Według pierwotnego planu mieli sowieckiego ambasadora i jego żonę otruć. Ostatecznie rzucili się na parę z młotkiem. Kobietę zabili od razu. Mężczyzna, mimo otrzymanych ciosów, jeszcze żył. Wtedy oprawca ukląkł mu na piersiach i zaczął go dusić… To nie opis filmowego thrillera, lecz akcji NKWD przeciw własnym ludziom.

Okazuje się bowiem, że szał wielkiej czystki, którą rozpętał Stalin w latach 30., dotknął również oficerów służb wywiadowczych ZSRR. Jest to o tyle zdumiewające, że nie stanowili potencjalnego zagrożenia dla samego Stalina. Ponadto mieli na koncie spektakularne sukcesy operacyjne. Mimo to w sierpniu 1937 r. Ludowy Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego Nikołaj Jeżow – zwany „krwawym karłem” ze względu na zaledwie 156 cm wzrostu – wydaje rozkaz, aby „zabić wszystkich członków siatki szpiegowskiej”.

Do 1940 r. życie traci ponad 3 tys. funkcjonariuszy wywiadu wojskowego GRU oraz 23 tys. członków policji politycznej (CzeKa i jej następców, zajmujących się m.in. wywiadem i kontrwywiadem). Według Marka Sołonina, rosyjskiego autora „Prania mózgu”, czystki w wywiadzie spowodowały, że w przededniu ataku Hitlera na ZSRR brakowało szczegółowych wywiadowczych informacji operacyjnych: kiedy? gdzie? jakimi siłami? Jak pisał Sołonin, „temu zadaniu niewątpliwie trudniejszemu od zbierania plotek na przyjęciach dyplomatycznych – wywiad sowiecki nie sprostał”.

OSTRZEŻENIE

Jakowa Blumkina zdradziła piękna kobieta. Ale nie tylko dlatego jego życiorys nadaje się na scenariusz filmu o romantycznym czekiście rewolucjoniście. Był geniuszem językowym – posługiwał się jidysz, polskim, rosyjskim, perskim i hebrajskim. Trafił do powstających specsłużb jako jeden z pierwszych, już w 1918 r. Miał wtedy niecałe 20 lat. Jednak sama praca wywiadowcy wydawała mu się chyba za nudna. Potrzebował więcej wrażeń, więc z kolegą z radykalnej partii eserowców zaangażował się w przygotowanie zamachu na ambasadora Niemiec w Rosji. Liczyli na zerwanie postanowień traktatu brzeskiego, ustanawiającego pokój w stosunkach pomiędzy oboma państwami.

Blumkin czaił się w zaułkach Moskwy, wyczekując niemieckiej limuzyny, ale z zamachu nic nie wyszło. Koledzy z CzeKa w porę wykryli spisek. Jednak Blumkin oprócz nagany nie doznał innych nieprzyjemności! Najpewniej wpływ na taki obrót sprawy miał jeden z przywódców rewolucji Lew Trocki, który wypatrzył młodego oficera i uczynił swoim protegowanym.

Później ta protekcja miała się odbić Blumkinowi czkawką. Po wojnie domowej zaczął pracować w wywiadzie zagranicznym na Bliskim Wschodzie i w Turcji. Tam z powodzeniem sprzedawał starożytne pisma żydowskie zrabowane podczas rewolucji. W 1929 r. spotkał się potajemnie z wygnanym Trockim i zaoferował się zostać jego łącznikiem z pozostałymi w ZSRR stronnikami. Były szanse na powodzenie takiej inicjatywy, lecz wówczas spadł na Blumkina cios z niespodziewanej strony.

Zoja Zarubina, jego żona (która potem użyczała swych wdzięków amerykańskim dyplomatom podczas konferencji w Teheranie w 1943 r.), doniosła specsłużbom o tajnych kontaktach męża. W trybie pilnym został wezwany do Moskwy, przesłuchany i stracony na rozkaz Stalina. To pierwszy przypadek, aby tak „ustosunkowanego” członka partii skazano na śmierć – zapowiedź masowych czystek, jakie dosięgły wywiad sowiecki kilka lat później.

 

KODY I ORGIE

Doskonałym przykładem tego, że czystki nie omijały najlepszych, jest los Gleba Bokija. Należał do tzw. starych bolszewików. Działalność konspiracyjną rozpoczął 20 lat przed rewolucją październikową. Konspiracja, alkohol i kobiety – to było jego życie… W 1918 r. wstąpił do CzeKa i powołał tam komórkę wywiadu radiowego. Była to wówczas najbardziej rozwinięta technologicznie część służb.

