Starożytna bateria spod Bagdadu. Ekspertyzy ujawnił zaawansowaną wiedzę techniczną jej twórców

Gliniane naczynie z żelaznym prętem otoczonym miedzianym cylindrem. Ten niepozorny artefakt, odkryty w 1938 roku w okolicach Bagdadu, od dziesięcioleci stanowi zagadkę dla historyków i naukowców. Czy rzeczywiście dawni mieszkańcy Mezopotamii posiedli tajniki elektrochemii na długo przed oficjalnym wynalezieniem ogniwa galwanicznego? Niezależny badacz Alexander Bazes opublikował właśnie pracę, która kwestionuje dotychczasowe interpretacje tego znaleziska.
...

Dwa ogniwa w jednym: nowe spojrzenie na konstrukcję

Bazes zauważył dwa elementy często pomijane wcześniej, czyli obecność lutu oraz sam ceramiczny dzban, który mógł pełnić funkcję zewnętrznego ogniwa. W połączeniu z wewnętrznym ogniwem żelazno-miedzianym tworzyłoby to układ szeregowy, zwiększający napięcie.

Czytaj też: Wielka Piramida w Gizie jest starsza o dziesiątki tysięcy lat? Kontrowersyjne doniesienia inżyniera

Obecne badanie, poprzez odtworzenie, rozwiewa tę wątpliwość, uwzględniając dwa wcześniej zaniedbane aspekty konstrukcji artefaktu, a mianowicie użycie lutu i funkcję ceramicznego dzbana, które razem tworzą wcześniej nierozpoznane drugie źródło napięcia dla urządzenia: wodną baterię cynowo-powietrzną – wyjaśnia Bazes

Według pomiarów Bazesa, takie połączenie mogło generować napięcie przekraczające 1,4 wolta. To wystarczająco, by zaobserwować wyraźne efekty elektrochemiczne, jak galwanizacja czy nawet rozkład wody. Dla porównania, repliki testowane przez twórców programu Pogromcy mitów, zasilane sokiem cytrynowym, dawały ledwie pół wolta. Różnica jest więc znacząca. Artefakt trafił do szerszej świadomości dzięki niemieckiemu archeologowi Wilhelmowi Königowi, który natknął się na niego pod koniec lat 30. XX wieku. Datowanie wskazuje na około 225 rok. König jako pierwszy wysnuł śmiałą hipotezę, że to prastare ogniwo galwaniczne. Po wojnie inżynier Willard Gray postanowił to sprawdzić, napełniając replikę sokiem winogronowym. Uzyskane napięcie 1,5-2 woltów potwierdziło, iż obiekt może działać jako źródło prądu. Kolejny krok wykonano w latach 70., gdy niemieccy badacze wykorzystali serię takich replik do pozłocenia przedmiotu metodą elektrochemiczną. Eksperyment zakończył się sukcesem, co zdaje się potwierdzać praktyczne zastosowanie.

Możliwe zastosowania starożytnej baterii

Jeśli założymy, że był to rodzaj baterii, pojawia się kluczowe pytanie: do czego służył? Najbardziej prawdopodobne wydaje się zastosowanie w galwanizacji, czyli pokrywaniu przedmiotów cienką warstwą szlachetnego metalu. Inna koncepcja mówi o medycynie, analogicznie do stosowania węgorzy elektrycznych w starożytnej Grecji. Najbardziej barwna teoria dotyczy sfery religijnej. Paul Craddock przedstawia intrygujący scenariusz wykorzystania w rytuałach:

Statua boga mogłaby być podłączona, a następnie kapłan zadawałby pytania. Gdybyś udzielił złej odpowiedzi, dotknąłbyś statuy i otrzymałbyś niewielki wstrząs wraz z być może małym, tajemniczym niebieskim błyskiem światła. Gdybyś odpowiedział poprawnie, oszust lub kapłan mógłby odłączyć baterie i nie nastąpiłby żaden wstrząs

Czytaj też: Odkryli święte jezioro. To pierwsze takie znalezisko w historii egiptologii

Mimo przekonujących eksperymentów, środowisko archeologiczne zachowuje daleko idącą ostrożność. Podstawowy problem to brak szerszego kontekstu: nie znaleziono innych podobnych artefaktów, nie ma wyraźnych śladów stosowania galwanizacji w tamtym okresie ani wzmianek o elektroterapii. Przypomina tu przykład Thora Heyerdahla, którego wyprawa statkiem Ra wykazała, że egipską łodzią dało się pokonać Atlantyk. To jednak nie dowodzi, że starożytni rzeczywiście podejmowali takie podróże.