Czy zdarzało się, że ktoś przerwał coaching i powiedział: „Nie, to nie dla mnie”.

A.G.: To, czy ta metoda pracy odpowiada klientowi, czy nie, widać już podczas pierwszej konsultacji, kiedy klient dowiaduje się, jak będziemy pracować. Czasem pojawiają się trudne emocje, np. przy pracy z linią życia, która polega na świadomym patrzeniu w przeszłość, obserwacji swoich wzlotów i upadków. Ale zazwyczaj klienci, którzy przychodzą na coaching, są gotowi na konfrontację ze swoją przeszłością, z oceną ze strony innych, a wtedy te ćwiczenia są dla nich cennymi odkryciami. Jest też przy tym sporo dobrej zabawy!

D.B.: Przyglądamy się ważnym w życiu klienta wydarzeniom, które on sam wybiera, są to np. osiągnięcia lub porażki w sferze zawodowej. Szukamy w nich zbieżności, podobieństw. Znałam kiedyś kogoś, dla kogo przełomowym, wręcz traumatycznym wydarzeniem były narodziny jego brata. Wtedy on, wówczas 10-latek, poczuł, że traci uwagę rodziców. Po prześledzeniu linii życia okazało się, że wszystkie pozytywne i negatywne wydarzenia w jego życiu były budowane na opozycji: brak uwagi – skupienie uwagi.

A co ze snami, o których wspomniałam na początku? Podobno najważniejszy jest pierwszy zapamiętany sen z dzieciństwa.

A.G.: Ze snów robimy komiksy! A tak na serio: pierwszy sen lub pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to ważna informacja. Klient rysuje poszczególne sekwencje snu czy wspomnienia, tak jak storyboard reklamy. I znowu jest sporo zabawy! A potem poddajemy ten komiks refleksji.

Zrobiłyśmy takie ćwiczenie z moim snem z dzieciństwa i muszę przyznać, że rezultat mnie mocno zaskoczył. Okazało się, że przez całe dorosłe życie nie lubię się otwierać, pokazywać swojego „miękkiego brzucha”.

D.B.: Ale nie musi się pani z tego powodu zamartwiać! Bo już pani to widzi – czarno na białym. Technika pracy ze snami w formie rysunku jasno i bezpośrednio daje wgląd w to, czego zwykle nie bierzemy pod uwagę. Ważne jest również, że dzięki tej formie analizy przestajemy się bać przeszłości – nawet jeśli sen jest makabryczny, a wspomnieniu towarzyszą niemiłe odczucia.

Kogoś analitycznego, kto nie myśli na co dzień o snach i podświadomości, trudno namówić na pracę w tym systemie.

A.G.: Paradoksalnie łatwiej. Im bardziej utożsamiamy się z konkretem, z czymś, co nazywamy uzgodnioną rzeczywistością, tym większą mamy potrzebę kontaktowania się z czymś nieracjonalnym, duchowym. Większość klientów mówi, że nie potrafi rysować, a potem trudno im odebrać kredki! Ale oczywiście prawdą jest, że wielu ludzi czuje opór np. wobec pracy z ciałem – warto o tym porozmawiać z klientem. Zapytać, co jest najtrudniejsze. Wykonać ćwiczenie razem z nim, a nawet czasem za niego. W końcu w tej podróży jesteśmy razem. Taka jest rola coacha. To ośmiela, otwiera na nowe doświadczenia. I znowu jest dobrą zabawą!

Kiedy w tej metodzie precyzuje się cel?

A.G.: Po diagnozie, która zajmuje 3, 4 sesje. Co prawda pracujemy ze snami, ale cel coachingowy musi być precyzyjny.

D.B.: Pytamy też klienta, w jakim miejscu jest teraz. Czy już na początku drogi, czy może trzeba coś jeszcze zakończyć, żeby pójść dalej.

A.G.: Malujemy w wyobraźni nasycony szczegółami obraz: starego świata – w którym nasz cel nie może być zrealizowany, oraz obraz nowego świata, w którym cel jest możliwy. Między nimi istnieje szczególny czas albo tzw. świat przerwy. Trzeba dookreślić każdy ze światów, by klient dokładnie poczuł, gdzie się znajduje.