Rzymianie zawsze uważali Persów za swych najgroźniejszych wrogów. Jednak z perspektywy czasu widać, że żaden inny lud nie przysporzył tylu kłopotów Imperium, co Germanie. Zaś spośród barbarzyńskich germańskich wodzów największą sławą okrył się pewien książę Cherusków. I choć wiele źródeł wspomina o czynach jego plemienia, o samym przywódcy wiadomo nie za dużo. Nie dysponujemy żadnym pewnym wizerunkiem tego Germanina. Nie wiemy nawet, jak brzmiało jego prawdziwe imię! Znamy jedynie to, którym ochrzcili go Rzymianie – Arminiusz.

OD ZAKŁADNIKA DO SOJUSZNIKA

Przyszły pogromca rzymskich legionów urodził się między 18 a 17 r. p.n.e. jako syn Sigimera, wodza Cherusków. Plemię to początkowo walczyło z Rzymianami, nawet z pewnym powodzeniem, ostatecznie uległo przewadze Imperium. Młody Arminiusz trafił wtedy wraz z bratem Flawusem do Rzymu – jako zakładnik. Oddawanie zakładników było często praktykowane i miało dwa cele. Po pierwsze stanowiło rękojmię lojalności germańskich wodzów. Po drugie Rzymianie chcieli wychować nowe elity, które wedle ich wyobrażeń miały przesiąknąć rzymskością i współpracować z Imperium. Arminiusz nauczył się więc języka, poznał kulturę i przede wszystkim sztukę wojenną Rzymian.

Syn Sigimera otrzymał obywatelstwo i został zaliczony do stanu ekwitów. Dowodził germańskimi oddziałami pomocniczymi w czasie rzymskiego podboju Panonii. Zdaniem Petera S. Wellsa, autora „The Battle That Stopped Rome”, doświadczenia wyniesione z obserwacji działań armii imperialnej odegrały kluczową rolę w późniejszym sukcesie Cheruska. O talentach militarnych Arminiusza z uznaniem pisali rzymscy dziejopisowie. „Potomek znakomitego rodu, dzielny w boju, odznaczał się Arminiusz bystrym umysłem, inteligencją więcej niż barbarzyńską i żarem ducha, przebijającym również z twarzy i oczu” – tak charakteryzował wodza Cherusków Wellejusz Paterkulus. Zalety barbarzyńcy podkreślał również Tacyt: „w bitwach nie zawsze szczęśliwy, w wojnie niezwyciężony”.

MARZENIA CHERUSKÓW

Około 7 r. n.e. Arminiusz po latach wojaczki na obczyźnie został zwolniony do domu. Rzymianie sądzili, że syn Sigimera będzie wiernym wykonawcą ich polityki w Germanii. Srodze się pomylili. Młody barbarzyńca, choć wychował się w Rzymie, pragnął wyzwolić swój lud spod jarzma Imperium. Akurat nadarzała się ku temu dogodna sposobność. Nowym namiestnikiem prowincji Germania został Publiusz Kwintyliusz Warus – bardziej biurokrata niż żołnierz.

Namiestnik, nie znając miejscowych zwyczajów, szybko zraził do siebie miejscowych. Jak pisze Kasjusz Dion, „nie tylko wydawał Germanom rozkazy, jakby byli oni niewolnikami Rzymian, lecz także zbierał od nich podatki, jakby byli podbitymi narodami”. Rzymianie dopiero ujarzmili mieszkańców tych terenów – trzeba więc było dużo taktu w kontaktach z barbarzyńcami, tymczasem Warus traktował ich jak zwykłych poddanych.

Młody przywódca Cherusków (nie wiadomo, czy Arminiusz przejął przywództwo po śmierci ojca czy w innych okolicznościach) łatwo wkradł się w łaski Warusa, jednocześnie potajemnie przygotowując z sojusznikami powstanie przeciw Rzymowi. Niewiele brakowało jednak, aby jego plany zostały pokrzyżowane. Spisek zdradził namiestnikowi Segestes – teść, a zarazem zacięty przeciwnik Arminiusza. Wrogość między obu plemiennymi arystokratami miała podłoże rodzinne. Otóż córka Segestesa Tusnelda uciekła z domu i poślubiła Arminiusza wbrew woli ojca.

Warus – na swoje nieszczęście – nie uwierzył w doniesienia Segestesa. Rzymianin wiedział o konflikcie między barbarzyńskimi wodzami, i uznał, że rewelacje mężczyzny są zwykłą kalumnią, obliczoną na zdyskredytowanie zięcia.

 

WARUSIE, ODDAJ LEGIONY!

