzypoziomowy, wbudowany flesz Xenon.
Czytaj też: Aparat, który robi słabe zdjęcia, a jednak każdy chce go mieć. Czego dziś szukamy w fotografii?
Ten ostatni element jest o tyle ciekawy, że w przeciwieństwie do często spotykanych lamp w smartfonach i innych aparacikach, gdzie są LEDy, xenonowe mają jaśniejszy rozbłysk, który jest krótszy, ale może potencjalnie lepiej zamrażać chwilę i doświetlać ciemne zakamarki. Szkoda jednak, że nie wiemy niczego na temat tego najważniejszego z detali, obiektywu.

Wygląda na to, że Yashica chce nie tylko zaoferować urządzenie odcinające kupony, ale i coś, co rzeczywiście współczesnym entuzjastom retro może sprawić radość. Tym bardziej, że firma informuje także o jakim ulepszeniu wizjera aparatu, który najwyraźniej będzie po prostu niewielkim ekranem LCD jak w poważniejszych aparatach i ma mieć taką samą jak one czujkę wykrywającą bliskość oka. Dzięki czemu się będzie włączał w wizjerze podgląd. Miła odmiana na tle konkurencji, gdzie najczęściej jest to plastikowe szkiełko i tyle.

Pod kątem budowy, Yashica Y16 wygląda bardzo jak pierwowzór z lat 50. Ma prostokątny, prosty kształt i nawet będą dostępne warianty kolorystyczne bardzo przypominające oryginał (różowy, żółty, czarny, pomarańczowy i inne). Co charakterystyczne, na górze aparatu jest także wielkie pokrętło do zmiany ustawień, nadaje ono całości wyjątkowej formy.
Dostępność i cena
Na tę chwilę niestety niczego więcej nie wiemy, ponad to, że premiera ma mieć miejsce któregoś dnia listopada. Zapowiedź pojawiła się w dość zatłoczonym od premier miesiącu i co zaskakujące, każdy z tych aparatów czerpał inspirację z czasów właśnie takich płaskich urządzeń, które pasują idealnie do dzisiejszego lifestyle’u. W końcu i instax pal 2 jest taki płaski i pozbawiony drukowania zdjęć, z kolei camp snap wygląda bardzo, bardzo podobnie do tego, co ukazała Yashica.

Warto też pamiętać, że ten aparat w gruncie rzeczy nie jest wskrzeszaniem linii sprzed lat. Wzorem wielu innych firm jak Rollei, Vivitar, Minolta czy nawet Kodak, jest to aparat stworzony na licencji wykupionej przez firmę z Hongkongu i poza nazwą nie ma niczego wspólnego z japońskim klasykiem. Dzisiejsza Yashica to firma specjalizująca się w wydawaniu aparatów w stylu vintage i czasem są one lepsze, a czasem gorsze.
Szczęśliwie, Y16 wygląda póki co na reprezentanta tej kategorii solidniejszych wydań.
Źródła: dpreview, digitalcameraworld