Bokij był też żołnierzem: walczył w obronie Piotrogrodu podczas ofensywy armii „białych” oraz w Azji Środkowej. Po wojnie w 1920 r. wrócił do wywiadu. Nadal kierował komórką wywiadu radiowego i dekryptażu. Odniósł wiele znaczących sukcesów, łamiąc kody używane przez siły antybolszewickie. Miał jedną – w oczach Stalina – wadę: wysoko oceniał go Trocki, były komisarz ds. wojny i floty. Bokij okazał się też zbyt jurny. Jednym z zarzutów postawionych mu w 1937 r. było organizowanie orgii seksualnych. Brały w nich udział młode adeptki wywiadu i żony funkcjonariuszy NKWD. W purytańskim Kraju Rad, gdzie można było mieć legion kochanek, byle nie afiszować się z nimi, Bokij okazał się wyjątkowo nieostrożny.

Na karę śmierci został skazany oczywiście nie za orgie, ale za działalność konspiracyjną, jesienią 1937 r. Istnieją jednak wiarygodne świadectwa, że władze tak doceniały jego profesjonalizm, że zwlekały z wykonaniem kary. Ponoć długo jeszcze zlecały mu zadania z dekryptażu i Bokij zmarł w więzieniu śmiercią naturalną w 1940 lub 1941 r.

TWÓRCY FIKCJI

Na początku lat 20. sowiecki wywiad przeprowadził najsynniejszą, a jednocześnie bardzo skomplikowaną operację wywiadowczą. Do historii przeszła pod nazwą „Trust”. Stanowiła początek działań określanych w języku rosyjskim jako „maskirowka”, czyli strategiczna długofalowa dezinformacja. W jej ramach sowiecki wywiad powołał w 1921 r. fikcyjną antykomunistyczną Monarchistyczną Organizację Azji Środkowej. Na ten fikcyjny byt nabrały się wywiady m.in. Polski, Francji i Wielkiej Brytanii oraz oczywiście emigranci polityczni, marzący o odsunięciu bolszewików od władzy. Emigranci i szpiedzy służb zachodnich przyjeżdżali do Związku Radzieckiego na spotkania z ową nieistniejąca opozycją, a kończyli w podziemiach Łubianki – pobici i zastrzeleni. Autorami tej genialnej operacji było dwóch ludzi: Artur Artuzow oraz Michaił Trilisser.

 

Artuzow, syn szwajcarskich emigrantów, wstąpił do wywiadu w wieku 28 lat i bardzo szybko piął się po szczeblach kariery. Uchodził za jednego z najbardziej błyskotliwych oficerów służb. W latach 1931–1936 był nawet szefem sowieckiego wywiadu zagranicznego. Stał się jednym z budowniczych sowieckiej potęgi szpiegowskiej. Zgubiła go zbytnia niezależność. Dziwne, że nie bronił się, wykorzystując swoją wiedzę o najwyżej postawionych przywódcach (np. na początku lat 20. był odpowiedzialny za „opiekę” nad Clare Sheridan – atrakcyjną młodą brytyjską rzeźbiarką, kuzynką Churchilla i kochanką Trockiego oraz Kamieniewa, czyli osobistych wrogów Stalina). Został aresztowany w maju 1937 r. i stracony trzy miesiące później. W swojej celi jedynym niezłamanym palcem wydrapał na ścianie napis: „Obowiązkiem uczciwego człowieka jest zabicie Stalina”.

Podobny los spotkał jego przyjaciela i poprzedniego szefa wywiadu zagranicznego Michaiła Trilissera, z którym współtworzył operację „Trust”. Trilisser miał bogate doświadczenie konspiracyjne. Z bolszewikami związał się już na początku XX w. Brał udział w rewolucji 1905 r., za co trafił na sześć lat do więzienia i na Syberię. Jako szef wywiadu zagranicznego w latach 1922–1930 rozbudowywał siatki szpiegowskie, wykorzystując nierosyjskich współpracowników. Swoją karierę kontynuował w Kominternie, zajmując się podobną działalnością. Został jednak uznany za trockistę. Podczas przesłuchania złamano mu kości rąk i nóg oraz oślepiono go. Został stracony parę lat po Artuzowie.

ŚMIERĆ „NIELEGAŁOM”

Aresztowania, tortury i egzekucje nie ominęły też odnoszących największe sukcesy „nielegałów”, czyli szpiegów posługujących się fikcyjnymi nazwiskami i pracujących poza oficjalnymi strukturami ambasad. Wprowadzenie instytucji „nielegała” to też oryginalny pomysł sowieckiego wywiadu.

