

Tefal Pro Express Vision Max stoi na zupełnie przeciwnym biegunie. To duży generator pary stworzony przede wszystkim do porządnego prasowania, a nie szybkiego ratowania jednej pogniecionej bluzki przed wyjściem. W ostatnim czasie sprawdzałam więc nie tylko, czy potrafi wyprasować ubrania. Interesowało mnie, czy taki sprzęt rzeczywiście może sprawić, że prasowanie stanie się trochę prostsze, wygodniejsze i bardziej intuicyjne.
Tefal Pro Express Vision Max prasuje naprawdę świetnie. Tyle że wciąż nie do końca rozumiem sens tego typu urządzenia. Ale o tym niżej.
To nie jest zwykłe żelazko
Generator pary można najprościej opisać jako żelazko, które sporą część swojego zaplecza zostawiło poza rączką. Zamiast niewielkiego zbiornika z wodą znajdującego się bezpośrednio w żelazku mamy naprawdę dużą stację. To właśnie w niej znajduje się zbiornik i cały system odpowiedzialny za dostarczanie pary.
Ma to ogromną zaletę. Samo żelazko jest faktycznie bardzo lekkie. Producent deklaruje masę poniżej kilograma i rzeczywiście podczas prasowania nie miałam wrażenia, że mam do czynienia z ciężkim urządzeniem. Tak sobie myślę, że przy większej liczbie ubrań zaczyna mieć to znaczenie, bo po kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach ręka nie jest tak zmęczona jak przy niektórych masywnych żelazkach.

Mój wniosek na szybko był taki: wszystko zależy od sposobu prasowania. Niektórzy nie prasują na bieżąco, przed samym wyjściem, tylko robią to na przykład po dwóch praniach, kiedy ubrań robi się już cała sterta. I właśnie dla takich osób generator pary ma moim zdaniem najwięcej sensu.
To zdecydowanie sprzęt, dla którego trzeba znaleźć miejsce. Nie wrzucę go do mojej szuflady razem z suszarką czy parownicą. Nie postawię też bez zastanowienia na brzegu małej deski do prasowania. Dochodzi przewód zasilający, przewód parowy i sama stacja, którą później trzeba gdzieś przechowywać. W niewielkim mieszkaniu zaczyna mieć to realne znaczenie i zwyczajnie przeszkadza.

Jeżeli ktoś ma osobną pralnię, dużą garderobę albo stały kącik do prasowania, prawdopodobnie wzruszy ramionami. Ja patrzę na sprzęty domowe trochę inaczej. Każdy przedmiot, który zajmuje dużo miejsca, musi mi dawać coś w zamian.
Co daje mi w zamian Tefal Pro Express Vision Max? Przede wszystkim bardzo dobre efekty prasowania. Wyobrażam sobie, że jeśli miałabym dużą rodzinę, większe mieszkanie i wprowadziłabym zasadę, że do szafy trafiają tylko wyprasowane ubrania, wtedy sprzęt sprawdziłby się idealnie. Teraz jednak ubrania prasuję na szybko przed wyjściem, a na rozstawianie całego zestawu nie mam po prostu przestrzeni.
Czytaj też: Z Tefal Freezi zrobicie lody całą rodziną. Sądzę, że to jakościowa
Tutaj naprawdę czuć różnicę względem zwykłego żelazka
Kilka parametrów warto jednak znać, bo dobrze tłumaczą, dlaczego ten sprzęt prasuje tak skutecznie. Tefal podaje stały wyrzut pary na poziomie 215 g/min, dodatkowe uderzenie 850 g/min oraz ciśnienie 9 barów. Zbiornik mieści 1,2 litra wody.
Nie trzeba kilka razy męczyć tego samego miejsca, dociskać żelazka całym ciężarem ręki ani długo zastanawiać się nad każdym zagnieceniem. Para intensywnie wnika w materiał, a stopa przesuwa się po ubraniu lekko. Przy koszulach zagniecenia potrafią znikać już po jednym spokojnym przejechaniu.
Bardzo dobrze było to widać przy materiałach, które po praniu potrafią zamienić się w mapę niewielkich zagnieceń. Generator oczywiście nie prasuje za mnie, ale muszę przyznać, że wyraźnie ogranicza liczbę ruchów potrzebnych do osiągnięcia dobrego efektu. Para pomaga rozluźnić włókna, dzięki czemu nie muszę tak długo walczyć z materiałem.


