powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Publicystyka

Coach nie jest terapeutą ani mentorem. Dowiedz się gdzie leży granica

Przymus, nacisk, wymądrzanie się ze strony coacha lub mieszanie ról i stawanie się mentorem, instruktorem czy terapeutą to koniec coachingu – mówią Dorota Biały i Agata Gebhardt

Focus Coaching
27.08.2020·10 minut·
Coach nie jest terapeutą ani mentorem. Dowiedz się gdzie leży granica
Chcesz czytać więcej treści jak „Coach nie jest terapeutą ani mentorem. Dowiedz się gdzie leży granica"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Krystyna Romanowska: Przychodzi klient do coacha pracującego metodami psychologii zorientowanej na proces, czyli POP, i co się dzieje? „Proszę opowiedzieć mi swoje sny” – pyta coach?

Agata Gebhardt: Tak, pytamy o sny, ale najpierw pytamy o cel. Na początku nie musi być dokładnie sprecyzowany, wystarczy określenie tego, czym klient chce się zająć: poszukuje wymarzonej pracy, chce więcej zarabiać, a może napisać książkę. Naszą metodę wyróżnia szczegółowy etap diagnozy celu. Sięgamy razem z klientem do przeszłości i teraźniejszości przy użyciu tradycyjnych narzędzi coachingowych, ale też narzędzi psychologii procesu.

Dorota Biały: Z powodów pragmatycznych i etycznych wybór celu ma w coachingu POP decydujące znaczenie. Pomaga w nim feedback oparty na informacji zwrotnej od innych osób i od siebie, a konkretnie od własnych figur sennych. Prosimy klienta, aby podał nam osiem znaczących dla niego osób, z którymi możemy porozmawiać na jego temat. Zadajemy pytania dotyczące jego mocnych i słabych stron oraz najbardziej nieoczekiwanych i zaskakujących zachowań. Otrzymane informacje w postaci zbiorczego feedbacku prezentujemy klientowi z zachowaniem poufności. Jest to cenne źródło informacji o tym, jacy jesteśmy, jak nas inni widzą, a tak naprawdę – kogo w nas widzą.

A.G.: Zdarza się, że ludzie mają obawy związane z feedbackiem. Warto się przy nich zatrzymać. Może czegoś nie chcę się o sobie dowiedzieć? Okazuje się, że osoby wskazane do wywiadu chętnie biorą w nim udział, czują się wyróżnione okazanym zaufaniem. To często wzmacnia i rozwija relacje. Jest to też pozytywny sygnał dla pracodawcy. Kiedy jednemu z szefów mojego coachowanego zadałam pytanie: „Co najbardziej zaskakującego dla pana zrobił X?”, usłyszałam: „To, że zdecydował się na coaching, bo to znaczy, że chce się rozwijać, a myślałem, że już mu nie zależy”.

Pytanie o to, co najbardziej zaskakującego zrobiła ta osoba, służy wydobyciu jej ukrytej części osobowości, alter ego?

D.B.: Tak. Zwykle jesteśmy dość spójni w naszym zachowaniu, sprzyja temu system wychowawczy, a czasem czymś siebie i innych zaskakujemy. Miałam kiedyś klientkę sprawiającą wrażenie chłodnej, biznesowo zorientowanej osoby. Jeden z jej pracowników podczas diagnozy powiedział mi: „Ale ona ciągle do pracy przynosi ciasto”. Moja klientka zdziwiona, ale też z wyraźnie radosną miną słuchała feedbacku, podczas którego dowiedziała się, że troszczy się o zespół. Nie tylko o jego wyniki biznesowe, ale także o atmosferę w pracy.