Jednym z najbardziej przedsiębiorczych był przystojny brunet Dimitrij Bystroletow, pracujący na przełomie lat 20. i 30. w Europie Zachodniej. Swoich informatorów werbował, przedstawiając się jako Brytyjczyk, Grek czy nawet Czech. Jego agenci zinfiltrowali ministerstwa obrony Niemiec i Francji oraz służby zagraniczne Wielkiej Brytanii. Zdobyli m.in. tajne kody do korespondencji dyplomatycznej. Wśród agentów było wiele kobiet, które nie potrafiły oprzeć się jego magnetycznemu urokowi. W 1937 r. został wezwany do Moskwy, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec, i poddany brutalnemu śledztwu. Zapewne przyznaniu się do winy zawdzięczał ocalenie życia. Został zesłany do obozu pracy przymusowej, który opuścił po śmierci Stalina.

Mniej szczęścia miał Theodor Maly (Mally), którego działalność otacza legenda. Jest doskonałym przykładem, z jak nietypowych ludzi sowiecki wywiad czynił gwiazdy szpiegostwa. Węgier, były ksiądz i kapelan armii austriackiej na froncie wschodnim, wzięty do rosyjskiej niewoli, zrzucił sutannę i został bolszewikiem. Brał udział w wojnie domowej i ustanawiał sowieckie porządki na Krymie i w Moskwie. Był też zastępcą szefa kontrwywiadu, aż w 1932 r. wyjechał na fałszywych papierach na Zachód. Próbował werbować studentów Cambridge, m.in. gejów i biseksualistów o prokomunistycznych sympatiach. Dwa lata później upolował swoją największą zdobycz: Kima Philby’ego, wówczas młodego studenta z szanowanej brytyjskiej rodziny. Przez następne trzy dekady Philby był jednym z najważniejszych szpiegów sowieckich, a jednocześnie szefem brytyjskiego kontrwywiadu MI6 i poważnym kandydatem na szefa całego wywiadu (zdekonspirowany, musiał uciekać z kraju dopiero w 1963 r., resztę życia spędził w Moskwie). Maly tego nie doczekał. W 1938 r. został wezwany do moskiewskiej centrali. Tam czekała go śmierć.

Za uwięzienie Bystroletowa i śmierć Maly’ego odpowiadał inny równie skuteczny szpieg Jakow Serebriański, który pracował w latach 20. i 30. w Persji, Europie Zachodniej i USA. O „nielegałach” posiadał ogromną wiedzę, bo kierował specjalną komórką NKWD, kontrolującą pracę 212 takich szpiegów w 16 krajach. Aresztowany i torturowany, zaczął obciążać swoich współpracowników. To nie uchroniło go od najwyższego wyroku, jednak nowy Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSRR Ławrientij Beria najwyraźniej docenił jego profesjonalizm i uwolnił z więzienia. Serebriański wrócił do pracy i podczas wojny zaangażował się w rozwój ruchu partyzanckiego. Werbował niemieckich jeńców, których następnie odsyłał za linię frontu. Padł ofiarą czystki po aresztowaniu i skazaniu Berii. Ponownie trafił do celi i zmarł w niej trzy lata później, w 1956 r.

 

MORDERSTWO W POCIĄGU

Gdy Iwan Bowkun-Ługaniec, ambasador pełnomocny w Chinach, odebrał w maju 1939 r. wezwanie do Moskwy, mógł spodziewać się najgorszego. Znał system i jego sposoby działania. W latach 20. zwalczał „bandytyzm” na Ukrainie. W początkach lat 30. jako zastępca szefa pograniczników pilnował, aby nikomu nie udało się uciec z państwa powszechnego szczęścia i dobrobytu. Nie uchroniło go to od odsiadki za udział w fikcyjnej „Ukraińskiej Organizacji Wojskowej”. Był wtedy przesłuchiwany, ale nie przyznał się do przestępstw wobec państwa. Po czterech miesiącach, w lutym 1934 r., zwolniono go z „braku przekonujących dowodów”.  Mógł kontynuować karierę.