Bawełna poszła gładko. Len też nie zrobił na nim większego wrażenia
Przy takim urządzeniu chciałam oczywiście sprawdzić coś więcej niż pierwszą lepszą koszulę, dlatego prasowałam rzeczy wykonane z różnych materiałów. Najwięcej uwagi poświęciłam bawełnie i lnu, bo mam wrażenie, że właśnie przy nich najłatwiej ocenić, czy żelazko faktycznie daje sobie radę, czy tylko dobrze wygląda na papierze.
Z bawełną nie wydarzyło się właściwie nic zaskakującego i piszę to jako komplement. Koszule i T-shirty prasowały się bardzo łatwo, nawet jeśli wcześniej nie zdążyły chociaż lekko się naprostować i były już mocniej pogniecione. Nie zauważyłam też, żeby stopa gdzieś zahaczała albo nieprzyjemnie ciągnęła materiał. W przypadku cieńszej bawełny trzeba wręcz uważać, żeby nie przesadzić z mocą, bo nie zawsze potrzebujemy pełnych możliwości tego sprzętu.
Bardziej interesował mnie len. Mam z nim relację dość skomplikowaną, bo bardzo lubię lniane rzeczy, ale samo doprowadzanie ich do porządku potrafi być irytujące. Materiał potrafi wyjść z prania naprawdę mocno pognieciony, a później wystarczy chwilę w nim posiedzieć i połowa pracy znika.


Pro Express Vision Max poradził sobie z nim jednak bez większych problemów. Mocniejsze zagniecenia wymagały oczywiście więcej uwagi niż przy zwykłej bawełnianej koszulce, ale nie było momentu, w którym musiałabym długo pracować nad jednym miejscem. Po wyprasowaniu len wyglądał dokładnie tak, jak powinien: był wygładzony i uporządkowany, ale nadal zachowywał swoją charakterystyczną fakturę.
Wszystko, co wrzuciłam na warsztat podczas korzystania z Tefala, udało mi się wyprasować bez większych problemów. Nie trafiłam na materiał, przy którym pomyślałabym, że generator sobie nie radzi albo że zwykłe żelazko zrobiłoby to wyraźnie lepiej.
Czytaj też: Prasowanie można zrobić nawet… Na sobie. Elide pozwala na wygładzenie ubrań, kiedy tylko zajdzie potrzeba
Światełko przy żelazku brzmiało jak gadżet. A jednak ma sens
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Pro Express Vision Max jest dioda LED znajdująca się z przodu żelazka. Oświetla materiał przed stopą podczas prasowania. Skojarzyło mi się to z odkurzaczami, które z kolei podświetlają podłogę i wskazują miejsca, w których jest kurz. I fajnie, że Tefal wprowadził taką funkcję do żelazka, bo pomaga ona realnie ocenić, gdzie jeszcze trzeba przejechać.
Najbardziej pomaga przy ciemnych ubraniach, szczególnie wieczorem. W zwykłym świetle sufitowym niewielkie zagniecenia potrafią zniknąć, szczególnie na czarnym czy granatowym materiale. Dopiero kiedy ubiorę daną rzecz, nagle okazuje się, że wcale nie jest tak idealnie wyprasowana, jak wydawało mi się chwilę wcześniej. To mały detal, który po prostu działa.



