Problem w tym, że Weiner (ur. w 1957 r.) nie ma najlepszego zdania o  mikrokosmosie amerykańskich agentów – jego książka „Dziedzictwo popiołów, historia CIA” to miażdżąca krytyka agencji i litania jej porażek od czasów zimnej wojny. Jednak to monumentalne dzieło odniosło sukces komercyjny – Amerykanie potrzebowali prawdy o tych, którzy stoją na straży ich  bezpieczeństwa, bo czuli, że dotychczasowa propaganda sukcesu często rozmija się ze stanem faktycznym. Obecnie Weiner jeździ po świecie, promując swój kolejny bestseller pt. „Wrogowie”, tym razem poświęcony FBI. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wydźwięk publikacji jest niekorzystny dla tej instytucji. Na promocyjnej trasie Weinera znalazła się też Warszawa.

Artur Górski: Czy rządy nas szpiegują? Nas, zwykłych obywateli?

Tim Weiner: Co za pytanie – oczywiście! Niektórzy twierdzą, że szpiegostwo to drugi, po prostytucji, najstarszy zawód świata. Ma więc naprawdę długą tradycję. I pozostaje w służbie władz.

A.G.: Rozumiem, że dotyczy to nie tylko dyktatur, ale także pańskiego kraju, Stanów Zjednoczonych?

T.W.: Naturalnie, przy czym my się dopiero uczymy metod skutecznej inwigilacji. Proszę pamiętać, że w Rosji wywiad datuje się od czasów cara Piotra I Wielkiego. W Anglii jego korzenie sięgają władzy Elżbiety II. W Chinach pisano o nim już w „Sztuce wojny” Sun Tzu – księdze z szóstego wieku przed naszą erą. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych instytucje odpowiedzialne za tę sferę powstały dopiero po drugiej wojnie światowej. Ale i tak jesteśmy w czołówce.

A.G.: Ma pan na myśli FBI i CIA?

T.W.: Tak, i od samego początku ich funkcjonowanie (choć mowa głównie o FBI) niespecjalnie podobało się  Amerykanom. Wychodzili oni jednak z założenia, że choć Wielki Brat jest intruzem, to jednak należy do rodziny i z jego istnieniem trzeba się po prostu pogodzić. Takie czasy. FBI od samego początku utożsamiano z jego legendarnym twórcą Johnem Edgarem Hooverem. Oczywiście od jego czasów techniki inwigilacji zostały bardzo udoskonalone. Natomiast nie zmienił się duch działania służb.

A.G.: Rzeczywiście służby wiedzą o nas więcej niż kilka dekad temu?

T.W.: Nie wierzę, żeby pan nie miał świadomości tego faktu. Przecież kiedy idzie pan ulicą, „przechwytują” pana kolejne monitoringi. Na lotnisku jest pan prześwietlony od góry do dołu.