A.G.: Zebrane podczas wywiadów informacje przekazujemy klientowi, który dzieli je na: pozytywne świadome, pozytywne nieświadome, negatywne świadome i negatywne nieświadome. Wszystkie grupy są interesujące i ważne, ale w dalszym etapie zajmujemy się tylko dwiema: „pozytywne świadome” i „negatywne nieświadome”, które klient personifikuje. Powstałe w ten sposób pary postaci kierują się często sprzecznymi wartościami. I jak tu je pogodzić? Razem z klientem pracujemy z postaciami, oddajemy im głos, by również one (spersonifikowane systemy wartości) wypowiedziały się na temat formułowanego celu, tak aby uwzględnić wszystkie potrzeby, oprzeć się w pełni na swoich zasobach i mieć pewność, że nikt w nas nie będzie bojkotować naszego celu.

K.R.: Klient musi zauważyć, że nawet najbardziej negatywna postać ma mu coś pozytywnego do zaoferowania?

D.B.: W coachingu POP nic nie dzieje się bez zgody klienta, ale też klient niczego nie musi! Wszelki przymus, nacisk, wymądrzanie się ze strony coacha lub mieszanie ról i stawanie się mentorem, instruktorem, konsultantem, terapeutą lub trenerem to koniec coachingu. W ten sposób nigdzie razem nie dojdziemy. Gdy klient pozna swoje zasoby, sam wybierze te postaci, które uzna za najlepsze do realizacji swojego celu. A coach zadaje pytania i czasem proponuje jakieś zadania. Reakcje klienta na alter ego coach ma tylko zauważyć i wnieść do rozmowy. Jeżeli rozmawiamy z kimś, kto jest poukładany, aktywny, zorganizowany i nagle wychodzi, że jest w nim jakiś bałaganiarz, ktoś, kto działa impulsywnie, bez planu, to jest to bardzo cenna informacja.

W jaki sposób możemy użyć tego nieuświadomionego wzorca do realizacji celu? Zadaniem coacha jest przede wszystkim wydobycie tego z klienta. Arnold Mindell, twórca POP, podkreśla konieczność pracy w duchu głębokiej demokracji. Każdy spersonifikowany wzorzec w nas, każda postać ma głos: nawet te „chaotyczne”, intuicyjnie działające mniejszości w nas – logicznych, konkretnych, biznesowo zorientowanych mają prawo zaistnieć w wewnętrznej psychologii. Ba! Często to one właśnie, gdy nie są marginalizowane, stanowią nasz najcenniejszy zasób!

Czy zdarzało się, że ktoś przerwał coaching i powiedział: „Nie, to nie dla mnie”.

A.G.: To, czy ta metoda pracy odpowiada klientowi, czy nie, widać już podczas pierwszej konsultacji, kiedy klient dowiaduje się, jak będziemy pracować. Czasem pojawiają się trudne emocje, np. przy pracy z linią życia, która polega na świadomym patrzeniu w przeszłość, obserwacji swoich wzlotów i upadków. Ale zazwyczaj klienci, którzy przychodzą na coaching, są gotowi na konfrontację ze swoją przeszłością, z oceną ze strony innych, a wtedy te ćwiczenia są dla nich cennymi odkryciami. Jest też przy tym sporo dobrej zabawy!

D.B.: Przyglądamy się ważnym w życiu klienta wydarzeniom, które on sam wybiera, są to np. osiągnięcia lub porażki w sferze zawodowej. Szukamy w nich zbieżności, podobieństw. Znałam kiedyś kogoś, dla kogo przełomowym, wręcz traumatycznym wydarzeniem były narodziny jego brata. Wtedy on, wówczas 10-latek, poczuł, że traci uwagę rodziców. Po prześledzeniu linii życia okazało się, że wszystkie pozytywne i negatywne wydarzenia w jego życiu były budowane na opozycji: brak uwagi – skupienie uwagi.

A co ze snami, o których wspomniałam na początku? Podobno najważniejszy jest pierwszy zapamiętany sen z dzieciństwa.

A.G.: Ze snów robimy komiksy! A tak na serio: pierwszy sen lub pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to ważna informacja. Klient rysuje poszczególne sekwencje snu czy wspomnienia, tak jak storyboard reklamy. I znowu jest sporo zabawy! A potem poddajemy ten komiks refleksji.

