Czytaj także: Mamuśki rządzą!

Naukowcy przeanalizowali 90-letnią historię narodzin zwierząt w ogrodzie zoologicznym w San Diego. W ten sposób doszli do wniosków, które mogą stać się podstawą biologii ewolucyjnej - ssaki, kierując się nieznanym mechanizmem fizjologicznym manipulują stosunkami seksualnymi w ramach bardzo efektywnej strategii adaptacyjnej.

- To prawdziwy kamień milowy we współczesnej biologii ewolucyjnej. Udało nam się uzyskać dane, które ostatecznie pokazują, że samice wpływają na płeć swojego potomstwa po to, by na świat przyszło więcej wnuków - podsumował Joseph Garner autor badania, które 10 lipca opublikowano w PLoS ONE.

Naukowcy zgromadzili rodowody trzech pokoleń ponad 2 tys. zwierząt. Pozwoliło im to dostrzec, że "dziadkowie" i "babcie" potrafili strategicznie wybierać, czy na świat przyjdzie samiec, jeśli miał on być na tyle silnym osobnikiem, że mógł przynieść im wnuki. Cały proces w dużej mierze kontrolowały samice.

- Lubimy myśleć reprodukcji jako o konkurowaniu samców i samicach, które posłusznie wybierają zwycięzcę. Ale w rzeczywistości samice, które znacznie więcej inwestują niż samce, podejmują strategiczne decyzje oparte na warunkach środowiska, ich stanie zdrowia oraz "jakości" swojego partnera. Zaskakujące jest to, że samice wybierają nasienie, które w przyszłości najbardziej przysłuży się ich interesom. Plemniki są tak naprawdę tylko pionkami w grze, która rozgrywa się na przestrzeni pokoleń  - mówi Joseph Garner.