
Turecki omnibus i jego parowy wynalazek
Taqi al-Din Muhammad ibn Ma’ruf ash-Shami al-Asadi, urodzony w 1526 roku, był postacią renesansową. Zajmował się astronomią, matematyką, mechaniką i inżynierią. W swoim traktacie z 1551 roku szczegółowo opisał działanie silnika parowego, który koncepcyjnie przypominał późniejszą konstrukcję Thomasa Newcomena. Urządzenie to służyło jednak do czegoś zupełnie innego. Jak sam pisał, jego celem było zrobienie rożna, które unosi mięso nad ogniem, tak aby obracało się samo bez [mocy zwierzęcia].
Czytaj też: Na terenie Peru spadł meteoryt. Ludzie znajdujący się w pobliżu zapadli na tajemniczą chorobę
Dziś może to wyglądać na zabawne zastosowanie przełomowej techniki, lecz w tamtych realiach wpisywało się w arabską tradycję, w ramach której mechanikę traktowano często jako dziedzinę tworzącą intrygujące gadżety, niekoniecznie mające przemysłowy potencjał. Pomysł był genialny, choć bez szerszego kontekstu potrzeb, kapitału i infrastruktury pozostał jedynie ciekawostką. Zainteresowanie wykorzystaniem pary do generowania ruchu sięga znacznie głębiej. Już około 300 roku p.n.e. Archytas z Tarentu skonstruował latającego gołębia napędzanego parą. Urządzenie, zawieszone na linach, wykorzystywało zasadę akcji i reakcji, czyli tę samą, która napędza współczesne rakiety, choć sformułowano ją naukowo dopiero tysiąclecia później.
W I wieku Hero z Aleksandrii stworzył eolopilę – banię z wystającymi rurkami, która wirowała pod wpływem wydostającej się pary. Były to jednak głównie zabawki dla zamożnych patronów. Prawie półtora tysiąca lat później, w 1629 roku, włoski inżynier Giovanni Branca zaprezentował koncepcję maszyny parowej do napędzania moździerzy i piłowania drewna. Zaproponował nawet walcownię żelaza wykorzystującą gorące powietrze z tego samego paleniska, które nagrzewało metal. John Wilkins, współzałożyciel Royal Society, w XVII wieku pisał już wprost o parze jako o potencjalnym napędzie dla „latających karoc”. Wilkins miał rację co do przyszłości, choć jego ówczesne projekty obejmowały również bardziej przyziemne zastosowania, w tym mechanizmy do obracania rożna.
Dlaczego Newcomen odniósł sukces?
Skoro koncepcja była znana od stuleci, dlaczego to dopiero maszyna Newcomena z początku XVIII wieku zapoczątkowała przemysłową rewolucję? Klucz leży w rozumieniu wynalazku jako systemu, a nie pojedynczej idei. Historycy technologii podkreślają, iż innowacja to splot wielu czynników: społecznych potrzeb, zasobów, instytucji i sprzyjających okoliczności. Thomas Newcomen nie był koniecznie geniuszem przewyższającym Taqi al-Dina czy Brancę. Miał jednak coś, czego im brakowało: palącą potrzebę ekonomiczną i gotowy ekosystem do jej zaspokojenia. W XVIII-wiecznej Anglii kopalnie węgla schodziły coraz głębiej, a problem zalewającej je wody stał się krytyczny. Rozwiązanie oznaczało ogromne zyski.
Czytaj też: Zaginione cywilizacje. Mit rodem z legend czy realny problem badawczy?
Newcomen miał dostęp do kapitału, sieci kontaktów, wykwalifikowanych rzemieślników i – co najważniejsze – klientów gotowych zapłacić za jego usługi. W XVI-wiecznej Turcji czy XVII-wiecznych Włoszech takie warunki nie istniały. Wynalazek bez odpowiedniego gruntu pozostaje jedynie techniczną ciekawostką. Ciekawym epizodem jest fakt, że w Wielkiej Brytanii problem obracania rożna rozwiązano na długo przed mechanizacją za pomocą specjalnej rasy psów. Te małe, wytrzymałe zwierzęta biegały w kołowrotkach napędzających rożen. Były powszechne jeszcze w połowie XVIII wieku, ale do 1900 roku zupełnie wyginęły, wyparte przez mechaniczne.