Likneset, bo tak brzmi norweska nazwa stanowiska, znajduje się nad fiordem Smeerenburgfjorden w północno-zachodniej części archipelagu Svalbard. W XVII i XVIII wieku region był jednym z najważniejszych centrów europejskiego wielorybnictwa. Statki z Holandii, Anglii czy Danii przypływały tam każdego lata, by polować na wieloryby grenlandzkie, których tłuszcz przydawał się między innymi w produkcji oleju do lamp. Warunki były jednak skrajnie trudne, a wielu marynarzy nigdy nie wracało do domu. Zmarłych chowano na miejscu, w płytkich grobach oznaczanych kamiennymi kopcami i drewnianymi krzyżami.
Archeolodzy szacują, że na terenie Przylądka Zwłok mogło znajdować się co najmniej 225 grobów. Część z nich została już bezpowrotnie zniszczona przez erozję wybrzeża i ocieplający się klimat. Najnowsze badania prowadzone przez naukowców z Norwegian Institute for Cultural Heritage Research oraz Oslo University Hospital pokazują, iż proces degradacji gwałtownie przyspiesza. Topniejąca zmarzlina powoduje zapadanie się trumien, przemieszczanie warstw ziemi i odsłanianie ludzkich szczątków.
Dla naukowców stanowisko ma ogromną wartość, ponieważ arktyczne warunki wyjątkowo dobrze zakonserwowały ludzkie szczątki oraz elementy odzieży. W niektórych grobach znajdowały się fragmenty wełnianych kurtek, pończoch, lnianych koszul i jedwabnych szalików. Dzięki temu badacze mogą dokładniej odtworzyć życie ludzi pracujących przy wielorybnictwie kilkaset lat temu.
Analiza kości ujawniła jednak niezwykle brutalny obraz codzienności dawnych wielorybników. Większość zbadanych szkieletów należała do młodych mężczyzn, lecz ich ciała nosiły ślady wyniszczenia typowe raczej dla ludzi w podeszłym wieku. Archeolodzy odkryli oznaki zaawansowanych zwyrodnień stawów, licznych urazów i przeciążeń wynikających z wieloletniej ciężkiej pracy fizycznej. Wiele osób cierpiało również na szkorbut spowodowany niedoborem witaminy C.
Praca związana z polowaniem na wieloryby była jednym z najbardziej wyczerpujących i niebezpiecznych zajęć ówczesnej epoki. Załogi musiały holować ogromne zwierzęta, rozcinać je na mrozie i przetapiać tłuszcz w ekstremalnych warunkach pogodowych. Wszystko odbywało się w wilgoci, zimnie i przy ciągłym ryzyku śmierci. Szkielety z Przylądka Zwłok pokazują, że organizmy wielu robotników były dosłownie niszczone przez tę pracę jeszcze przed trzydziestym rokiem życia.
Czytaj też: Masywne sarkofagi pod piaskiem Sahary. Ich odkrywcy byli zszokowani zawartością
Szczególnie niepokojące dla naukowców jest tempo zmian klimatycznych na Svalbardzie. Arktyka ociepla się znacznie szybciej niż reszta świata, a region doświadcza coraz częstszych odwilży, osuwania gruntu i zanikania lodu. Zmarzlina, która przez setki lat działała jak naturalna zamrażarka, zaczyna tracić stabilność. W efekcie stanowiska archeologiczne znikają, zanim zostaną dokładnie przebadane. I nie widzę, by ludzkość miała jakikolwiek pomysł na zmianę takiego stanu rzeczy.
Źródło:Anthropology, Livescience
