W czasie burzowej nocy w Bois Caiman na Haiti kapłani kultu wodu (myląco nazywanego u nas voodoo, kojarzącego się z czarną magią) przeprowadzili 14 sierpnia 1791 r. sekretną ceremonię, od której rozpoczęła się antykolonialna rewolucja na wyspie. W trakcie uroczystości, na oczach zebranych, kapłanka została opętana przez Erzulie Dantor, jedno z najważniejszych bóstw w woduistycznym panteonie. Ustami kobiety bogini wezwała niewolników do walki z Francuzami. Wojna ciągnęła się przez kilkanaście lat, ale dała Haiti wolność.

Erzulie Dantor przedstawia się jako ciemnoskórą kobietę w koronie i sukni, trzymającą na rękach dziecko. Przez jej policzek przebiega charakterystyczna blizna... Skąd Matka Boska Częstochowska wśród bóstw wodu?

PATRONKA, JAKICH MAŁO


Zdaniem antropologa Sebastiana Rypsona, autora książki „Being Poloné in Haiti”, obecny wizerunek Erzulie Dantor powstał pod wpływem dewocjonaliów, które przywieźli na Haiti (San Domingo) żołnierze z Legionów Polskich. Wysłał ich tam Napoleon Bonaparte w 1802 roku, aby stłumili bunt niewolników. Dr Andrzej Nieuważny z Uniwersytetu MK w Toruniu, specjalista od epoki napoleońskiej, przyznaje, że Czarna Madonna mogła pojawić się na medalikach czy szkaplerzykach żołnierzy, dlaczego jednak zainteresowała miejscowych? Zdaniem Sebastiana Rypsona, zadecydował o tym fakt, że woduistyczni kapłani od dawna oddawali cześć duchom wodu pod postacią chrześcijańskich świętych, płeć Czarnej Madonny wpisywała się w kult macierzyństwa i płodności, ciemny kolor skóry zbliżał ją do większości mieszkańców Haiti, a rana na policzku przypominała tradycyjne blizny, jakie wycinały sobie na ciele afrykańskie plemiona. „Ten wizerunek zaczął się upowszechniać na Haiti nie tylko wśród katolików, ale także wśród woduistów, którzy uznali, że to musi być ważna postać” – mówi prof. Leszek Kolankiewicz, kulturoznawca, antropolog, dyrektor Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. „Ta ikona ewoluowała. Korona Matki Boskiej zamieniała się np. w pióropusz ananasa”.

Polacy bili się na wyspie niechętnie, na co skarżyli się francuscy dowódcy i co zapewne dostrzegli tubylcy. Legioniści, którzy walczyli w Europie z myślą o wolności własnej ojczyzny, nie chcieli wpisywać się w brutalną kampanię, podczas której powstańców topiono, wieszano, duszono i rzucano na pożarcie psom. Morale Polaków osłabiało też to, że niewolnicy odpłacali prześladowcom pięknym za nadobne (notabene, jednym z bojowników masakrujących białych był niejaki Jean Zombi!). Po drugie Polacy cierpieli nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. To także mogło ich zbliżyć do miejscowych, których prosili o pomoc w walce z chorobami tropikalnymi (z około 4000 polskich żołnierzy, którzy nie przeżyli wyprawy, większość zmarła na żółtą febrę). Po trzecie wśród dowódców Polaków znajdował się Mulat – gen. Władysław Jabłonowski. Zmarł szybko na żółtą febrę, ale jego postać mogła zapaść w pamięć miejscowym. Po czwarte wreszcie – bywało, że legioniści przechodzili na stronę powstania. Kilkuset z nich zostało zresztą na wyspie w „polskich wioskach”. A wraz z nimi jasnogórska Czarna Madonna, którą miejscowi zaczęli utożsamiać z Erzulie Dantor.