Namiestnikowi przyszło drogo zapłacić za swój błąd. Sprytny Arminiusz wciągnął go w pułapkę. Mieszkający daleko od kwater Warusa Germanie z plemienia Chauków celowo wywołali rozruchy, wywabiając Rzymian z obozów. Jesienią 9 r. n.e. (prawdopodobnie we wrześniu) trzy legiony, kilka kohort pomocniczych i trzy oddziały jazdy wkroczyły do Lasu Teutoburskiego. Gdy Rzymianie zapuścili się zbyt głęboko, by zawrócić, runęli na nich Germanie, łącznie z wojownikami Arminiusza, który do tej pory udawał sprzymierzeńca. Legioniści długo się bronili, ale po czterech dniach walk w trudnym terenie musieli uznać wyższość barbarzyńców.

Klęska była całkowita: Germanie wycięli w pień legiony XVII, XVIII i XIX! Mogło zginąć nawet 30 tys. żołnierzy! W ręce powstańców wpadły święte orły legionowe. Załamany Warus popełnił samobójstwo. Wellejusz Paterkulus z przekąsem stwierdza, że „wódz z większą odwagą umierał niż stawał do walki, idąc za wzorem ojca i dziadka przebił się mieczem”. Nieliczni jeńcy zostali złożeni w ofierze germańskim bogom. Arminiusz przekazał odciętą głowę namiestnika królowi Markomanów Marbodowi (lawirującemu między buntem a współpracą z Rzymianami), który przesłał ją do Wiecznego Miasta.

Po klęsce Warusa rzymska władza w Germanii zawaliła się jak domek z kart. Po raz kolejny okazało się, że trudniej utrzymać prowincję niż zdobyć. Ze względu na znaczenie starcia w Lesie Teutoburskim brytyjski historyk Edward Shepard Creasy zaliczył je w 1851 r.  do piętnastu przełomowych bitew w historii świata.

W Rzymie na wieść o klęsce Warusa wybuchła panika. Obawiano się, że Germanie wtargną do Galii, poderwą do powstania tamtejsze plemiona i wspólnie runą na Italię. Sam Oktawian August bardzo przeżywał utratę trzech legionów. Swetoniusz pisał, że cesarz „przez szereg miesięcy nie golił brody ani włosów nie strzygł. Nieraz tłukł głową o ścianę, wołając głośno: »Kwintyliuszu Warusie, oddaj legiony«!”.

GERMANIK KONTRA GERMANIE

Imperium nie mogło pozostawić takiej zniewagi bez odpowiedzi. Cesarz wysłał nad Ren swego adoptowanego syna Tyberiusza z zadaniem opanowania sytuacji. Ten, choć dysponował aż 10 legionami, nie odniósł większych sukcesów. Powstańcy unikali walnej bitwy, wobec czego Tyberiusz musiał zadowolić się zabezpieczeniem granicy na Renie.

Wiadomość o bliskiej śmierci Oktawiana Augusta sprawiła zaś, że Tyberiusz ruszył do Rzymu. Zamieszanie, do jakiego doszło w Imperium po zgonie władcy w 14 r., po raz kolejny odwlekło akcję przeciw Arminiuszowi. Dopiero po uśmierzeniu buntów legionów w Panonii i Galii Tyberiusz zdecydował się rozpocząć nową wojnę z Germanami. Na czele armii, która miała odbić zbuntowaną prowincję, postawił Germanika – czyli syna Druzusa Starszego, pierwszego zdobywcy Germanii.

Rozpoczęły się kilkuletnie ciężkie walki. Koalicja zbuntowanych germańskich plemion została poddana ciężkiej próbie. Germanik dysponował bowiem potężną armią i podjął wielką ofensywę, w której wyniku poważnie ucierpiały plemiona Marsów, Chattów i Brukterów. Rzymianie odnieśli symboliczny sukces: udało się im odbić orła XIX legionu. Sam Arminiusz nie ośmielił się przyjąć generalnej bitwy z głównymi siłami Germanika. Autorytet Cheruska ucierpiał również wskutek rozłamu wewnątrz plemienia. Jego teść i brat pozostali wierni Rzymowi. Dzięki zdradzie Segestesa Rzymianie zdołali pojmać ciężarną żonę Arminiusza Tusneldę, która została wywieziona do Rzymu. Tam przyszedł na świat syn księcia Tumelik [patrz: Dziedzic na arenie?]. Wódz Cherusków już nigdy nie ujrzał bliskich.

 

NIEUDANA REKONKWISTA

Mimo początkowych niepowodzeń Arminiusz po raz kolejny wykazał się zmysłem strategicznym. Zbliżał się koniec 15 r. n.e., Rzymianie ze względów logistycznych nie byli w stanie zimować w Germanii i wracali za Ren, do swoich stałych obozów. Germanik podzielił wtedy swe siły. Wódz Cherusków dojrzał w tym szansę na rewanż. W trakcie marszu przez mokradła zaatakował jeden z korpusów rzymskich dowodzonych przez Aulusa Cecynę. Rzymianie znaleźli się w opałach, zanosiło się na powtórkę Lasu Teutoburskiego. I zapewne Imperium straciłoby kolejne cztery orły legionowe, gdyby nie głupota Inguiomerusa – wuja Arminiusza. Wbrew bratankowi przekonał wojowników do szturmu na umocniony obóz. Atak zakończył się druzgocącą klęską Germanów, sam Inguiomerus zapłacił za swą zapalczywość ciężką raną.