W 1937 r. ten były kolejarz, nieznający Chin i chińskiego, udał się do Państwa Środka. Nie wiadomo, dlaczego postanowiono go wyeliminować. Na miejsce morderstwa wybrano uroczą willę wypoczynkową w kurorcie Ckaltubo w Gruzji. Dwa dni po przyjeździe ambasadora w willi pojawili się funkcjonariusze NKWD, aby go otruć. Do akcji jednak nie doszło, bo decydenci zawahali się przed ewentualnymi konsekwencjami skrytobójstwa na osobie dość znanej i szanowanej. Nagła śmierć tak pośpiesznie wezwanego ambasadora mogłaby wywołać niepotrzebne pytania… 

Postanowiono, że Bowkun-Ługaniec będzie musiał przyznać się do spiskowania, a to przypieczętuje jego los. Został nocą potajemnie aresztowany i przewieziony do Moskwy. Tam specjaliści z pionu śledczego dość szybko uzyskali potrzebne zeznania. Ambasador – jak się okazało – „należał” do spisku stworzonego przez byłego szefa NKWD Jeżowa. Jako współuczestników spisku wskazał również dwóch oficerów wywiadu NKWD w Chinach: Michaiła Ganina i Nikołaja Tarabarina (których po brutalnym śledztwie i wyroku skazującym zgładzono w 1940 r.). Sam Bowkun-Ługaniec mógł czekać tylko na jedno: śmierć przez rozstrzelanie. Stalin postanowił jednak inaczej, ponieważ wyrok skazujący ambasadora mógł wywołać kolejną falę pytań.

Agenci upozorowali więc wypadek samochodowy. Bowkun-Ługańca wsadzono z żoną do pociągu, zmierzającego do gruzińskiego uzdrowiska. Miała to być rzekomo nagroda za współpracę z władzami. Jednak gdy spokojny i szczęśliwy oglądał widoki za oknami wagonu, został zaatakowany młotkiem przez trójkę morderców podróżujących wraz z nim. Podobny los spotkał jego żonę. Zwłoki zapakowano w worki i przewieziono nad jedną z górskich przełęczy. Tam posadzono ich w samochodzie i zepchnięto w przepaść. Na uroczysty pogrzeb w Tbilisi przyszły tłumy dziewać Gruzinów, a prasa ogólnokrajowa i regionalna zamieściła wzniosłe nekrologi.

 

PECHOWCY Z GRU

Wprost nieprawdopodobne represje dotknęły wywiad wojskowy GRU. W latach 1937– –1941 zabito prawie wszystkich szefów tej instytucji. Jako jedyny dość nietypowe „szczęście” miał Siemion Arałow, pierwszy szef wywiadu wojskowego. Aresztowany w 1938 r., przesiedział cztery lata w więzieniu, a następnie – zdegradowany z pułkownika do szeregowca – trafił do karnego batalionu na front II wojny światowej. W 1945 r. przywrócono go do pracy w GRU, aby rok później ponownie aresztować i wysłać do łagru na 10 lat.

Po śmierci Stalina i Chruszczowowskiej odwilży został uwolniony i powołany na wiceszefa wywiadu wojskowego. Nie przetrwał tam roku. W ramach kolejnych czystek, tym razem obejmujących ludzi marszałka Grigorija Żukowa, ponownie zwolniono go ze służby. Aż nieprawdopodobne, że po tak burzliwym życiu zmarł w swoim łóżku w 1969 r. Inni eksszefowie GRU nie dostąpili uroków spokojnej starości. Aleksandr Nikonow, Jan Berzin i Józef Unszlicht zostali zlikwidowani tego samego dnia: 29 lipca 1938 r. Kolejny, Siemion Uricki, nie przetrwał nawet tego roku. Rozstrzelano go już w listopadzie 1937 r. Ostatni na tej liście był gen. Iwan Proskurow, wybitny lotnik i bohater wojny domowej w Hiszpanii, zabity strzałem w głowę w 1941 r.

WYMIANA KADR

Dlaczego w ogóle doszło do czystki na funkcjonariuszach NKWD i GRU? Według Davida E. Murphy’ego, oficera CIA w Berlinie i późniejszego szefa wydziału rosyjskiego, były „rzekomo prowadzone po to, aby nie dopuścić do stworzenia niemieckiej piątej kolumny podczas wojny, jednak czas pokazał, że chodziło o to, aby nie stworzyła się komunistyczna piąta kolumna, samodzielna i niezależna od Stalina”.

Jednak do dziś historycy spierają się, o co naprawdę chodziło. Jedni wskazują na chorobliwą nienawiść i podejrzliwość Stalina. Drudzy – na jego strach przed byłymi towarzyszami, mogącymi ujawnić ciemne strony „wodza narodów”. Jeszcze inni stawiają na Stalinowską obsesję – obawę przed spiskami i strach przed utratą władzy. Faktem pozostaje, że w wyniku czystek ZSRR utracił tysiące zdolnych oficerów armii i funkcjonariuszy służb specjalnych, ale jednocześnie otworzył drogę awansu dla nowych, młodych kadr. Dały Kremlowi dominację nad krajem i Europą Środkową na następne pięćdziesiąt lat.