Erzulie to bogini miłości, pożądania i zmysłowości. Dantor jest jej wcieleniem bardziej agresywnym, mściwym i zazdrosnym. Daleko odbiega więc od swego chrześcijańskiego odpowiednika, ale tak jak i jasnogórska Madonna patronuje matkom i ofiarom przemocy. Dziecię w jej ramionach to jednak nie Jezus, lecz córka! Wychowuje ją samotnie, mimo że miała wśród bogów kilku mężów. Wedle niektórych wyznawców żyła także w związkach z kobietami, dlatego jest opiekunką lesbijek i gejów. Bliznę na policzku odniosła zaś podczas walki – być może o... mężczyznę. „Erzulie jest też patronką prostytutek. To może być szokujące dla polskich katolików, jednak prostytutki odegrały ważną rolę podczas haitańskiego powstania. Dlatego do dziś Haitańczycy mają do nich szczególny stosunek. Tak samo do ich patronki” – wyjaśnia prof. Kolankiewicz. Jego zdaniem nie można do tej sprawy podchodzić w sposób powierzchowny. „Matka Boska Częstochowska wpasowała się idealnie w istniejącą strukturę wyobrażeń Erzulie. Jest piękną kobietą, tak jak i wizerunek MBCz przedstawia piękną kobietę. Tyle że Erzulie to kokietka, uwodzicielka, która lubi luksus. Jeśli polewasz jej rum w świątyni, to najlepszy haitański, pięciogwiazdkowy Barbancourt. Ona byle czym się nie zadowoli. Każdy uczestnik ceremonii to robi. Ja też musiałem” – opowiada profesor. Zaznacza, że najważniejsze wydaje się to, co łączy obie postacie. „Erzulie Dantor niby jest próżna, bywa zazdrosna i wściekła, ale tak naprawdę przeniknięta bólem nie do ukojenia. Niczym Matka Boska Bolesna”.

Z KAŻDEJ RELIGII PO TROCHU

 


Wodu i chrześcijaństwo współistnieją dziś obok siebie. Mówi się nawet, że 80 proc. Haitańczyków to katolicy, a 120 proc. to wyznawcy wodu. Z Janem Chrzcicielem utożsamiany jest bóg piorunów i błyskawic Shango, strażnik zaświatów Papa Legba to Święty Piotr, a prawy i miłosierny Oxala to sam Jezus! Wodu to kult synkretyczny, łączący elementy wielu starszych religii. Czczenie obcych bóstw pod zewnętrzną postacią chrześcijańskich świętych jest typowe dla wielu podobnych synkretycznych kultów Ameryki Środkowej i Południowej, takich jak santeria, palo czy obeah, czy spopularyzowany przez Boba Marleya rastafarianizm – zawiera elementy judeochrześcijańskie, choć za Mesjasza uznaje nie Jezusa, ale cesarza Etiopii Hajle Sellasje.

Z kolei w Brazylii, tak kojarzonej z katolicyzmem, miliony wyznawców liczy kult candomblé. „Zawiera wiele elementów indiańskich. To niesamowite, że w kulcie właściwie uprawianym przez czarnych na ołtarzach ustawione są figurki z pióropuszami indiańskimi. Jak gdyby odczuwano powinność wobec pierwszych gospodarzy tych ziem, których już praktycznie nie ma. Ale oni żyją w kulcie czarnych Brazylijczyków!” – mówi prof. Kolankiewicz, który m.in. tematyce candomblé poświęcił książkę „Samba z bogami”. „Na podobnej zasadzie przyjmują symbole chrześcijańskie. Dla każdego bóstwa starają się znaleźć odpowiednik katolicki. Czasem tylko na czysto zewnętrznej zasadzie. Jeśli Oxosi jest w candomblé bóstwem polowania, ma łuk i strzałę, to kojarzą go ze św. Sebastianem, bo tamten jest przeszyty strzałą” – dodaje.

