powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Nauka

To zjawisko miało być rodzajem zorzy polarnej. Okazało się czymś zupełnie innym

STEVE, czyli Strong Thermal Emission Velocity Enhancement, to zjawisko przypominające na pierwszy rzut oka zorzę polarną. Zidentyfikowane w 2016 roku, zostało niedawno uznane za fenomen o odrębnej naturze.

A
Aleksander Kowal
14.12.2023·3 minuty·
To zjawisko miało być rodzajem zorzy polarnej. Okazało się czymś zupełnie innym
Chcesz czytać więcej treści jak „To zjawisko miało być rodzajem zorzy polarnej. Okazało się czymś zupełnie innym"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

 Sprawą zainteresowała się Claire Gasque z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Paradoksalnie, pomimo doświadczenia w badaniach poświęconych zorzom polarnym, na temat związany ze STEVE natknęła się w czasie ekspertyz dotyczących… wpływu wulkanów na jonosferę. 

Czytaj też: Tak powstaje złoto. Po latach poszukiwań naukowcy znaleźli dowody w odległym kosmosie

Skąd w ogóle wzięły się teorie, w myśl których STEVE oraz zorza polarna miałaby być podobnego rodzaju zjawiskiem? To za sprawą podobieństw dotyczących pojawiania się na niebie świateł powstających w związku z aktywnością Słońca. O ile jednak zorza może być wielobarwna i migocząca, tak w tym przypadku mowa raczej o fioletowych bądź zielonych łukach. 

Ze względu na występowanie takich pokazów w czasie burz słonecznych, nie powinny dziwić głosy sugerujące, jakoby STEVE i zorze powstawały na skutek interakcji naładowanych cząstek emitowanych przez naszą gwiazdę i uderzających w górne warstwy ziemskiej atmosfery. 

Zjawisko znane jako STEVE było do tej pory uznawane za rodzaj zorzy polarnej, lecz obecnie wydaje się, że jego źródło leży gdzie indziej

W toku ostatnich ustaleń okazało się natomiast, że wyjaśnienie tego fenomenu może leżeć gdzie indziej, o czym czytamy na łamach Geophysical Research Letters. W myśl jednej z hipotez STEVE miałby powstawać za sprawą pól elektrycznych biegnących równolegle do pola magnetycznego Ziemi. Wyjaśniałoby to, dlaczego takie światła pojawiają się w większej odległości od biegunów niż ma to miejsce w przypadku zórz polarnych.

Problem w tym, że pola elektryczne i magnetyczne zazwyczaj są ustawione względem siebie pod kątem prostym. Według Gasque w teorii powinien być możliwy scenariusz, w którym umiarkowane pola elektryczne biegnące równolegle do ziemskiego pola magnetycznego mogłyby występować na wysokości około 110 kilometrów. Tamtejsze atomy działałyby jak izolator, a wzbudzone cząsteczki tlenu i azotu mogłyby tworzyć pokazy kojarzone ze STEVE.

Czytaj też: Kosmiczny Teleskop Hubble’a odkrywa galaktyczną paradę. Idą przez kosmos jedna za drugą

Czasami zdarza się, że zjawisko to przeplata się z innym nazywanym przez naukowców picket fence. Termin ten odnosi się do struktury świateł przywodzących nieco na myśl deski tworzące płot. Jak wynika z badań poświęconych temu zjawisku, nie pojawia się w nim błękit powstający w wyniku jonizacji azotu. Pozwala to sądzić, iż istnieje określony zakres energii elektronów, który warunkuje tworzenie się picket fence, a cząstki te nie mogą pochodzić z kosmosu, ponieważ byłyby zbyt wysokoenergetyczne. 

Gasque teoretyzuje, że kluczową rolę może w tym przypadku odgrywać coś w rodzaju równoległego pola elektrycznego. Gdyby warunkowało ono tworzenie się tego “płotu” to mogłoby się też odnosić do STEVE. Skąd brałyby się jednak powiązania z aktywnością Słońca? W tym przypadku astronomowie mają pewien pomysł: burze słoneczne zapewniają warunki, w których pola elektryczne mogą przyspieszać cząstki, co prowadzi do powstawania świetlnych pokazów. Proponują, by wystrzelić rakietę, która mogłaby wykazać, czy równoległe pola elektryczne faktycznie istnieją, a jeśli tak, to jakie jest ich natężenie.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „To zjawisko miało być rodzajem zorzy polarnej. Okazało się czymś zupełnie innym"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX