Trudno uciec przed pierwszym skojarzeniem. Jak szczęki, to rekin – bohater klasycznego już filmu grozy Stevena Spielberga. Co prawda w rzeczywistości te wielkie ryby bardzo rzadko atakują ludzi, jednak skojarzenie jest słuszne. Rekiny mają jedne z najpotężniejszych szczęk w dziejach życia na Ziemi. Żarłacz biały jest w czołówce siły zgryzu dziś, a jego wymarły krewny megalodon to rekordzista wszech czasów. Ale mają w tej dziedzinie godną konkurencję – dinozaury czy krokodyle. Wyścig zbrojeń w tej dziedzinie doprowadził do powstania prawdziwych potworów.

Skąd nasz ząb

Początki szczęk były jednak bardzo skromne. „Myślę, że trzeba je sytuować  ok. 500 mln lat temu, w środkowym kambrze” – mówi „Focusowi” dr Piotr Szrek, kierownik Muzeum Geologicznego w Państwowym Instytucie Geologicznym w Warszawie. Lądy były wówczas puste – wszystkie zwierzęta żyły w wodzie. Wśród nich były już pierwsze kręgowce, których szkielet składał się z pręta biegnącego wzdłuż całego ciała oraz z elastycznej kratki, otaczającej gardziel. Tę kratkę tworzyły łuki skrzelowe, stanowiące rusztowanie dla skrzeli – narządu umożliwiającego oddychanie pod wodą. Według najbardziej popularnej teorii szczęki powstały z pierwszego łuku skrzelowego i pozwoliły dawnym kręgowcom na dokładne zamykanie otworu gębowego. 

Taki wynalazek ułatwił zdobywanie pokarmu. „Miast wsysać bądź zdrapywać językiem pokarm, przodkowie szczękowców poczęli go chwytać wargami” – pisze prof. Jerzy Dzik z Instytutu Paleobiologii PAN w książce „Dzieje życia na Ziemi”. Dzięki temu zwierzęta te mogły dobrać się do ofiar, które chroniły swe ciało w twardych pancerzach. Jednak dopiero ryby pancerne, które na scenę ewolucji weszły ok. 415 mln lat temu, w pełni wykorzystały możliwości szczęk. Doskonałym na to przykładem był Dunkleosteus, mający blisko 10 metrów długości i cztery tony wagi – największe wówczas ziemskie zwierzę. 

Potrafił wyjątkowo szeroko otwierać paszczę i zamykać ją w ułamku sekundy, zasysając do środka zdobycz, miażdżoną przez szczęki z potężną siłą.

Jak potężną? Początkowo sądzono, że było to ok. 540 kilogramów (albo, inaczej mówiąc, 5295 niutonów). Wygląda jednak na to, że uczeni przecenili siłę szczęk tej ryby mniej więcej dwukrotnie. Warto też pamiętać, że potwornie wielki Dunkleosteus był bezzębny, co ograniczało jego zdolności radzenia sobie z ofiarą.

Miażdżenie, cięcie, piłowanie

„Dopiero powstanie szczęk z zębami zdecydowało o sukcesie w polowaniu” – mówi dr Szrek. Te zaś wyewoluowały z ząbków skórnych, pokrywających początkowo skrzela. Stawały się coraz ostrzejsze i większe, ułatwiając szczękowcom przytrzymywanie i kawałkowanie pokarmu. U ryb kostnoszkieletowych zwanych ryzodontami osiągnęły 10–15 cm długości – służyły im zapewne do miażdżenia kości ofiar.