Zrobiłyśmy takie ćwiczenie z moim snem z dzieciństwa i muszę przyznać, że rezultat mnie mocno zaskoczył. Okazało się, że przez całe dorosłe życie nie lubię się otwierać, pokazywać swojego „miękkiego brzucha”.

D.B.: Ale nie musi się pani z tego powodu zamartwiać! Bo już pani to widzi – czarno na białym. Technika pracy ze snami w formie rysunku jasno i bezpośrednio daje wgląd w to, czego zwykle nie bierzemy pod uwagę. Ważne jest również, że dzięki tej formie analizy przestajemy się bać przeszłości – nawet jeśli sen jest makabryczny, a wspomnieniu towarzyszą niemiłe odczucia.

Kogoś analitycznego, kto nie myśli na co dzień o snach i podświadomości, trudno namówić na pracę w tym systemie.

A.G.: Paradoksalnie łatwiej. Im bardziej utożsamiamy się z konkretem, z czymś, co nazywamy uzgodnioną rzeczywistością, tym większą mamy potrzebę kontaktowania się z czymś nieracjonalnym, duchowym. Większość klientów mówi, że nie potrafi rysować, a potem trudno im odebrać kredki! Ale oczywiście prawdą jest, że wielu ludzi czuje opór np. wobec pracy z ciałem – warto o tym porozmawiać z klientem. Zapytać, co jest najtrudniejsze. Wykonać ćwiczenie razem z nim, a nawet czasem za niego. W końcu w tej podróży jesteśmy razem. Taka jest rola coacha. To ośmiela, otwiera na nowe doświadczenia. I znowu jest dobrą zabawą!

Kiedy w tej metodzie precyzuje się cel?

A.G.: Po diagnozie, która zajmuje 3, 4 sesje. Co prawda pracujemy ze snami, ale cel coachingowy musi być precyzyjny.

D.B.: Pytamy też klienta, w jakim miejscu jest teraz. Czy już na początku drogi, czy może trzeba coś jeszcze zakończyć, żeby pójść dalej.

A.G.: Malujemy w wyobraźni nasycony szczegółami obraz: starego świata – w którym nasz cel nie może być zrealizowany, oraz obraz nowego świata, w którym cel jest możliwy. Między nimi istnieje szczególny czas albo tzw. świat przerwy. Trzeba dookreślić każdy ze światów, by klient dokładnie poczuł, gdzie się znajduje.

Przerwa to czyściec?

D.B.: Nie. To moment, w którym nie myśli się za bardzo o celu, o działaniu, tylko się po prostu jest. To może potrwać dwa tygodnie albo miesiąc, czasem dłużej, w zależności od charakteru zmiany, która wiąże się z celem. To szczególny moment, w którym, jak mówią nasi nauczyciele, liczy się to, czy kawa ma dobry smak. I niewiele więcej. Jedna z klientek, pracująca nad tym, jak połączyć rolę bizneswoman i rolę matki, dosyć precyzyjnie dookreślała swoje trzy światy. Jej stary świat, w którym ciągle jeszcze mentalnie funkcjonowała, w którym nie można połączyć obu ról, był całkowicie patriarchalny.

Opisywała go plastycznie jako wioskę nad kołem podbiegunowym, w której mężczyźni przynoszą mięcho do domu i rzucają je na stół, a kobiety nie mają nic do powiedzenia. Liczą się mężczyźni, siła, przetrwanie, nie ma miejsca dla słabych. Świat przerwy określiła jako osadę w puszczy amazońskiej. Gorący klimat, bujna roślinność, jedzenie rosnące na drzewach. Nie trzeba się wysilać. Siebie widziała jako matkę leżącą na hamaku i karmiącą małe dziecko piersią. Mężczyźni przynoszą do wioski mięcho i porcjują je dla każdego. Jest cieplej, również w relacjach. Dzieci są ważne, towarzyszą rodzicom i uczą się.

Brzmi lepiej.

