Zjawisko to znane było i opisywane już w drugiej połowie XIX wieku, kiedy John Wesley Powell podczas swojej epokowej wyprawy kajakowej w 1869 roku jako pierwszy zauważył coś, co wydawało się łamać fundamentalne prawa płynów: rzeka przecinająca góry, które powinna logicznie obchodzić szerokim łukiem.
Czytaj też: Katastrofalna „bomba deszczowa” nad Hawajami. Dwa biliony galonów wody i 3000% normy opadów w dwa tygodnie
Choć ‑ jak podkreślają dziś naukowcy ‑ rzeka nigdy naprawdę nie płynęła pod górę w sensie dosłownym, jej obecna trasa na długości około 160 kilometrów wchodzi w głąb pasma Uinta i przecina je zamiast okrążać. Nic więc dziwnego, że świat nauki miał w tej sprawie sporo do powiedzenia. Brakowało jednak odpowiedzi na najważniejsze pytanie.
Ta mogła nadejść wraz z publikacją zamieszczoną na łamach Journal of Geophysical Research: Earth Surface. Jej autorzy przedstawiają rozwiązanie całej zagadki, sięgające o wiele głębiej niż powierzchowne procesy erozyjne. Ich zdaniem kluczowa była nie sama góra, lecz to, co działo się pod nią – w płaszczu Ziemi.
Według zespołu badawczego odpowiedzialny za tor rzeki był proces znany jako kapnięcie litosferyczne. W tym geologicznym mechanizmie bardzo gęste skały w dolnej części płyt litosferycznych stopniowo odrywają się i zapadają w kierunku płaszcza Ziemi, jak krople gęstego miodu spływające z łyżki.
To odpadnięcie ciężkiego materiału z dolnej części skorupy powoduje, iż nawierzchnia terenu nad nim tymczasowo obniża się, tworząc niższy, łatwiejszy do erozji obszar. To pozwoliło rzece Green River biec przez obszar obecnych gór Uinta, kiedy te były niższe i bardziej płaskie, zanim ponownie się podniosły.
Czytaj też: Tajemniczy sygnał z Etny. Pojawiał się od lat, a teraz zmieni wulkanologię
Nowe badania łączą dane z tomografii sejsmicznej, modelowania komputerowego i analiz topograficznych, co pozwoliło naukowcom dostrzec pod pasmem Uinta rozległą, chłodną anomalię około 200 kilometrów pod powierzchnią. Naukowcy zinterpretowali ją jako resztki oderwanego materiału litosferycznego. Z analizy wyników wynika, że ten fragment litosfery odpłynął w kierunku płaszcza między 2 a 5 milionami lat temu, co idealnie koreluje z czasem, w którym Green River wydaje się przecinać pasmo.
Gdy ciężki materiał zsunął się, obszar powierzchni obniżył się, co umożliwiło rzece intensywną erozję i powstanie głębokich kanionów. Po oderwaniu ciężkiej materii i jej zaniku w płaszczu, gorętsze i mniej gęste skały podniosły powierzchnię, formując obecne wyżyny gór Uinta, w których dziś rzeka meandruje, wciąż wydając się uwięziona w dolinie otoczonej przez znacznie starsze góry. Dotychczasowe teorie wskazywał na szereg innych przyczyn: od tego, że rzeka istniała jeszcze zanim góry się wypiętrzyły, po hipotezy o akumulacji osadów podnoszących dolinę rzeki. Prawda okazała się jednak nieco inna.
Źródło: Le Monde