Pozory mogą więc mylić. Czasem symbolika chrześcijańska jest przypadkowa albo pozorna, tak jak w rozsianym na Pacyfiku kulcie kargo. Rozwinął się on, kiedy miejscowa ludność uznała budowane przez białych pasy startowe i porty za miejsca, w które sami bogowie najwyraźniej kierują z nieba wszelkie materialne dobra. Sami próbowali więc naśladować te budowle, licząc, że i dla nich spadnie ta manna z nieba. Jak opisuje podróżnik Charles Montgomery w książce „Bóg Rekin”, tubylcy zaczęli z czasem stawiać także czerwone krzyże. Jak się jednak okazało, bez większego związku z chrześcijaństwem! Zapamiętali je bowiem z amerykańskich ambulansów podczas II wojny światowej.

Dlaczego wciąż powstają nowe kulty, sięgające po chrześcijańską symbolikę? „Z tych samych powodów, dla których chrześcijaństwo sięgało po symbolikę pogańską – bo jest zrozumiała” – wyjaśnia dr Elżbieta Przybył, religioznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego. „Ludzie potrzebują religii, a stare wierzenia nie zawsze potrafią odpowiedzieć na problemy współczesności. Religie synkretyczne powstają bardzo łatwo: ludzie wybierają sobie z innych systemów religijnych to, co się im podoba, a porzucają to, co uważają za nieważne. Stare sprawdzone idee zyskują nowy, ciekawszy wymiar ”. A dlaczego większość nowych religii jest właśnie synkretyczna? „Może ludzie przestali już być oryginalni na tyle, by wymyślić coś nowego?” – zastanawia się dr Przybył.

CZARNY CHRYSTUS


Stare religie też się dostosowują. Misjonarze chrześcijańcy bardzo często odwołują się do specyfiki kulturowej terenów, na których działają. Na przykład wykorzystują przy ołtarzu miejscowe tańce, stroje ludowe, melodie itp. Działania takie (nazywane inkulturacją) duchowni podejmują od kilkuset lat, choć nie zawsze zyskiwały aprobatę Rzymu. Jak napisał ks. dr Jarosław Różański w pracy „Wokół koncepcji inkulturacji”, pod koniec XVI w. w Chinach o. Mateo Ricci upodobnił się do buddyjskich mnichów i starał się dostosować ewangeliczne zasady do chińskiej specyfiki. Postne potrawy z Europy uchodziły bowiem wśród Chińczyków za wyrafinowane! W XVII wieku w Indiach jezuita Roberto de Nobili zamienił sutannę na strój guru. Wizerunek Czarnego Chrystusa rozpowszechniali misjonarze w Afryce i Ameryce Płd. Niezależnie od tego, jak ciemna była skóra Jezusa, tradycyjna ikonografia przedstawia go na sposób europejski. Dlatego szokujące może być zetknięcie ze współczesną sztuką religijną Afryki. Na serii obrazów „Życie Jezusa Mafów”, wykorzystywanych w pracy katechetycznej, Chrystus jest czystej krwi Afrykańczykiem. Podobne przykłady opisuje ks. dr Stanisław Grodź w pracy „Teologiczne i artystyczne obrazy Jezusa w Afryce: uzdrowiciel, czarny Mesjasz, masajski młodzieniec-wojownik”.

Pomysł dopasowania koloru skóry nie zawsze bywa udany. „Po wojnie, jadąc do pewnego afrykańskiego kraju, misjonarze zabrali ze sobą obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Uważali, że skoro jest śniada, wyda się miejscowym bliższa. Okazało się, że akurat w tym kraju ludzie bardziej pragnęli czegoś odmiennego. Również Inkowie w Ameryce Południowej wyobrażali sobie jedno z największych bóstw Wirakoczę jako byt o białej skórze. A więc na dwoje babka wróżyła” – opowiada o. dr Dariusz Robert Mazurek, misjonarz przebywający od lat w Ameryce Południowej. Przyznaje jednak, że pomysł ma sens. „Czasem przeciwieństwa się przyciągają. Wielu Europejczyków zakochuje się w Latynoskach, bo to kobiety ciepłe, o ładnym kolorze skóry, a wielu Latynosów czuje się dobrze w obecności Europejek, blondynek o niebieskich oczach. Gdyby przenieść to na religię, to w niektórych przypadkach może jest to uzasadnione” – mówi o. Mazurek.