D.B.: Natomiast świat, w którym jej cel może być zrealizowany, w którym połączenie kariery zawodowej z rolą matki jest możliwe, a nawet oczywiste i naturalne, był półwyspem gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Funkcjonowały tam wszystkie nowoczesne technologie. Dzieci gdzieś się uczyły, ona z partnerem siedziała długo na plaży i patrzyli na morze, trzymali się za ręce. Nie było ani patriarchatu, ani matriarchatu, tylko połączone światy.

Ładna historia.

A.G.: Dookreślanie światów jest bardzo ważne. Czasem klient czuje opór przed wejściem do nowego świata, a czasem ma problem z wyjściem ze starego.

D.B.: Czasem okazuje się, że do osiągnięcia celu jeszcze dużo pracy przed nami. Moja klientka nie musiała nigdzie wyjeżdżać, a już na pewno nie za koło podbiegunowe, ale musiała się skoncentrować na tym, czego w starym świecie jeszcze nie zrobiła. A ponieważ ciągle walczyła o niezależność, nigdy nie poddała się nikomu, a zwłaszcza mężczyznom! Jednym z punktów planu wyjścia ze starego świata było codzienne włączenie komputera, otwieranie skrzynki mailowej i pytanie męża: „Kochanie, jest ważny mail, co proponujesz?”. Mąż wszedł w tę konwencję i udało się.

I co dalej?

A.G.: Wciąż jesteśmy w drodze! Na której, podobnie jak w baśniach o podróżach bohaterów, pojawiają się przeszkody. Zachęcamy do podjęcia zadań, które w symboliczny sposób pokażą to, co się w przyszłości ma realnie dokonać.

D.B.: Jedna z klientek przez dwa tygodnie codziennie robiła herbatę, ale nie tak zwyczajnie, tylko z ogromnym namaszczeniem, jakby parzyła ją dla mistrza zen. Siadała z tą herbatą na krześle i patrzyła w okno. Po co był jej ten rytuał? Normalnie o tej porze zawsze się spieszyła: poranna paranoja, szybkie śniadanie, dzieci do szkoły, pośpiech. Postanowiła to zmienić.

A.G.: Klient prowadzi też dzienniczek, w którym zapisuje, co zrobił, a czego nie.

D.B.: Wymyśla zadania, które przybliżają go z każdym dniem do prawdziwej zmiany, do wymarzonego celu.

A.G.: Rysuje znane z coachingu koło życia, analizując, w jakim obszarze dokonuje się wymagana zmiana, gdzie tak naprawdę angażuje swoją uwagę i energię, w jakim obszarze jego życia realizuje się już jego cel.

D.B.: Gdy zmniejsza się motywacja klienta, pomagamy mu ją odzyskać, wykonując z nim ciekawe ćwiczenia, takie jak Logo Projektu albo Mapa Wewnętrznego Zespołu.

A.G.: I w końcu docieramy do celu i razem z klientem stoimy na jego życiowym Mount Evereście!

D.B.: Ściskamy mu dłoń, mówiąc: „zawsze wiedziałam, że to zrobisz”..

Dane dotyczące klientów zostały zmienione.

Warto wiedzieć:

Psychologia procesu

Korzenie psychologii procesu sięgają wielu dziedzin, m.in. psychoanalizy, psychologii analitycznej Junga, teorii systemów, teorii komunikacji, taoizmu, fizyki kwantowej, a tak że wiedzy związanej z rdzennymi kulturami różnych części świata.

Ta metoda pracy została opracowana w latach 70. XX wieku przez Arnolda Mindella. Jego zdaniem, „relacje są sposobem, w jaki doświadczamy samych siebie”. Mindell rozwinął teorię Junga o pracę z ciałem i relacje.

Instytut Psychologii Procesu, w którym powstała metoda coachingu, o której rozmawiamy, współpracuje z Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu i Londynie oraz Process Work Institute w Portland OR. Nauczyciele tego kierunku psychoterapii w Polsce: Joanna Dulińska i Michał Duda kilka lat temu postanowili wykorzystać narzędzia psychologii procesu w coachingu. (DB)

Tematy:psychologiasny

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Coach nie jest terapeutą ani mentorem. Dowiedz się gdzie leży granica"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX