
Kupiec ukrył bransolety przed najazdem Batu-chana
Sercem skarbu jest kolekcja 573 kompletnych, szklanych bransolet. To liczba, która robi wrażenie, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że wcześniej na tych terenach nie znaleziono nigdy takiego zestawu nieuszkodzonych ozdób. Badacze wyodrębnili wśród nich aż 109 różnych typów: od spiralnie skręconych po gładkie i o przekroju trapezowym. Zachwyca ich kolorystyka: zieleń, błękit, fiolet, żółcień i złoto. Średnica każdej z nich mieści się między 4 a 6 centymetrów. Datowanie jest tu kluczowe. Wszystko wskazuje na to, iż kosztowności zostały ukryte pod koniec zimy 1241 roku. To moment, w którym armia Batu-chana, wnuka Czyngis-chana, parła na zachód, siejąc postrach. Właściciel, najprawdopodobniej kupiec, w ostatniej chwili przed katastrofą zdecydował się zakopać swój towar. Jego nadzieja na powrót po ustaniu niebezpieczeństwa nigdy się nie spełniła. Dla nas to szczęście w nieszczęściu, bo dzięki jego desperackiej decyzji mamy dziś niezwykle kompletny zbiór.
Czytaj też: Prehistoryczna pieczęć z Turcji ujawnia tajemnice pierwszych społeczeństw świata
Choć bransolety stanowią główny liczbowo element skarbu, nie są jego jedyną wartością. Wśród znalezisk uwagę przykuwa masywny krzyż-enkolpion, czyli rodzaj noszonego na piersi relikwiarza, świadczący o statusie i pobożności. Odnaleziono także 17 innych krzyżyków: brązowych i marmurowych, 18 romboidalnych sprzączek oraz pięć srebrnych zausznic, charakterystycznych dla słowiańskiej kultury. Dla określenia profesji pierwotnego właściciela kluczowe są jednak inne artefakty. Ołowiana nakładka z motywem stylizowanego, trójzębnego sokoła, srebrny pierścień tarczowy czy brązowy kiścień to cenne znaleziska. Bezwzględnie potwierdza to jednak ołowiana plomba typu dorogoczyńskiego. Tego typu pieczęcie służyły do zabezpieczania towarów, a ich obecność w tym miejscu niemal jednoznacznie wskazuje, że mamy do czynienia z majętnym handlarzem. Dla archeologów jest to okazja do głębszych studiów. Szklane bransolety z okresu przedmongolskiego były popularne, ale w wykopaliskach przeważają ich fragmenty.
Eksponaty trafią do muzeum we Włodzimierzu
Wszystkie przedmioty z tego niezwykłego depozytu mają trafić do zbiorów Włodzimierskiego Muzeum Historycznego im. Omeliana Dwernickiego. Rozważana jest również możliwość wypożyczenia części kolekcji do innych ukraińskich muzeów, aby szersza publiczność mogła ją zobaczyć. Odkrycie jest efektem współpracy Wołyńskiej Ekspedycji Archeologicznej z Instytutem Archeologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy oraz Wołyńskim Narodowym Uniwersytetem im. Łesi Ukrainki.
Czytaj też: Najstarszy komputer świata powstał jeszcze przed Chrystusem. Naukowcy wciąż się o niego kłócą
Przeprowadzone w ubiegłym roku wykopaliska ratownicze były więc wyjątkowo owocne w skutkach. Patrząc na te piękne, kolorowe bransolety i solidne krzyże, trudno nie myśleć o ich twórcach i użytkownikach. To namacalny ślad codziennego życia, które nagle zostało przerwane przez wielką historię. Każdy z tych przedmiotów był kiedyś czyjąś własnością, ozdobą, czy narzędziem wiary. Dziś, po niemal ośmiu stuleciach, milcząco opowiadają nam o tamtym świecie, który przeminął w ogniu i dymie najazdu. A przecież – z punktu widzenia polskie historii – nie było to jedynym tragicznym i brutalnym wydarzeniem dla mieszkańców Wołynia.

