Maszyna pokonała około 1300 kilometrów, a na trasie czekały na nią między innymi wymagające alpejskie podjazdy. Recepta na sukces była stosunkowo prosta: energia ze słońca miała trafiać bezpośrednio do akumulatorów, ograniczając konieczność korzystania z sieci energetycznej. Podstawą konstrukcji został rower cargo Omnium, którego przedni bagażnik zapewnił miejsce na panele fotowoltaiczne. Początkowo konstruktor planował wykorzystać trzy panele o mocy 100 W każdy. Testy wykazały jednak, że tak duża powierzchnia sprawiała, iż rower stawał się zbyt długi i nieporęczny podczas jazdy w ruchu ulicznym.
Czytaj też: Ucieczka od biurowej rutyny z laptopem w plecaku. W tych europejski miastach workcation ma największy sens
Ostatecznie Ryan zdecydował się na instalację o mocy 200 W. Panele współpracowały z kontrolerem MPPT Genasun GVB-8, który przekształcał zmienne napięcie z paneli do wartości odpowiedniej dla akumulatora. Dzięki temu można było zrezygnować z klasycznego schematu obejmującego falownik i ładowarkę sieciową, ograniczając straty energii oraz masę całego systemu. Rower otrzymał również centralny silnik Tongsheng TSDZ2B o mocy 250 W oraz dwa akumulatory 36 V.
W praktyce instalacja nie dostarczała oczywiście 200 W przez cały czas. Podczas jazdy panele generowały zazwyczaj około 70-100 W, zależnie od pogody i kąta padania promieni słonecznych. Dodatkowy panel przydawał się podczas postojów. Ustawiony bezpośrednio w stronę słońca pozwalał zwiększyć chwilową produkcję energii do około 150 W. Największym sprawdzianem okazała się wyprawa przez francuskie Alpy. Rower wraz z wyposażeniem, bagażem i instalacją ważył około 60 kilogramów. Podczas jednego z najdłuższych dni Ryan przejechał około 130 km po mocno pagórkowatej trasie. Licznik energii wykazał, że układ solarny dostarczył w tym czasie 985 Wh energii, co odpowiadało zużyciu około 7,58 Wh na kilometr. Średnia prędkość wyniosła około 21-22 km/h.
Eksperyment pokazał jednak również ograniczenia takiego rozwiązania. Podczas francuskiej fali upałów temperatura sięgała 41 stopni Celsjusza. Jeden z akumulatorów przestał przyjmować energię z paneli, ponieważ system zarządzania baterią ograniczył ładowanie w celu ochrony ogniw przed przegrzaniem. W efekcie Ryan musiał dwukrotnie skorzystać z energii z sieci, łącznie pobierając około 1 kWh. Oznaczało to utratę możliwości rywalizacji w kategorii wymagającej korzystania wyłącznie z energii słonecznej.
Mimo problemów autor tego pomysłu ocenia eksperyment jako udany. Jego zdaniem 200 W paneli podczas dobrych warunków niemal wystarczało do pokrycia dziennego zapotrzebowania, choć system miał bardzo niewielki margines bezpieczeństwa. Dodatkowym wyzwaniem okazało się chłodzenie silnika podczas długich i stromych podjazdów.
Czytaj też:Turysta dowiedział się, że ukradł obraz warty setki tysięcy, a on podniósł tylko porzucony “śmieć”
Ryan nie zamierza jednak na tym poprzestać. Kolejna wersja roweru ma otrzymać lżejsze i wydajniejsze panele, lepsze chłodzenie napędu, zmienioną aerodynamikę oraz niższą masę. W planach jest także zwiększenie powierzchni fotowoltaicznej. Następny cel? Jeszcze ambitniejsza wyprawa: około 15 tysięcy kilometrów z Francji do Chin w ramach Sun Trip 2028. Jeśli zaś chodzi o obecne wnioski, to najważniejszy wydaje się fakt, iż rower elektryczny zasilany energią słoneczną przestał być wyłącznie ciekawostką. W odpowiednich warunkach może realnie wydłużać zasięg i ograniczać zależność od infrastruktury ładowania.
Źródło: Boden Ryan
