Później należy odwrócić myśl, którą podaje się w wątpliwość, i podać trzy konkretne przykłady dla każdego odwrócenia. Na przykład myśl „mój mąż mnie nie rozumie” można odwrócić na: „on mnie rozumie”. Jak twierdzi Katie, umysł sam odkryje przed nami przykłady, w jaki sposób odwrócenie to jest prawdziwe. Te przykłady mogą być następujące: „zrozumiał mnie kilka dni temu, kiedy byłam smutna, a on zrobił mi herbatę”. Albo: „rozumie, że kiedy jestem zła, muszę się wypłakać”. Innym odwróceniem tej negatywnej myśli może być: „Ja nie rozumiem siebie” albo „Nie rozumiem jego”. Myśli warto spisać. Ten trening umysłu ma uwolnić człowieka od natrętnych negatywnych myśli, które często pojawiają się automatycznie. 

Czy to znaczy, że możemy spokojnie wyciągnąć się na kanapie w poczuciu, że nasz mózg zadba o to, co dla nas najlepsze? Niestety nie. Chociażby dlatego, że jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani na „nie”. Dr Rick Hanson, neurobiolog i autor wielu książek psychologicznych, m.in. „Hardwiring Happiness” („Sterowanie szczęściem”) czy „Mózg Buddy”, tłumaczy to tak: żeby przeżyć, człowiek pierwotny musiał koncentrować się na rozpoznawaniu sytuacji zagrożenia, dlatego do dzisiaj nasze umysły mają tendencję do dostrzegania negatywów, nie pozytywów.

„Negatywne bodźce skutkują większą aktywnością neuronalną w mózgu niż nawet te najprzyjemniejsze i najintensywniejsze pozytywne doznania” – pisze Hanson w książce o szczęściu. Okazuje się, że nawet na dźwięk słowa „nie” nasz mózg wchodzi w fazę ostrzegawczą. Uruchamia się dzwonek alarmowy, czyli ciało migdałowate, odpowiedzialne za generację negatywnych emocji, agresji oraz reakcje obronne. Każda negatywna myśl momentalnie uruchamia lawinę negatywnych skojarzeń, wspomnień i doświadczeń oraz ewolucyjnie zapośredniczonych sposobów radzenia sobie z nimi.

 

Nic nie jest naprawdę

Jak więc poradzić sobie z umysłem, który zastawia na nas pułapki? „Jesteś tym, co myślisz” – podkreśla Byron Katie, amerykańska pisarka i przywódczyni duchowa, która przez kilkanaście lat zmagała się z ciężką depresją. W pewnym momencie czuła się tak źle, że przestała sypiać we własnym łóżku, twierdząc, że nie zasługuje nawet na podstawowe wygody. Spała więc na podłodze, nieszczęśliwa i przerażona, z pistoletem pod poduszką. Straciła kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Moment wielkiej zmiany przyszedł nagle i wiązał się z trywialnym wydarzeniem. Któregoś dnia Katie obudziła się i spotkała oko w oko z wielkim karaluchem, który wszedł jej na poduszkę. Było to spotkanie jak z powieści Franza Kafki – surrealistyczne i intensywne. Jak wspomina, odkryła wtedy, że wszystko jest względne, a siła naszego umysłu – niezmierzona. „Zrozumiałam, że wszystkie moje złe przekonania i obsesje nie są prawdą, a jestem nieszczęśliwa, bo w nie wierzę. Kiedy przestałam wierzyć w negatywne myśli z mojej głowy, całe cierpienie się skończyło. To ogromna wolność życia, kiedy uświadomisz sobie, że nic nie jest absolutną prawdą, bo to my wszystkiemu nadajemy znaczenie” – mówi Katie w jednym z wywiadów.