Nowi wyznawcy nadają starym symbolom nowy kształt. Wielkie wrażenie zrobił na o. Mazurku wizerunek umierającego Jezusa w rejonie Ayacucho w Peru. Wygląda karykaturalnie – ma olbrzymie ręce, stopy i twarz wykrzywioną grymasem bólu. „Mówi się, że taki Chrystus jest bliższy tutejszym ludziom. Oni utożsamiają się z cierpieniem i wyrażają to w sztuce. To jest projekcja tego, co czują, na ich sposób przeżywania religijności. W taki sposób widzą Boga, w jaki widzą swoje życie” – mówi o. Mazurek. A jest to życie w cieniu kolonizacji, wykorzystywania ekonomicznego, ubóstwa.

JUDASZ, KOKA I LAMA

 


Wydaje się, że stąd już tylko krok do teologii wyzwolenia i wizerunku Chrystusa rewolucjonisty. W kaplicy na uniwersytecie w Salwadorze na ołtarzu namalowano karabiny, a na ścianach sceny katuszy... „Teologia wyzwolenia pozostała, ale nie w skrajnej odmianie. Już nie bazuje na walce klas i podjudzaniu biednych” – twierdzi o. Mazurek. „Mówi o wyzwoleniu z grzechu, a nie tylko z biedy i uciemiężenia”. Wyjaśnia, że obecnie bojowe, rewolucyjne przedstawienia Chrystusa są już tylko domeną artystów. „W latach 70. i 80. mogło być inaczej, ale wtedy Stolica Święta szybko zareagowała” – stwierdza. Przyznaje, że polityka nie zginęła zupełnie i do dziś popularne są wizerunki Jezusa u boku biskupa Oscara Romero, obrońcy praw człowieka, zamordowanego przez juntę w Salwadorze.

W katedrze w Cuzco (dawnej inkaskiej stolicy) wisi inna wersja „Ostatniej Wieczerzy”. Zamiast chleba na stole znajduje się pieczona świnka morska, a zamiast wina kukurydziane piwo, natomiast Judasz ma rysy Francisca Pizarro, który podbił imperium Inków – oto dowody głębokiej inkulturacji chrześcijaństwa w Peru.

Jednak, jak przyznaje ojciec Mazurek, i ona ma swoje granice, których nie powinno się przekraczać. „Przyjeżdżają misjonarze z zagranicy i na siłę chcą być oryginalni. Brakuje im wyczucia. Jeden z księży chciał w trakcie mszy połączyć Eucharystię z wyciągnięciem serca lamy. Inny podczas liturgii rozdawał liście koki! Ale to są przypadki odosobnione” – zaznacza. Kiedy misjonarze w Oceanii postanowili zamienić symbol Ducha Świętego z gołębia na prosię, kongregacja doktryny wiary w Rzymie nie zgodziła się, bo – idąc tym tropem – np. w modlitwie „Ojcze nasz” trzeba byłoby konsekwentnie wstawić „ryby naszej powszedniej”. „Chrystus przyszedł w konkretnej kulturze, w której używano chleba i wina. Trzeba zachować rozsądek” – postuluje misjonarz. „Mniej ważne jest to, czy Maria jest przedstawiana jako Japonka, blondynka w błękitnej sukni, czy też jako kobieta rodzicielka w Afryce, ale to, jaka jest treść tego przedstawienia, co z sobą niesie” – komentuje religioznawca dr Elżbieta Przybył.

Czasem religijne przedstawienia zachowują swoją siłę nawet mimo dziwacznych błędów. W książce „Błękitne przestrzenie” podróżnik Tony Horwitz, wędrujący śladem wypraw Jamesa Cooka, wspomina, że w prawosławnej cerkwi na Aleutach jedna z ikon przedstawiała św. Łukasza. Jej miejscowy autor musiał zamieścić na niej tradycyjny symbol tego ewangelisty – wołu. Problem w tym, że nigdy nie miał okazji go zobaczyć. W efekcie, jak pisze Horwitz, „głowa zwierzęcia przypominała głowę foki”.