Ustawień jest więcej, niż początkowo sądziłam
Jednej rzeczy wcześniej nie doceniłam: Tefal Pro Express Vision Max daje całkiem sporą kontrolę nad tym, jak prasujemy. Do wyboru jest łącznie sześć ustawień mocy. Pięć z nich można zmieniać bezpośrednio z poziomu rączki, a szóste znajduje się na bazie.
Jeżeli przechodzę z delikatniejszej bluzki do grubszej koszuli albo spodni, nie muszę przerywać prasowania i za każdym razem wracać ręką do stacji. Większość rzeczy mogę zmienić tam, gdzie i tak trzymam dłoń.
Co ciekawe, urządzenie nie dobiera sobie automatycznie mocy do materiału. Początkowo byłam trochę zdziwiona, bo przy sprzęcie z tej półki cenowej łatwo założyć, że wystarczy go włączyć i pozwolić mu decydować o wszystkim. Tutaj tak nie jest. Smart Steam automatyzuje samo podawanie pary podczas ruchu, ale to ja nadal wybieram ustawienie, na którym chcę pracować.

Po kilku użyciach uznałam jednak, że wcale mi to nie przeszkadza. Wiem mniej więcej, z czym mam do czynienia. Nie potrzebuję, żeby żelazko rozpoznawało za mnie bawełnę czy len. Bardziej zależy mi na tym, żeby zmiana ustawienia była szybka, a tutaj rzeczywiście jest.
Przy okazji dopiero podczas dłuższego korzystania zaczęłam doceniać wyjmowany zbiornik na wodę. Pojemność to jedno, a wygoda napełniania to drugie. Nie trzeba przenosić całej stacji w okolice zlewu ani kombinować z butelką czy dzbankiem. Wyjmuję zbiornik, napełniam go i wkładam z powrotem. Przy urządzeniu, które samo w sobie jest dość duże, takie rozwiązanie naprawdę ułatwia życie.
Tefal przewidział też ostrzeżenie o kamieniu, więc nie trzeba zgadywać, kiedy wypadałoby zainteresować się konserwacją urządzenia. To drobiazg, ale przy sprzęcie pracującym regularnie z wodą zdecydowanie wolę dostać jasny komunikat niż przypominać sobie o czyszczeniu dopiero wtedy, kiedy coś zacznie działać gorzej.


Nie muszę też cały czas wciskać przycisku pary
Podobnie jest z funkcją Smart Steam. Urządzenie może automatycznie uruchamiać parę, kiedy przesuwam żelazkiem, i zatrzymywać ją, kiedy przestaję wykonywać ruch. To jedna z tych rzeczy, które poprawiają komfort przy dłuższym prasowaniu.
Nie muszę bez przerwy kontrolować kolejnego przycisku. Przesuwam żelazko, a ono robi swoje. Kiedy zatrzymuję rękę, para również przestaje być podawana. Po kilkunastu minutach ciągłego prasowania każdy element ograniczający liczbę drobnych czynności jest mile widziany.
Podoba mi się też sama stopa. Ślizga się lekko i nie miałam poczucia, że muszę siłować się z materiałem. Producent nazywa ją Durilium AirGlide AutoClean i obiecuje łatwiejsze przesuwanie oraz utrzymanie jej w czystości. Nazwa może brzmieć poważnie, ale z punktu widzenia codziennego użytkowania liczy się jedno: żelazko prowadzi się przyjemnie.
Czytaj też: Na co dzień blokują przejścia, a dzisiaj pomogą rzadziej sięgać po smartfona
Można też prasować w pionie. Tylko że ja nadal wolę parownicę
Pro Express Vision Max pozwala również korzystać z pary w pionie. Mogę więc powiesić ubranie na wieszaku i potraktować je parą bez rozkładania go płasko na desce. I złośliwi mogą mi teraz zwrócić uwagę, że teoretycznie powinnam być zachwycona, bo przecież właśnie w ten sposób najczęściej korzystam z parownicy.

