Wszystko przez wybuch w zakładzie dystrybucji chemikaliów w stanie Ohio. Katastrofa doprowadziła do uwolnienia niebezpiecznej substancji. W odpowiedzi na kryzys miejscowe władze zarządziły ewakuację mieszkańców najbliższej okolicy i zaleciły pozostanie w domach osobom przebywającym w nieco bardziej oddalonej strefie zagrożenia.
Czytaj też:Lubisz grzyby? Badania pokazują, jak przygotować je, żeby były dla nas zdrowsze
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło przed kilkoma dniami, a informacji w tej sprawie dostarczyła stacja telewizyjna WTOL11. Co dokładnie się wydarzyło? Z dostępnych danych wynika, że w zakładzie zajmującym się dystrybucją chemikaliów doszło do eksplozji, po której w powietrze uniosły się gęste chmury przemysłowych oparów. Szybko pojawiły się komunikaty alarmowe, a lokalne służby rozpoczęły działania mające na celu zabezpieczenie mieszkańców.
W odpowiedzi na zagrożenie władze wyznaczyły strefy bezpieczeństwa. Osobom przebywającym w promieniu jednej mili od miejsca zdarzenia, czyli około 1,6 kilometra, nakazały ewakuację. Z kolei mieszkańcy obszaru oddalonego o maksymalnie trzy mile, a więc około 4,8 kilometra, otrzymali polecenie pozostania w budynkach. Takie środki ostrożności miały ograniczyć ryzyko kontaktu z substancją, która mogła przedostać się do atmosfery. Szczególne obawy budziło położenie zakładu, w pobliżu którego znajdują się tereny mieszkalne.
Pojawiły się też obawy dotyczące skażenia rzeki Ottawa, będącej dopływem jeziora Erie, co mogłoby doprowadzić do przedostania się zanieczyszczeń do środowiska wodnego. Jak na razie nie wiadomo jednak, czy coś takiego faktycznie się wydarzyło. Władze w kolejnych dniach poinformowały, że uwolnioną substancją był metakrylan glicydylu, czyli związek wykorzystywany w przemyśle i produkcji materiałów chemicznych. Jego obecność w powietrzu wzbudza obawy ze względu na potencjalne zagrożenia dla zdrowia.
Naukowcy mają podejrzenia co do rakotwórczego działania tej substancji, choć samo przebywanie w pobliżu miejsca wycieku nie powinno doprowadzić do nieuchronnego rozwoju choroby. Rzeczywiste ryzyko zależy między innymi od stężenia związku w powietrzu, czasu ekspozycji i drogi narażenia.
Czytaj też: Tysiące nieznanych wirusów w miastach na całym świecie. Naukowcy ujawnili ukrytą populację
Jak się okazuje, początkowo służby próbowały opanować wyciek, lecz działania te nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Zbiornik uległ uszkodzeniu, a zachodząca w nim reakcja stwarzała ryzyko kolejnej eksplozji. Strażacy zdecydowali więc, że bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie umożliwienie jej zakończenia, zamiast podejmowania prób bezpośredniego zatrzymania uwalniania substancji. Kolejne godziny przyniosły poprawę sytuacji, a według stanu na wczoraj obszar podlegający ewakuacji obejmował promień około 400 metrów od miejsca katastrofy. I choć pojedynczy incydent nie doprowadzi do zniszczenia świata, to pokazuje, jak poważne konsekwencje może mieć awaria przemysłowa w pobliżu gęsto zaludnionych terenów.