Również 16 r. n.e. nie był udany dla Cheruska. Germanik zdołał odzyskać drugiego orła legionowego i zadać koalicjantom klęskę pod Indistaviso, gdzie Arminiusz o mało nie dostał się do niewoli. Wódz Cherusków został odcięty od swoich ludzi przez Chauków walczących po stronie Rzymian. Przed śmiercią lub niewolą ocaliła go sława wojenna: germańscy sojusznicy Rzymian rozpoznali słynnego zwycięzcę z Lasu Teutoburskiego i pozwolili mu odejść.

Mimo tych porażek Arminiusz mógł mieć powody do zadowolenia, bo Tyberiusz uznał, że dalsze przeciąganie działań wojennych jest zbyt kosztowne, i odwołał Germanika do stolicy. Ren został granicą oddzielającą Imperium Romanum od świata barbarzyńców.

DZIEDZIC NA ARENIE

W 17 r. n.e. Tusnelda i jej maleńki synek uczestniczyli w pochodzie triumfalnym Germanika w Rzymie. Później syn Arminiusza wychowywał się w Rawennie. Tacyt pisał, że chłopak wiele wycierpiał i jego losy były zmienne; autor obiecywał ponadto, że w dalszej części swego dzieła rozwinie ten wątek, niestety ten fragment nie zachował się…. Prof. Tadeusz Zieliński przypuszczał, że syn Arminiusza był gladiatorem w Rawennie. Imię, pod jakim znamy syna Arminiusza, było bowiem greckie, niewolnicze. W Rawennie mieściła się zaś cesarska szkoła gladiatorów. Są to jednak tylko poszlaki.

WSZYSTKO ALBO NIC

Odejście legionów za Ren nie oznaczało jednak końca walk w Germanii. Rosnący w siłę Arminiusz rychłoporóżnił się z potężnym królem Markomanów Marbodem. Przeciwnicy mieli ze sobą wiele wspólnego. Paterkulus pisał o władcy Markomanów, że to „potomek znakomitego rodu, silny fizycznie, z usposobienia dziki, barbarzyńca raczej z uwagi na pochodzenie niż poziom inteligencji”. Jak łatwo zauważyć, opis ten jako żywo przypomina charakterystykę Arminiusza.

Podobieństw w życiorysach obu wodzów było więcej. Marbod w młodości również służył w oddziałach pomocniczych. Ambicje Markomana sięgały daleko, nie chciał być rzymską marionetką. Dlatego zaraz po powrocie z Wiecznego Miasta przeniósł swoje plemię daleko od granic Imperium – na ziemie obecnych Czech, gdzie stworzył prężne państwo.

Doświadczenia wyniesione ze służby u boku Rzymian zaowocowały powołaniem silnej armii (70 tys. piechoty i 4 tys. jazdy) wzorowanej na rzymskich legionach. Na jej czele Marbod podporządkował sobie wiele plemion, stając się najpotężniejszym z germańskich władców.

 

Szybko okazało się, że Germania (w ujęciu starożytnym znacznie większa niż ta średniowieczna: na terenie obecnych Czech bardzo długo mieszkali celtyccy Bojowie, ale zostali podbici przez Markomanów, od tamtego czasu Rzymianie uważali te obszary za germańskie – przyp. aut.) była zbyt mała dla tych dwóch ambitnych ludzi. Marbod wprawdzie już około 6 r. n.e. przyjął tytuł królewski, jednakże po bitwie w Lesie Teutoburskim jego ziomkowie coraz życzliwiej spoglądali na Arminiusza, okrytego chwałą wyzwoliciela Germanii.

Popularność pogromcy Warusa spowodowała, że Longobardowie i Semnonowie – dotychczas podporządkowani Markomanom – przeszli na stronę Cherusków. Z drugiej strony stryj Arminiusza Inguiomerus, za zdrosny o pozycję bratanka, opowiedział się za Marbodem. Była to zapowiedź przyszłych zdrad krewniaków i buntów ludów, niezamierzających ugiąć karku przed Arminiuszem.

Tymczasem szczęście dopisywało Cheruskowi. Wojna rozpoczęła się od jego zwycięstwa w zaciętej bitwie w Lesie Hercyńskim w 17 r. n.e. Jednak wkrótce sytuacja stała się patowa, ponieważ Marbod umiejętnie bronił się i usiłował uzyskać pomoc Rzymu.

