Terapeutyczna metoda Byron Katie, którą nazwała Pracą, jest bardziej intuicyjna niż intelektualna, ale ma korzenie w terapii kognitywnobehawioralnej, m.in. w wydaniu amerykańskiego psychoterapeuty Alberta Ellisa. Polega na wychwytywaniu toksycznych myśli oraz negatywnych przekonań i poddawaniu ich głębokiej analizie pod kątem tego, czy mają swoje uzasadnienie w rzeczywistości (fakty – sposób myślenia – uczucia – działanie). Chodzi jednak nie tylko o sprawdzenie, czy każda stresująca nas myśl jest prawdą (osobie chorobliwie wstydliwej nie pomoże sama świadomość, że nie ma czego się wstydzić), ale o zakwestionowanie jej wpływu na nasze życie. Według Byron Katie nieprzyjemne uczucia są jedynie przypomnieniem, że trzymamy się myśli, która jest tylko zapamiętanymi przez mózg wyobrażeniami. Chodzi więc o zmianę schematu myślenia, która w pewnym sensie „oszuka” nasz mózg.

„Kiedy zmieniłam siebie, odkryłam, że byłam wszystkim tym, co widziałam w innych. Inni byli jedynie moją projekcją. Dzisiaj, zamiast starać się zmienić świat wokół mnie, mogę spisać swoje myśli na kartce papieru, zbadać je i odwrócić. To pozwala mi zrozumieć, że jestem tym, o co oskarżałam innych. W momencie kiedy postrzegam ludzi jako samolubnych, sama jestem samolubna. Kiedy postrzegam ich jako nieżyczliwych, sama jestem nieżyczliwa” – pisze w bestsellerowej książce „Kochaj, co masz!”.

Z tej perspektywy Praca Katie jest czymś więcej niż terapią – jest filozoficzną, bardzo bliską buddyjskiej i stoickiej, mantrą, według której życie jest piękne właśnie takie, jakie jest, i dlatego, że jest takie, jakie jest. Czy ta myśl naprawdę nie jest wyzwoleniem i drogą do szczęścia?

 

Jeździec na prozacu

W 2006 roku prof. Jonathan Haidt, amerykański psycholog społeczny zajmujący się moralnością, wydał książkę „Szczęście. Od mądrości starożytnych po koncepcje współczesne”. W środku tej niedużej żółtej książki z uśmiechem na okładce znajduje się zestaw recept na szczęście – od prawd starożytnych filozofów przez obserwacje filozofii Wschodu aż do naukowych odkryć nowoczesnej psychologii behawioralnej. Haidt także wierzy, że to umysł człowieka steruje jego poczuciem szczęścia i tym, jak odbiera świat i swoją w nim rolę. Do wyjaśnienia tego procesu używa metafory racjonalnego jeźdźca i emocjonalnego słonia.

„Praca z umysłem jest jak tresura zwierzęcia” – tłumaczy Haidt, przywołując pułapki, jakie na jeźdźca (którym są świadome procesy wykonawcze, zawiadywane przez korę przedczołową) zastawia słoń (czyli procesy nieświadome, emocje, związane z funkcjonowaniem układu limbicznego i autonomicznego). Przede wszystkim jesteśmy owocem milionów lat zmian ewolucyjnych, które zostawiły w nas pewne reakcje i odruchy, na przykład opisywaną wcześniej wrażliwość na negatywne bodźce. Dodatkowo rodzimy się z zalążkami osobowości, na które wpływ ma nasze wyposażenie biologiczne, a później także wychowanie. Ci, którzy w genetycznej loterii wygrali skłonność do oglądania świata przez różowe okulary, mają dużo mniejsze szanse zachorowania na depresję czy inne zaburzenia afektywne. Inni winą za swoją skłonność do obniżonego nastroju mogą obarczyć specyficzną biochemię mózgu.

Haidt podkreśla, że jedyną trwałą drogą do szczęścia jest uporczywa praca nad własnym umysłem – trening jeźdźca, czyli zrozumienie istoty własnych problemów, ale przede wszystkim jednak trening słonia, czyli próba zmiany wrodzonych zachowań afektywnych.