Wyjątkowe odkrycie na dnie Morza Jońskiego. To statek z czasów Jezusa

Głęboko pod taflą Morza Jońskiego, u wybrzeży apulijskiego Gallipoli, spoczywa milczący świadek starożytnej globalizacji. To wrak statku, który zatonął, gdy Cesarstwo Rzymskie sięgało szczytu potęgi. Jego odkrycie nie byłoby możliwe bez nowoczesnej technologii, która pozwala zaglądać w miejsca niedostępne dla nurków. Co tak cennego wiózł ten statek i czego możemy się dzięki niemu dowiedzieć o gospodarce sprzed wieków?
...

Podwodne drony w akcji

Odnalezienie wraku to zasługa zdalnie sterowanego pojazdu podwodnego należącego do włoskiej Guardia di Finanza. Formacja znana głównie z walki z przestępczością wykorzystuje swój zaawansowany sprzęt także w celach archeologicznych. Dron dotarł na głębokość, na której ciśnienie i ograniczona widoczność wykluczają standardowe nurkowanie. Odkryty wrak pochodzi z I wieku i przez stulecia pozostawał nietknięty, właśnie dzięki trudno dostępnej lokalizacji.

Czytaj też: To miasto miało być nie do zdobycia. Starożytne tabliczki pokazują prawdę

Takie technologie stają się coraz powszechniejsze w archeologii morskiej. Pozwalają na wstępną dokumentację bez fizycznej ingerencji, co minimalizuje ryzyko zniszczenia zabytku oraz zwiększa bezpieczeństwo. To ważny krok naprzód, choć wiąże się ze sporymi kosztami. Dalsze, szczegółowe badania będą już wymagały zaplanowania specjalistycznej misji.

Transport oliwy z hiszpańskiej Andaluzji

Ładunek stanowią amfory znane jako Dressel 20. To charakterystyczne naczynia z dwoma uchwytami, produkowane w rzymskiej prowincji Hispania Baetica, czyli na terenie dzisiejszej Andaluzji. Służyły niemal wyłącznie do przewozu oliwy z oliwek, która w tamtym czasie była towarem podstawowym. Używano jej do gotowania, oświetlania, a nawet na potrzeby higieny osobistej.

Oliwa z tego regionu cieszyła się w Rzymie doskonałą reputacją. Masowa produkcja pozwalała zaopatrywać nie tylko stolicę imperium, lecz również odległe posterunki wojskowe. Pojedyncza amfora mogła pomieścić około 70 litrów płynu, a jej pusta waga przekraczała 30 kilogramów. Ładunek z Gallipoli to zatem dziesiątki tysięcy litrów cennego produktu. Choć sam fakt handlu oliwą między Hiszpanią a Italią nie jest nowiną, to każde nowe znalezisko pomaga zweryfikować dotychczasowe szacunki dotyczące skali tego zjawiska.

Morze Jońskie, czyli starożytna autostrada handlowa

Pozycja wraku u wybrzeży Gallipoli potwierdza, że Morze Jońskie stanowiło kluczowy odcinek morskiej drogi łączącej zachodnią i wschodnią część basenu Morza Śródziemnego. Statki płynące z Hiszpanii często wybierały dłuższą, ale bezpieczniejszą trasę wzdłuż wybrzeży Afryki Północnej, by następnie skręcić na północ między Sycylią a Peloponezem. Gallipoli, leżące na „pięcie” włoskiego buta, było naturalnym punktem postoju przed ostatnim etapem podróży do Rzymu, Neapolu czy Brundisium. Kolejne etapy dotychczasowych badań mogą obejmować szczegółową inwentaryzację miejsca oraz ewentualne wydobycie wybranych artefaktów dla celów naukowych.

Czytaj też: Słynny wódz wikingów już się nie ukryje. Archeolodzy odnaleźli grób syna Ragnara Lodbroka

Archeolodzy nie mają wątpliwości, że dno morskie wciąż skrywa niezliczone podobne wraki. Każde takie odkrycie dostarcza namacalnych dowodów, a nie tylko zapisków historycznych. Analiza drewna kadłuba, techniki jego łączenia czy rozmieszczenia ładunku może rzucić światło na kwestie, o których starożytne źródła milczą. W przypadku tego statku z Gallipoli kluczowe będzie ustalenie, czy zatonął w wyniku sztormu, błędu nawigacyjnego, czy może innego zdarzenia.