Kupiłeś sobie w Internecie pluskwę o zasięgu 50 m albo miniaturową kamerę i myślisz, że jesteś szpiegiem? Grubo się mylisz. Co najwyżej twoje „podejrzane” zainteresowania przestały być tajemnicą. Wiadomość o tym, czego szukasz, została zapisana w kilku miejscach: w serwerze obsługującym twój komputer, w rejestrach firmy, do której należy wyszukiwarka, w pamięci amerykańskiego systemu Echelon (przechwytującego przekazy elektroniczne i radiowe), być może również w wywiadowczych i policyjnych systemach gromadzenia danych. Informacja, że zaglądałeś na daną stronę www, zostanie też zapamiętana przez nią. Nie ma co liczyć na anonimowość – każdy komputer ma swój numer IP, który identyfikuje cię niczym podpis.

NA WIDOKU


Jeśli kilka razy kupiłeś w księgarni internetowej książki historyczne lub romanse, po kolejnym zalogowaniu i wyświetleniu jej strony zobaczysz informacje o nowościach z interesujących cię dziedzin. W księgarnianych serwerach znalazły się już dane o twoich upodobaniach i komputer automatycznie dobiera do nich ofertę. Wiedza o gustach literackich to nic groźnego, ale według podobnej zasady działają internetowe apteki, poradnie, domy aukcyjne, agencje towarzyskie itd. Na podstawie przekazywanych im informacji można poznać twój stan zdrowia, status materialny czy preferencje seksualne – wszystko to, co wolałbyś ukryć.

Zdaniem amerykańskiego fizyka, filozofa i pisarza Davida Brina, czasy anonimowości minęły bezpowrotnie i im szybciej się z tym pogodzimy, tym lepiej. W książce „The Transparent Society” (Przezroczyste społeczeństwo) pisze, że prawdziwym problemem nie jest już niemożność ukrycia sekretów, lecz to, kto ma do nich dostęp. Największe zagrożenie pojawia się wtedy, gdy monopol na gromadzenie wiedzy zdobywają tajne służby lub władza polityczna. Otwiera to bowiem ogromne możliwości szantażu i manipulacji. Dlatego Brin proponuje, by zamiast toczyć skazaną na porażkę walkę o ochronę danych osobowych, udostępniać je każdemu. „Jeśli wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, to tak naprawdę nikt nie wie niczego o nikim” – twierdzi i przekonuje, że „milion małych braciszków” jest mniej groźny od jednego „Wielkiego Brata”.

Idea „przezroczystego społeczeństwa” to utopia, bo ludzie nigdy nie zgodzą się na całkowite odsłonięcie. Nie zrobią tego świadomie, bo bezwiednie, wszyscy nieustannie się odsłaniamy. Tygodnik „Der Spiegel” oszacował, że przeciętny obywatel Niemiec jest zarejestrowany w 50–60 bazach danych, którym powierzył swoje najskrytsze tajemnice. Nie ma podstaw, by sądzić, że w innych krajach Unii jest inaczej. Na liście znajdują się urzędy meldunkowe, skarbowe i stanu cywilnego, towarzystwa ubezpieczeniowe, banki, gabinety lekarskie, szpitale, lotniska, sieci handlowe i usługowe, uczelnie, zakłady pracy.

Firma Google Inc., która skrzętnie przechowuje wszelkie ślady kliknięć w swoją wyszukiwarkę, zapowiedziała, że jest w stanie opracować indywidualne portrety milionów osób, korzystających z jej usług. Zdaniem prezesa Ericka Schmidta, zgromadzono już tyle informacji, że Google mogłoby podpowiadać użytkownikom, jakiej pracy powinni szukać, jak spędzać czas, co kupować. Po protestach przeciwko zbyt głębokiej ingerencji w prywatność wycofano się z tego projektu, ale raz rzucony pomysł z pewnością powróci. O ile już nie został przez kogoś zrealizowany.

PLUSKWY SĄ WSZĘDZIE