FORTUNA ZMIENNA JEST

Król Markomanów, choć odparł Arminiusza, wkrótce został wygnany przez ambitnego księcia Katualdę. Rzymianie – mimo że wcześniej odmówili dawnemu protegowanemu pomocy w walce – nie zostawili jednak Marboda na pastwę losu. Uznali, że król Markomanów może jeszcze w przyszłości im się przydać. Wygnaniec znalazł azyl w Rawennie, gdzie żył w dostatku jeszcze osiemnaście lat. Być może miał okazję spotkać Tusneldę i Tumelika.

Arminiusz zaś po upadku Marboda stał się najpotężniejszym człowiekiem w Germanii. Rychło okazało się, że wyzwoliciel i obrońca wolności Germanów dąży do władzy królewskiej i podporządkowania sobie jak największej liczby plemion. Wzbudziło to wrogość niedawnych sprzymierzeńców, którzy między 18 a 21 r. n.e. zbrojnie wystąpili przeciw Arminiuszowi w obronie suwerenności. Niestety, nic nie wiemy o przebiegu nowej wojny w Germanii – poza lakonicznym stwierdzeniem Tacyta, że walki toczyły się ze zmiennym szczęściem. Wrogowie Cheruska nie przebierali w środkach, żeby pozbyć się ciemiężyciela. Książę Chattów Adgandestrius zaoferował nawet Tyberiuszowi, że usunie Arminiusza za pomocą trucizny. Cesarz udzielił wodzowi Chattów wyniosłej odpowiedzi, że „nie zdradą i skrytymi środkami, lecz jawnie i z bronią w ręku zwykł naród rzymski mścić się na swoich wrogach”.

PRAWDZIWA SŁAWA NIE PRZEMIJA

Ostatecznie oswobodziciel Germanii zginął w 21 r. n.e., zdradzony przez własnych krewnych. Nie dożył nawet czterdziestki. Okoliczności mordu nie są jasne. Żywa pozostała za to wśród Germanów pamięć o wodzu. Tacyt, pisząc swe dzieło sto lat po śmierci Cheruska, wspominał, że „jeszcze teraz śpiewają o nim barbarzyńskie ludy”.

Zdaniem Hansa Delbrücka, wybitnego historyka wojskowości, losy Arminiusza stały się kanwą dla „Pieśni Nibelungów”, a postać wodza Cherusków stanowi pierwowzór legendarnego Zygfryda. Delbrück wylicza wiele podobieństw między dziejami bohatera „Pieśni Nibelungów” i historycznego germańskiego przywódcy. „Podobnie jak Arminiusz, Zygfryd umiera młodo i u szczytu sił w rezultacie zazdrości i zdrady własnych krewnych. Żona pozostaje wierna jemu, nie swojej rodzinie. Morderca Zygfryda, Hagen, ma tylko jedno oko, o czym nie ma wzmianki w legendzie o skarbie Nibelungów, lecz wiemy o tym z innego przekazu. Tę samą informacje mamy na temat Flawusa, brata Arminiusza, który walczył po stronie Rzymian. Cały książęcy ród Cherusków – poza synem Flawusa, który żył razem z Rzymianami – został wyniszczony w starciach, jakie nastąpiły po śmierci Arminiusza. Podobnie stało się ze wszystkimi książętami Nibelungów” – wyjaśniał Delbrück w trzecim tomie pracy „Antyczna sztuka wojenna”.

 

Czyżby zatem Arminiusz zginął z ręki rodzonego brata Flawusa? Dziś na to pytanie nikt nie jest już w stanie udzielić pewnej odpowiedzi. Faktem jest, że relacje między braćmi nie układały się dobrze. Tacyt przekazał, jakoby Arminiusz szydził z brata, nazywając go zdrajcą, odstępcą własnego rodu i ludu, a nawet sługusem Rzymian. Omal nie doszło do rozprawy między braćmi przed wspomnianą germańskorzymską bitwą pod Indistaviso (16 r. n.e.). Obrzucili się wyzwiskami i pewnie by się pozabijali, gdyby nie rozdzielała ich rzeka.

Potomkowie starożytnych Germanów nie śmieli już nazwać Arminiusza zdrajcą. W XIX wieku Niemcy odkryli go na nowo. Wówczas rodzący się nacjonalizm uczynił z Cheruska symbol skutecznego oporu wobec najeźdźców. Arminiusza zaczęto nazywać praojcem Niemców. Także w III Rzeszy chętnie nawiązywano do legendy Arminiusza. Dla odmiany dziś postać pogromcy Rzymian jest w Niemczech… niemal zapomniana. A przecież czyny postawiły go w jednym rzędzie z Grekiem Pyrrusem oraz Kartagińczykiem Hannibalem  – najgroźniejszymi wrogami potężnego starożytnego Rzymu.