Czasem inkulturacji towarzyszą też miejscowe tajemnice, na jakie napotykają misjonarze. Bo jak wyjaśnić kult świętego Judasza Iskarioty, o którym wspomina o. dr Mazurek w książce „Bóg o indiańskim obliczu”. Kiedy przebywał on w okolicach Świętej Doliny Inków, w kościele w Maras widział obrazy Judasza z podpisem „S. Yudas” i odpowiednią symboliką. „Najbardziej chyba kontrowersyjnym przykładem mogą być celebracje związane ze »świętym« Judaszem Iskariotą, w ramach których mają miejsce m.in. tańce, a samych tancerzy uważa się za osoby zdolne przetrwać najcięższe doświadczenia dzięki pomocy diabła, co nie przeszkadza tym samym tancerzom tańczyć ku czci świętych”.

CO Z TYM CHRZEŚCIJAŃSTWEM?


Chrześcijaństwo nigdy nie rozwijało się w próżni, czego dowodzi Mezquita w andaluzyjskiej Kordowie. Ten wielki meczet pełen jest kolumn nie tylko arabskich, ale jeszcze z czasów Wizygotów. W jego sercu znajduje się zaś katolicka kaplica, wybudowana przez Hiszpanów po rekonkwiście. Jest też kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

Jeszcze więcej może powiedzieć katedra w Chartres pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Za czasów pogańskich czczono w jej miejscu tajemniczą, poczerniałą Brzemienną Dziewicę. Dziś w katedrze odnajdujemy jej nową wersję pod postacią już chrześcijańskiej Czarnej Madonny. Zaś przez niepozorną lukę w witrażu św. Apolinarego o określonej porze wpada do wnętrza chrześcijańskiej świątyni promień światła – może dlatego, że imię tego świętego kojarzy się ze słonecznym Apollem? Ezoterycy tak właśnie to widzą. Podobnie nęci ich płaskorzeźba Arki Przymierza na fasadzie katedry z tajemniczą inskrypcją, na której podstawie próbowano znaleźć legendarną relikwię właśnie w Chartres. W środku katedry widzę zaś słynny labirynt, którym powoli, medytując, podążają osoby skłaniające się – jak zdążyłem się zorientować – raczej ku New Age niż chrześcijaństwu.

Na ile i chrześcijaństwo jest synkretyczne albo też oswoiło inne wierzenia? Poza oczywistymi korzeniami, sięgającymi judaizmu, chrześcijanie mają datę Bożego Narodzenia podobno „wziętą” z mitraizmu, kościoły w miejscu dawnych pogańskich świątyń, Zaduszki w miejsce Dziadów itd. „Żaden fenomen społeczny, w tym także religia, nie powstaje w próżni, więc trudno mówić o jakichś żelaznych granicach pomiędzy różnymi systemami religijnymi, funkcjonującymi na jednym terenie. Rzecz w tym, że kiedy mówimy np. Bóg stworzył świat, to posługujemy się terminami starszymi niż chrześcijaństwo, a tym samym przenosimy na »Boga« wszystko to, co nam się kojarzyło z tym słowem wcześniej. Podobnie jest też ze świętami, miejscami kultu” – wyjaśnia dr Przybył. „Kult maryjny rozwija się w Kościele i wchodzi do dogmatów podczas soboru w Efezie w 431 roku. Nie przypadkiem – na tamtym terenie czczono wielką Artemidę Efeską, którą przedstawiano jako kobietę z wieloma piersiami (symbol macierzyństwa). Można próbować to nazwać synkretyzmem, ale to duże uproszczenie”.

Nawet jeśli nie można, to – zdaniem badaczy – faktem jest, iż pierwowzorem wizerunku Matki Boskiej karmiącej Jezusa była egipska bogini Izyda, karmiąca Horusa. Więc jak tu dziwić się transformacji Matki Boskiej Częstochowskiej w Erzulie Dantor na Haiti?