Nie podoba się nam, że szpiedzy czy wścibscy sąsiedzi wiedzą, co jemy, czego się boimy, jak często kochamy się i z kim. Za moralnie naganne uznajemy metody infiltracji – podsłuch, podglądanie, pobieranie próbek wydzielin. Ale wcale nie specsłużby wymyśliły to wszystko. Zwierzęta zbierają dane osobowe od milionów lat, wszelkimi metodami i rutynowo. Biolodzy odkrywają kolejne grupy, które szpiegują, i coraz częściej w konkluzjach artykułów naukowych pojawia się stwierdzenie: „Podsłuchiwanie czy inny sposób nielegalnego eksploatowania komunikatów sąsiadów to zjawisko bardziej powszechne niż wydawało się do tej pory”. Zwłaszcza że przynosi wymierne korzyści. Choćby bocianom.

Namierzanie płaza

Tuż po powrocie z Afryki najważniejszym zadaniem boćka jest szybkie znalezienie siedziby i partnerki. Żeby gniazdo obronić i skusić najfajniejszą bocianicę, trzeba być w dobrej kondycji, a więc dobrze i obficie jeść. Do największych przysmaków bocianów należą norniki i dżdżownice, wiosną jednak ptaki chętnie skuszą się na półmisek pełen zimnych przekąsek, czyli staw gęsty od tokujących żab.Tym bardziej nęcący, że płazy urządzają koncerty, a więc głośnym rechotem informują, że właśnie zgromadziły się licznie i w jednym miejscu. Bociany mogłyby wykorzystać tę niezamierzoną reklamę, by szybko zaspokoić głód. Tylko czy są na tyle sprytne? No pewnie! Łotewscy naukowcy z Uniwersytetu Daugavpilskiego przekonali się o tym, przeprowadzając eksperyment. Przy 84 gniazdach ustawili głośniki i puszczali nagrania śpiewających drozdów (które nie powinny w bocianach budzić żadnych emocji) oraz tokujących żab moczarowych, które są przekąską tyleż pożywną, co estetyczną. Wiosną bowiem samce gromadzące się w stawie mają piękną błękitnofioletową barwę. Usłyszawszy ich rechot, bociany aż z 22 gniazd zerwały się do lotu, by odnaleźć zimny bufet, podczas gdy nagranie trelującego drozda poruszyło tylko jednego ptaka (w dodatku nie do końca wiadomo, dlaczego). Z podsłuchiwania korzystają także rybaki nocne – nietoperze z Ameryki Centralnej, dla których udko płazów zwanych bagniakami to największy smakołyk. Bagniaki w czasie toków mogą wydawać dwa rodzaje dźwięków: serię od jednego do sześciu krótkich sygnałów podobnych do chichotu oraz dłuższe dźwięki zbliżone do jęków. Jedne i drugie rechoty wabią samice, choć mieszane chichotliwo-jęczące kuszą bardziej. Kłopot w tym, że bardziej wabią także nietoperze – jak się okazało w eksperymencie przeprowadzonym przez amerykańskiego behawiorystę prof. Michaela Rayana.

Naukowiec puszczał rybakom piosenkę bagniaków składającą się wyłącznie z jęków lub chichotliwo-jękliwą. Drapieżniki dwukrotnie częściej podlatywały do głośnika nadającego pieśń mieszaną niż jednorodną. Płazy zresztą wiedzą o tym doskonale, bo kiedy zbierze się ich niewielka grupa i czują się niepewnie, jęczą wyłącznie zalotnie. Gdy zaś kolegów z tokowiska przybywa, co sprawia, że bagniaki czują się pewniej – zaczynają pozwalać sobie na wplatanie uwodzicielskich chichotów. Prof. Rayan przeprowadził swój eksperyment w latach 80. XX w. i już wtedy naukowcy zajmujący się zachowaniem zwierząt doszli do wniosku, że między nadawcami sygnału a nielegalnymi odbiorcami musi toczyć się ewolucyjna gra. Ofiary powinny starać się zmieniać kanał na taki, który będzie trudniejszy do odebrania przez drapieżniki czy konkurentów, albo nauczyć się radzić sobie z ich urządzeniami szpiegowskimi.

Szyfrem do mnie mów