
Odkrycie, które przeszło najśmielsze oczekiwania
Wiosną i latem ubiegłego roku studenci Uniwersytetu Cambridge prowadzili rutynowe wykopaliska szkoleniowe. Miejsce, park Wandlebury, słynie z grodziska z epoki żelaza, więc spodziewano się raczej znalezisk związanych z tym okresem. Tym większe było zaskoczenie, gdy poza wałami dawnej fortyfikacji natrafiono na dół o wymiarach cztery na jeden metr, a w nim ludzkie kości. To, co znaleziono, nie przypominało typowego pochówku. W jamie spoczywały cztery kompletne szkielety, niektóre ze śladami sugerującymi, iż osoby w nim złożone mogły być związane. Obok nich leżały skupiska samych czaszek oraz stosy kończyn. Na co najmniej jednej szczęce widoczne były ślady cięcia. Wstępne datowanie radiowęglowe umiejscawia grób w latach 772-891, czyli w okresie, w którym okolice Cambridge były terenem starć między królestwem Mercji a Anglią Wschodnią znajdującą się pod wpływami wikingów.
Czytaj też: W Egipcie korzystali z zaawansowanej technologii. Jest starsza od piramid
Najbardziej intrygujący okazał się szkielet młodego mężczyzny w wieku 17-24 lat, wrzucony do dołu twarzą w dół. Jego wzrost szacuje się na około 196 centymetrów. W IX wieku, gdy przeciętny mężczyzna mierzył około 168 cm, musiał on być postacią wręcz legendarną. W lewej, tylnej części czaszki tego osobnika znajduje się owalny otwór o średnicy trzech centymetrów. Krawędzie tego otworu są zagojone, co jest wyraźnym dowodem na to, iż mężczyzna przeżył zabieg trepanacji. Ta praktyka chirurgiczna, polegająca na wywierceniu lub wycięciu fragmentu kości czaszki, była stosowana w różnych kulturach, często w celu złagodzenia bólów głowy lub napadów padaczkowych. Trish Biers, kuratorka zbiorów Duckworth na Uniwersytecie Cambridge, sugeruje, jakoby młody mężczyzna mógł cierpieć na akromegalię lub gigantyzm, czyli schorzenia wywołane guzem przysadki. Nadmiar hormonu wzrostu prowadziłby nie tylko do niezwykłego wzrostu, lecz prawdopodobnie też do wyniszczających bólów głowy. Trepanacja mogła być desperacką próbą ulżenia w cierpieniu, podjętą przez ówczesnego uzdrowiciela.
Niejasny układ szczątków i jego możliwe znaczenie
Sposób ułożenia ciał w grobie jest nie mniej zagadkowy niż sama obecność „giganta”. Obok kompletnych szkieletów znajdują się stosy oddzielnych kończyn, czaszki bez tułowi, a także pojedyncze kości. Wygląda to tak, jakby ktoś uporządkował ludzkie szczątki według ich typu, co jest niezwykle rzadkie w kontekście masowych grobów. Archeolodzy rozważają kilka wyjaśnień. Być może mamy do czynienia z ofiarami bitwy, pochowanymi w pośpiechu i bez ceremonii. Inna możliwość to egzekucja za przestępstwa lub zdradę. Brak wyraźnych śladów narzędzi na kościach sugeruje jeszcze inną scenę: ciała mogły być w zaawansowanym stadium rozkładu, gdy je składano do dołu. To by oznaczało, że część ofiar zginęła w innym miejscu i czasie, a ich szczątki przeniesiono tu później.
Pochowani mogli być odbiorcami kary cielesnej, co może być związane z Wandlebury jako świętym lub dobrze znanym miejscem spotkań. Może być tak, że niektóre z rozczłonkowanych części ciała były wcześniej wystawiane jako trofea, a następnie zostały zebrane i pochowane wraz z osobami straconymi lub w inny sposób zabitymi – zauważa Oscar Aldred
Strefa przygraniczna w ogniu konfliktu
Aby zrozumieć znalezisko, trzeba cofnąć się do drugiej połowy VIII i IX wieku. Cambridge leżało wówczas w królestwie Mercji, ale około 874-875 roku zostało złupione przez Wielką Armię wikingów. Region włączono do Danelaw, czyli obszaru pod duńskim panowaniem. Cambridgeshire stało się krwawym pograniczem, gdzie przez dziesięciolecia ścierały się wpływy saksońskie i skandynawskie. Brak jakichkolwiek przedmiotów grobowych utrudnia określenie pochodzenia etnicznego ofiar. Czy byli to Saksoni zabici przez najeźdźców, czy też wikingowie zabici przez miejscowych?
Czytaj też: Świętokrzyskie wzgórze zawiera prehistoryczne pamiątki. Archeolodzy odkryli tysiące artefaktów
Odpowiedzi mogą przynieść planowane badania DNA oraz analizy izotopów strontu, które wskażą, gdzie się wychowali. Archeolodzy zamierzają również spróbować złożyć w całość rozczłonkowane kości, by ustalić dokładną liczbę osób w grobie. Jest to pierwsze takie znalezisko w Wandlebury od 1976 roku, kiedy to wichura powaliła drzewo, odsłaniając pięć szkieletów z tego samego okresu. Organizacja Historic England zleciła już nowe badania geofizyczne całego obszaru, mające na celu odkrycie kontekstu grobu i ewentualnych dalszych pochówków.