Poszukiwania odpowiedzi na to pytanie od dawna zajmowali się naukowcy, którzy twierdzą teraz, że rozwikłali tę zagadkę. Jak dodają, dowiedzieli się, skąd bierze się to złudzenie i dlaczego ludzki mózg potrafi tak skutecznie przekonać nas do czegoś, co nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Być może najbardziej interesującym przykładem obserwacji latarni-widmo była historia z australijskiej wyspy Lady Elliot Island. Ta znajduje się na południowym krańcu Wielkiej Rafy Koralowej i stała za doniesieniami, które były tak często, że pojawiły się nawet w lokalnych przewodnikach turystycznych. Odwiedzający to miejsce twierdzą, że światło domniemanej latarni znajduje się daleko przed nimi, nad powierzchnią morza. Co więcej, przemieszczająca się wiązka sprawia wrażenie, jakby pochodziła z obiektu znajdującego się na wodzie. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy obserwator doskonale wie, gdzie naprawdę stoi latarnia.
Wyjaśnienia zagadki podjęli się Simon Cropper z University of Melbourne, Charles Kemp oraz Weilun Xu z École Polytechnique Fédérale de Lausanne. Ich zdaniem kluczowe znaczenie ma sposób, w jaki ludzki układ wzrokowy interpretuje odległość i prędkość poruszających się obiektów. Mózg ma bowiem tendencję do niedoszacowywania odległości dalszych fragmentów wiązki światła. W normalnych warunkach wzrok korzysta z wielu wskazówek pozwalających określić, jak daleko znajduje się obserwowany obiekt. Nocą jednak możliwości te są mocno ograniczone. Kiedy patrzymy na otwarte morze, niemal całkowicie znikają punkty odniesienia, które pomagają nam prawidłowo ocenić przestrzeń.
W takiej sytuacji większą rolę zaczynają odgrywać nasze wcześniejsze doświadczenia i oczekiwania. Zazwyczaj obserwujemy obiekty znajdujące się stosunkowo blisko nas, dlatego mózg automatycznie próbuje interpretować również światło latarni według znanych mu schematów. Problem polega na tym, że współczesne latarnie są wysokie i dysponują bardzo mocnymi źródłami światła. Ich wiązki mogą być widoczne z dużych odległości, a ich rzeczywista skala wykracza poza codzienne doświadczenia obserwatora.
W rezultacie dochodzi do interesującego odwrócenia percepcji. Dalsza część wiązki światła, która w rzeczywistości porusza się szybciej, wydaje się obserwatorowi wolniejsza, ponieważ mózg odbiera ją tak, jakby znajdowała się bliżej. Tymczasem fragment przechodzący bezpośrednio nad głową ocenia w sposób bardziej prawidłowy. Połączenie tych dwóch wrażeń sprawia, że człowiek zaczyna postrzegać światło jako pochodzące z latarni znajdującej się na morzu.
Czytaj też:W oceanie pada śnieg, a chemicy mówią o jego niezwykłych właściwościach. Lepkość czyni cuda
Aby sprawdzić swoją hipotezę, naukowcy wykorzystali między innymi środowisko wirtualnej rzeczywistości. Charles Kemp stworzył symulację pozwalającą odtworzyć warunki obserwacji latarni i sprawdzić, jak zmienia się postrzeganie jej światła wraz z odległością. Badacze przewidzieli, że iluzja powinna pojawiać się w przypadku obserwatora znajdującego się ponad 67 metrów od latarni o wysokości 30 metrów. Im wyższa konstrukcja, tym większa odległość potrzebna do wystąpienia złudzenia. Wyniki symulacji VR okazały się zgodne z tymi przewidywaniami. Co ciekawe, podobny mechanizm może odpowiadać za inne znane złudzenia optyczne. Naukowcy przytaczają zjawisko, w którym Księżyc znajdujący się blisko horyzontu wydaje się znacznie większy niż wtedy, gdy widzimy go wysoko na niebie.
Źródło: The Conversation