Tyle że dla mnie jest tutaj jedna zasadnicza różnica. Parownicę wybieram dlatego, że cały proces jest maksymalnie prosty. Wyciągam jedno niewielkie urządzenie, poprawiam ubranie i odkładam je na miejsce. I tyle.
Chodzi o gabaryty i cały proces. W przypadku generatora nadal mam bazę, którą muszę postawić, podłączyć i znaleźć dla niej odpowiednie miejsce. Nawet jeśli samo żelazko jest lekkie, cały zestaw nie staje się nagle urządzeniem, które mam ochotę wyciągać pięć minut przed wyjściem z domu.
Generator jest dla osób, które naprawdę prasują
Przez lata wiele domowych sprzętów zaczęło zmierzać w stronę maksymalnej wygody. Robot odkurzający sprząta podłogę sam, frytkownica beztłuszczowa upraszcza przygotowywanie wielu potraw, a parownica pozwala pozbyć się części zagnieceń bez rozstawiania deski.
Jeżeli ktoś regularnie prasuje koszule do pracy, przygotowuje za jednym razem ubrania dla kilku osób, prasuje pościel albo po prostu lubi mieć rzeczy naprawdę gładkie, widzę w takim urządzeniu dużo sensu. Wtedy czas potrzebny na przygotowanie całego stanowiska przestaje aż tak przeszkadzać, bo za jednym razem prasujemy kilkanaście czy kilkadziesiąt elementów garderoby.
W takim scenariuszu sama jestem pod wrażeniem tego, jak sprawnie Tefal radzi sobie z kolejnymi rzeczami. Samo żelazko jest lekkie, generuje dużo pary, która skutecznie radzi sobie z mocniejszymi zagnieceniami, nie wymaga ciągłego dolewania wody, bo zbiornik jest naprawdę pokaźny, i bardzo dobrze wygładza materiały.



Na szczęście z utrzymaniem sprzętu nie trzeba specjalnie kombinować
Przy generatorze pary dochodzi jeszcze temat kamienia, bo urządzenie pracuje z dużą ilością wody i z czasem może odkładać się w nim osad. Tefal zastosował tutaj wyjmowany kolektor kamienia, który ma ułatwiać jego usuwanie i utrzymywanie odpowiedniej wydajności pary. Dla mnie jest to istotniejsze niż połowa bardziej efektownych funkcji wymienianych przy urządzeniach tego typu. Generator pary powinien być sprzętem na lata, a nie kolejnym AGD, którego wydajność z czasem spada przez nagromadzony kamień.
Praktyczne jest również automatyczne wyłączanie po okresie bezczynności. Żelazko należy do tych urządzeń, przy których nawet po wyjściu z domu potrafię zastanawiać się, czy na pewno je wyłączyłam. Dodatkowe zabezpieczenie zwyczajnie daje trochę spokoju.


Czy Tefal Pro Express Vision Max przekonał mnie do generatora pary?
Do generatora pary jako urządzenia – zdecydowanie bardziej, niż się spodziewałam. Przy moim obecnym sposobie prasowania nadal jednak nie jest to sprzęt dla mnie.
Pro Express Vision Max pokazał mi przede wszystkim, jak dobrze może działać taki sprzęt, kiedy rzeczywiście mam większą partię ubrań do przygotowania. Żelazko jest lekkie, bardzo dobrze sunie po materiale, pary jest dużo, a trudniejsze zagniecenia znikają szybko. Efektem prasowania jestem naprawdę zadowolona.



Doceniłam też rzeczy, które początkowo wydawały mi się dodatkami: lampkę LED, automatyczne uruchamianie pary czy duży zbiornik na wodę. Każda z nich faktycznie trochę ułatwia pracę. Moje podejście do całego rytuału jednak się nie zmieniło.
Dlatego nie widzę Pro Express Vision Max jako produktu dla każdej osoby. Jeśli ktoś nie cierpi prasowania i próbuje przede wszystkim robić to jak najrzadziej, duży generator raczej nie będzie magicznym sposobem na zmianę przyzwyczajeń. Sama jestem tego najlepszym przykładem.
Jeżeli jednak prasowanie i tak jest stałym elementem domowej rutyny, wtedy taki sprzęt zaczyna mieć znacznie więcej sensu. Przy całej stercie ubrań różnica między małym żelazkiem lub parownicą a wydajnym generatorem robi się bardzo wyraźna.
Tefal Pro Express Vision Max nie sprawił, że polubiłam prasowanie. Sprawił za to, że kiedy już naprawdę muszę je zrobić porządnie, trwa krócej i daje mi dokładnie taki efekt, jakiego oczekuję.
Czytaj też: Ktoś wsadził kwiaty do nawilżacza. I wyszedł z tego zaskakująco dobry pomysł
