NATALIA DE BARBARO: Zdarzają się takie przyjaźnie i takie spotkania, które nas szczególnie dotykają. Wchodzimy w ten rodzaj pokrewieństwa, w którym czujemy jakąś, górnolotnie mówiąc, magię. Czasem tak się dzieje w rozmowie z drugim człowiekiem; zdarzają się nam rozmowy niezwykłe.

ROBERT RIENT: Jakie rozmowy są dla ciebie niezwykłe?

NATALIA DE BARBARO: Takie, w których pojawia się wyraźnie nowa przestrzeń, w których można doświadczyć siebie i świata po nowemu. Takie, które burzą porządek albo pseudoporządek naszego życia. Po których jesteśmy inni, odżywieni.

ROBERT: To zazwyczaj rozmowy zaskakujące. Gdy idę z kimś porozmawiać, najczęściej nie mam z tyłu głowy założenia i nadziei, że oto w trakcie tej rozmowy zmienię moje życie. A gdy mam taką nadzieję, często kończy się na rozczarowaniu, bo chcę coś dostać, wyznanie za wyznanie. „Mówi się kocham, bo chce się odzewu” – pisał poeta Świetlicki. Skąd ta nowa przestrzeń, o której wspomniałaś?

NATALIA: Najbanalniej mówiąc – z wymiany energii. Na pewno elementem, który ją uruchamia, jest mieszanka podobieństwa i różnicy pomiędzy dwojgiem ludzi. To podobieństwo jest kładką, która prowadzi nas ku drugiemu, a różnica budzi ciekawość. Ale bez poczucia jakiegoś pokrewieństwa chyba byłoby o ciekawość trudno.

ROBERT: Bez ciekawości to faktycznie niemożliwe. Ciebie, siebie, nas w trakcie spotkania. Melanie Joy, aktywistka na rzecz zwierząt i psycholożka, ma wytatuowane na nadgarstku trzy słowa: ciekawość, współczucie i odwaga. Mają jej przypominać o tym, by w ważnych rozmowach miała odwagę być ciekawą i współczującą. By rozmowa była ważna, karmiąca, musi nastąpić połączenie moich intencji z tym, co mówię, i zrozumieniem po drugiej stronie, czyli odczytaniem nie tylko słów, ale również intencji. Wtedy pojawia się most, porozumienie.

NATALIA: Pomyślałam teraz o Wojtku, moim mężu, i o tym, że kiedy go poznałam i kiedy zaczęliśmy się do siebie zbliżać, spędzaliśmy dosłownie całe noce na rozmowach; potrafiliśmy rozmawiać siedem godzin non stop, w poczuciu, że minęła godzina. To było takie doznanie jak odnalezienie domu; miejsca, z którego nie chce się odejść.

ROBERT: Klasyczne zakochanie. To rozmowy, które można nazwać – o tobie. Wszystkie rozmowy zakochanych są takie kuszące i podstępne, bo chodzi o to, by rozmawiać „o tobie”. Skąd jesteś, co myślisz, jak czujesz, do tego dochodzą spory o sens życia, filozofię, wymiana doświadczeń, filmów, książek. Godziny lecą i to nie jest nawet wierzchołek góry, masz poczucie, A potem, gdy pojawia się związek, kopalnię zalewasz wodą, czyli rozmowami „o sobie”. A rozmów „o tobie” ubywa. Te pierwsze mają pozór zmiany życia, a najczęściej są kosmicznym porozumieniem i faktycznie prowadzą do zmiany, ale scenografii życia, gdy na przykład pojawia się wspólny dom i sypialnia. Rozmowy „o tobie” udają, że nie są narcystyczne, ale czasami narcyzm wspierają. I to przekonanie: jesteś dla mnie najważniejszy.

NATALIA: Ja nie wspominam tamtych rozmów jako narcystycznych, zresztą dzisiaj, po dwudziestu latach bycia razem, mój mąż jest dalej moim ulubionym rozmówcą. Ale niewątpliwie rozmowy zakochanych są oparte na złudzeniu – bo nasz ukochany wydaje nam się kimś, kim na pewno nie jest, i my nie jesteśmy osobą, którą on w nas widzi. Ale nie tylko w zakochaniu zdarzają się rozmowy niezwykłe. Ty na przykład dużo mówisz o przyjaźni i o tym, jak to, co się w niej wydarza, zmienia twoje życie.